„Bywa iż sobą zdumiewam siebie” – tak kiedyś powiedział/napisał Gombrowicz. Mam podobnie. Karkołomne wyzwanie jakim jest podsumowanie roku rankingiem albumów okazało się dla mnie dość bolesne. Przyjąłem prostą metodę. Najczęściej odtwarzane rzeczy w odtwarzaczu (dziękuję tym programistom z Doliny Krzemowej czy skądś inąd, że wymyślili tę opcję) okazały się jedną wielką depresyjną kompilacją. Fakt, nie był to rok, który znaczyłbym na instagramie czy facebooku #sielanka, ale nie spodziewałem się, że to wyjdzie w moim top podsumowaniu. Zapraszam w moje neurotyczne zestawienie mijającego roku.
Najlepsze albumy roku 2013
1. Mount Kimbie – Cold Spring Fault Less Youth
Płyta towarzyszyła mi praktycznie non stop. W 11 godzinnej drodze pociągiem na Openera, przy porannych powrotach chwiejnym krokiem do domu, jak i spokojnych letnich wieczorach z książką. Nie spodziewałem się, że oni zajmą pierwsze miejsce. Naprawdę, to wręcz szok jak u aktorów, którzy odbierają statuetkę Oskara i są niby zdziwieni. Faktem jest, że skoro zaliczyli tyle razy wciśnięcie play u mnie w odtwarzaczu i systematycznie to trwało przez pół roku, to tak płyta jest dla mnie ważna. Jest spokojna, wręcz ambientowa, ale panowie Kampos i Maker zrobili album dla mnie idealny, który oddaje stan mojej duszy przez ostatnie 12 miesięcy.
Mount Kimbie – ’You Took Your Time’ feat. King Krule
2. Nick Cave & The Bad Seeds – Push the Sky Away
Mam problem z podaniem jednym tchem swoich idoli, bo ich zwyczajnie nie mam. No dobrze, może jest ze dwóch pisarzy, muzyków i reżyserów. Wróć… Cave to przecież pisarz, muzyk, genialny tekściarz i scenarzysta. Australijczyk zawsze był przeze mnie cenioną personą w świecie szeroko pojętej kultury i sztuki. Ta płyta jest bardzo minimalistyczna, spokojna, właściwie mało się na niej dzieje i za to ją pokochałem. W natłoku dźwięków okazało się, że wystarczy trochę chaotycznie rozrzuconych nut i do tego głoś gościa, który doskonale wie co nam chce powiedzieć i potrafi emocje przerzucić w melodeklamacje i śpiew.
p.s. W Higgs Boson Blues Cave przeszedł samego siebie jako tekściarz. Według mnie najlepszy tekst w utworze muzycznym tego roku.
Nick Cave & The Bad Seeds – Higgs Boson Blues
3. Arctic Monkeys – AM
Myślę, że ta płyta pojawi się u wszystkich osób piszących podsumowanie na All About Music. Jest to album, który bezsprzecznie jest dobry i łączy różne grupy odbiorców muzyki. Panowie z Arctic Monkeys są po prostu tak dobrzy, że nie da się ich nie lubić, a ten album potwierdza ich pozycję w przemyśle muzycznym. No i dodatkowo jest to chyba jedyna płyta w moim zestawieniu, która nie wpędza w depresję, a wręcz przeciwnie poprawia humor.
Arctic Monkeys – One For The Road
4. Jamal – Miłość
Niespodzianka! Szczerze? Nigdy nie posądzałem Mioda o taką zmianę wizerunku, taką poprawę tekstową, taką dobrą płytę! Mądrze, świetnie muzycznie, żywiołowo kiedy trzeba, a kiedy nie to nostalgicznie. Znakomita płyta i z polskich produkcji, jest to zdecydowanie dla mnie najlepsza płyta. I tak, jeszcze rok temu gdyby mi ktoś powiedział, że takie słowa napiszę to bym śmiał się w twarz rozmówcy z ironicznym uśmiechem. A tu proszę… Brawo Jamal, Brawo Miodula!
Jamal – 6.0.6
5.Emika – DVA
Ta Pani przewijała się u mnie zawsze. Jednak w tym roku mnie rozkochała w sobie na dłużej niż jeden utwór. Wystarczyło mi spędzić z nią niecałe 10 minut. Rzecz jasna ona na scenie, a ja na widowni. Jednak charyzma, głos, styl, klimat w jaki mnie wprowadziła na Sacrum Profanum w Krakowie sprawił, że zostałem z miejsca fanem. Genialna płyta nawiązująca do tradycji trip-hopu sygnowana legendarną wytwórnią Ninja Tune. Czego chcieć więcej.
Emika – Sleep With My Enemies
http://www.youtube.com/watch?v=fFTkcLWMIfk
6.Rebeka – Hellada
Kolejny polski reprezentant. Zespół Rebeka. Ta sama wytwórnia co Kamp! i We Draw A, czyli Brennnessel. Świetny wokal Iwony Skwarek (genialna na koncertach) i elektronicznie brzmienie Bartka Szczęsnego. Duet, który mną osobiście zawładnął i z niecierpliwością czekam na ich kolejne dokonania. Teraz Polska chciałoby się krzyknąć słuchając tej dwójki.
Rebeka – Sisters
7. UL/KR – Ament
I znów Polacy i znów w duecie. UL/KR to w zasadzie dziwne teksty i dziwne plumkania, ale to jest dokładnie taki rodzaj wrażliwości muzycznej jaki mnie przekonuje. W moim zestawieniu dominuje muzyka elektroniczna i Ci Panowie nie są wyjątkiem. Melancholijnie płynące dźwięki, może momentami zbyt pokręcone, ale od godziny 2 w nocy mogę tej płyty słuchać do świtu codziennie. Tak też czyniłem w minionym roku.
UL/KR – Głupio
http://www.youtube.com/watch?v=ovNLfz2Shh0
8. Robert Glasper – Black Radio. Volume 2
Nie było póki co w moim top ten żadnej produkcji powiązanej z hip-hopem i jazzem. Aż do teraz. Robert Glasper to jazzman geniusz. Goście na tej płycie to śmietanka muzyki soul, rap i jazzu. Znakomity album, który w Polsce przeszedł bez echa, u mnie jednak zadomowił się na dobre w słuchawkach i głośnikach i co najważniejsze… w sercu.
Robert Glasper Experiment feat. Norah Jones – Let It Ride
9. King Krule – ’6 Feet Beneath The Moon
Ten koleżka rozbroił mnie swoim pierwszym singlem ponad rok temu. W 2014 ten genialny rudzielec skończy dopiero 20 lat, a już wyznacza standardy w UK. Płyta jest taka jak on – specyficzna. Jestem jednak pewien, że za 10 lat to będzie postać w muzyce równająca chociażby do Thoma Yorke’a z Radiohead.
King Krule – Ocean Bed
10. Olafur Arnalds – For Now I Am Winter
Dziesiątkę zamyka coś wyjątkowego… Może trochę patetycznie, ale patrząc na całość moich ulubionych albumów tego roku… Olafur pasuje idealnie. Ten rok był dla mnie zimny jak Islandia, chociaż bywało 40 stopni w cieniu. Był chłodny mimo upałów, ciemny mimo lata i wiosny. Olafur zawładnął mną gdzieś w lutym, włada do dziś gdy sinusoida nastrojów jest poniżej osi X.
Ólafur Arnalds – Reclaim (feat. Arnór Dan)
Najlepsze utwory roku 2013
10.Kuba Knap – Łajz Lajf
Młodszy lepszy żbik z obozu Alkopoligamii. W przeciwieństwie do Marty Mrowiec niewiele znalazłem w tym roku albumów z gatunku muzyki hip-hop, które mnie usatysfakcjonowały. Z utworami było trochę lepiej. Kuba i Łajz Lajf to nie jest opowieść o blokach, dilowaniu itp. To zwykła historia łajzy, który lubi noc spędzić wśród przyjaciół, wśród procentów i dodam, że ten kawałek brzmi pięknie o świcie latem nad Wisłą w centrum dużego miasta.
9. UL/KR – Anonim
Właściwie wszystko o tych panach napisałem już w sekcji albumy. Moja przygoda rozpoczęła się z nimi dzięki Pani Agnieszce Szydłowskiej z Radiowej Trójki. Na początku podszedłem sceptycznie, nawet mój bliski przyjaciel, spointował, że to brzmi jak Kombi, ale z czasem i ja i on się przekonaliśmy i obecnie tekst Anonima gości jak pacierz. Znam go na pamięć, nawet bym go wyrecytował gdybyście mnie obudzili w nocy (nie róbcie tego jednak, proszę!).
8. Rebeka – Melancholia
Ci Państwo też już gościli w liście najlepszych płyt. Znakomity duet, a singiel Melancholia sprawił, że postanowiłem się zapoznać z całą płytą, a następnie wykonaniami live, aż zostałem fanem. Wciąga niesamowicie, a i kompozycja oddaje dokładnie to co jest zawarte w tytule.
7. Jamal – Upadłem w Poznaniu
Zdecydowanie mój ulubiony utwór z ostatniej płyty Jamala. Właściwie najbardziej melancholijny (wszak w takiej stylistyce jest utrzymane moje zestawienie), ale naprawdę znakomity tekst, płynące brzmienie i wyjątkowo wrażliwy Miodu za mikrofonem. Raz kolejny chylę czoła przed tą płytą.
6. Mount Kimbie – Home Recording
Skoro to moja płyta roku to rzecz jasna musiał się też pojawić jakiś kawałek od tych Panów. Wyjątkowo wakacyjny numer (chociaż reżyser klipu miał inne odczucia). Tytuł Home recording brzmi tu przekonywująco, a muzyka koi, płynie, muska uszy tak bardzo przyjemnie, że nie sposób nie posłać uśmiechu w stronę głośników. Wiecie co? Uwielbiam to całe Mount Kimbie
5. Misia Ff – Mózg
Misia Furtak w tym roku wtargnęła sobie na scenę jak gdyby nigdy nic. Z tres. b nie szło jej tak dobrze jak solo. Ot tak nagrała singiel Mózg i zawładnęła masowo krajem. Ten kawałek może ambitny, ani mądry nie jest, ale tak strasznie wpada w ucho, że nie da się skończyć na jednym odtworzeniu.
Mój mózg działa , jak on działa nic nie działa, nabić działa, i działami boom boom boom
W mózg.
4. Moderat – Bad Kingdom
Właściwie gdyby lista moich ulubionych płyt liczyła 11 pozycji, to Moderat byłby dokładnie następną płytą. Ciężko sklasyfikować jaki to rodzaj elektroniki Panowie grają. Uwielbiam jednak komponowane przez nich dźwięki. Nazwałbym ich mieszanką starego Depeche Mode z nowym Burialem. Są genialni, a już w tym roku odwiedzą w ramach trasy Polskę. Będę miał przyjemność pisać relację z katowickiego występu. Nie mogę się doczekać tego show!
3. King Krule – A Lizard State
Szalony utwór. Genialna interpretacja. Nie wierzę, że ktoś potrafiłby zaśpiewać ten utwór w jakimkolwiek talent show. To jest wyższa szkoła jazdy, której nikt poza King Krule nie jest w stanie powtórzyć. Ten buntowniczy utwór przypomina mi trochę Joy Division. Oby jednak rudzielec z UK nie skończył kariery tak szybko jak Ian Curtis (czarny humor)
http://www.youtube.com/watch?v=Jn4DkwKFrTg
2. Nick Cave – Push The Sky Away
To jest po prostu kwintesencja poezji Nicka Cave’a. Tu nie dzieje się praktycznie nic, a jest to piękne. Ci którzy byli na Openerze i mieli szansę usłyszeć tą kompozycję live wiedzą dokładnie o co chodzi. Klasa sama w sobie potwierdzona po raz kolejny i oby Australijczyk dalej był w tak wyśmienitej formie.
1. Arctic Monkeys – R U Mine?
To jest niesłychane, że wśród tych wszystkich moich ulubionych smętów wygrywa rock’n’roll. Tak jest! Arktyczne Małpy znów porywają największych ponuraków i sprawiają, że nogi tupią same do rytmu, a głowa kiwa się jak dawno temu u tych piesków na deskach rozdzielczych w samochodach. Dzięki za tą energię!

