Site icon All About Music

Best of 2012 redakcji All About Music – Najlepsze albumy i utwory według Magdy Sieprawskiej

Wczoraj mieliście możliwość zapoznania się z najlepszymi albumami i utworami według Pawła, a dzisiaj chciałabym przedstawić Wam moje The Best Of oraz również zachęcić do zapoznania się z nim!

Best of 2012 redakcji All About Music

Redakcja All About Music – każdy redaktor z osobna, przedstawi w kolejne dni swoje najlepsze albumy i utwory roku 2012. Następnie przedstawimy średnią wypadkową naszych zestawień – nominacji do nagród All About Music Awards – edycja 2. Tydzień później przedstawimy zwycięzców, czym zakończymy podsumowywanie roku 2012.

Moje podsumowanie zdominowały albo tegoroczne debiuty, albo i następcy debiutów, są więc to młode zespoły, które z kolei zdominowały już rynek muzyczny, albo mają do tego wielkie predyspozycje. Zdecydowanym numerem 1. dla mnie w tym roku są Brytyjczycy z Alt-J, którzy to z własnym pomysłem na granie wydali rewelacyjny album, którego zresztą doceniło wielu krytyków muzycznych, nie zniknął on bez echa. Uwzględniłam również polskie produkcje, w tym Kamp! i Hey, oby dwoje nagrali znakomite albumy. Znalazło się i miejsce dla debiutantów  z Dot Hacker, ale także i dla weteranów z Aerosmith. Nie mogłam pominąć oczywiście Mumford & Sons, ani The xx. Przyjrzyjcie się zatem całemu notowaniu oraz krótkim opisom:

 Najlepsze albumy roku 2012

1. Alt-J – An Awesome Wave

Alt-J z impetem, a raczej z An Awesome Wave wkroczyli w świat muzyki i nie powinno to nikogo dziwić, że już mają zapewnioną pewną pozycje w czołówce najlepszych debiutantów. Ich muzyka to alternatywny rock połączony z eksperymentalną perkusją, banjo, a co najważniejsze, i co ich wyróżnia to głos wokalisty, po którym usłyszeniu od razu wiemy, że to Alt-J. Krążek sprawił, że na ich konto trafiła prestiżowa nagroda Mercury Prize, a on sam znalazł się w Top 20 Wielkiej Brytanii.

2. Dot Hacker – Inhibition

Josha Klinghoffera znamy przede wszystkim z jego działalności w zespole Red Hot Chili Peppers. Mało kto wie jednak, że ma on swój własny zespół, który również w tym roku debiutował albumem Inhibition. To, co pierwsze rzuca się w uszy w każdym utworze to przepiękne klawisze, które wraz z perkusją wprawiają słuchacza w synthpopowy trans oraz zabierają w psychodeliczno-emocjonalną podróż. Warto też wspomnieć o głosie Josha – istnie anielski, jak kameleon zmieniający się co utwór.

3. The xx – Coexist

The XX to Londyńskie trio i istna sensacja ostatniego czasu na rynku muzycznym. Wydali oni doskonały debiut, który przyniósł im sławę i światowy rozgłos, a teraz przyszedł czas na następcę. Coexist to bardziej ambitny materiał, już nie tak przebojowy, ale swoją emocjonalnością przeszywa ciało na wskroś. Nie można tu mówić o tym, że zespół wszystkie swoje pomysły zawarł na debiucie, a tę płytę nagrał z przymusu. Jest ona genialna w każdym calu, ciekawa jestem kolejnej.

4. Mumford & Sons – Babel

Debiut i sam zespół to coś nowego na Wyspach, coś co wzbudziło ciekawość i tym samym przyniosło rozgłos. Ich przypadek można porównać do poprzedników w tym rankingu, bo i zostali okrzyknięci sensacją i nagrali świetny debiut, i nagrali również następce debiutu.. ale jednak już nie takiego dobrego. Płyta sama w sobie poziomem dorównuje pierwszej, a  nawet można powiedzieć, że ją przewyższa, bo to jednak tam mamy więcej kompozycji, które na dłużej zapadną w pamięci, a  tutaj mamy już markę Mumford & Sons, producent taki i taki, więc i krążek musi być dobry.

5. Kamp! – Kamp!

4 lata czekaliśmy na ich krążek, lecz jeśli chodzi o następny to jeśli ma być taki dobry, to poczekamy nawet więcej. Objawienie na polskiej scenie muzycznej, inaczej Kamp! nazwać nie można. Nagrali świetną płytę, już są zapraszani na zagraniczne festiwale, więc nic innego jak życzyć chłopakom powodzenia za granicą, nie pozostaje. Oczywiście w Polsce też zostali docenieni, Heineken Opener Festival czy Coke Live Music Festival to tylko dwa przystanki na ich trasach koncertowych.

6. Smashing Pumpkins – Oceania

Nowy skład zespołu to nie zawsze dobre wyjście. Tutaj jednak okazało się dobre, a nawet bardzo dobre. Oceania to inaczej jakiś odrębny świat, który skupia w sobie mniejsze wysepki  na Oceanie Spokojnym. Można powiedzieć, że te wysepki to alegoria utworów. Zespół zabiera nas w podróż na 13 wysp, a im dalej płyniemy tym bardziej nam się ona podobają i sprawiają, że z  pewnością jeszcze na nie kiedyś postanowimy wrócić.  Jednym z czynników tego jest uroczy głos Billiego Corgana – wizytówka zespołu.

7. Two Door Cinema Club – Beacon

Ile to już mamy takich przypadków? Oj sporo. Głupio się powtarzać, no ale skoro tak jest.. Debiut, który przyniósł światowy rozgłos, koncerty na największych festiwalach świata, bardzo dobre recenzje – same zalety. Lecz kiedyś musiał przyjść ten czas, kiedy zespół potwierdzi słuszność tych zalet, albo i nie. W typ przypadku sprawdziła się opcja numer dwa. Beacon nie udało się przewyższyć pierwszego krążka, jednak mimo to mamy te typowe cudowne gitary, które sprawiają wrażenie, że kompozycje zostały stworzone wprost na Tourist History.

8. Ben Howard – The Burgh Island EP

Ta EPka jest u mnie wysoko, mimo, że to tylko 4 utwory, ponieważ pokazuje ona całkiem inne oblicze Bena. To już nie to piosenkowe, wesołe,  tylko ponure, tajemnicze i po prostu inne niż dotychczas. Jest to dobry krok w jego karierze, z pewnością zyska on nowych fanów i mam tylko nadzieję, że kolejny longplay będzie utrzymany właśnie w takim klimacie i takim nastroju.

9. Hey – Do rycerzy, do szlachty, doo mieszczan

Ta płyta musiała znaleźć się w tym zestawieniu. Musiała i koniec. To, że Hey to czołówka polskiej sceny rockowej to wszyscy wiedzą, ale chyba nie do końca jeszcze zdają sobie sprawę, z tego, iż ten album to kolejna porcja dobrej muzyki. Zespół znów odkrywa nowe ścieżki, nie boi się eksperymentów, Kasia potwierdza swoje świetne umiejętności tekściarskie, które tym razem są dosyć – jak na Kasie – wesołe.

10. Yeasayer – Fragrant World

Fragrant World to spora dawka dobrej elektroniki. Utwory są utrzymane w synthpopwym klimacie, a jako swoje inspiracje zespół wskazuje Davida Bowie’go – słychać.  Jeżeli ktoś zna Yeasayer tylko z przeboju O.N.E. to zachęcam to wysłuchania tej płytki, bo takich O.N.E jest kilka, choćby nawet ten:

11. Placebo – B3 EP

Dziwię się sama sobie, ze TO tutaj, no ale Placebo, a w szczególności głos Briana czego by się nie chwycił robi z tego cuda. Gorzej z samą muzyką, która po prostu tutaj serwuje Placebo z XX lat wcześniej, ale już na przykład cover, który na EPce znajdziemy, zdecydowanie bardziej mi się podoba właśnie pod nazwą Placebo.

http://youtu.be/CmUUH7_7gDA

12. Brodka – Lax EP

Tu jeszcze  lepszy przypadek. Na czysto mamy dwa utwory, które znów pokazały inne oblicze Brodki i znów zawładnęły rozgłośniami radiowymi. Mamy również remixy m. in. grupy Kamp! oraz Bueno Bros. Tych drugich możemy kojarzyć na przykład ze współpracy z Heyem. Ich remixy możemy usłyszeć  na RE-MURPED!.

13. Bloc Party – Four

Krążek, choć nie w całości, usłyszałam już podczas Openera ’12, bowiem cała setlista wyglądała jak wyjęta z trasy promującej Four.  Całość wysłuchałam na kilka dni przed premierą na oficjalnej stronie grupy i szczerze mówiąc byłam pozytywnie zaskoczona. Zespół eksperymentuje, miesza, bo znajdziemy tam i ciężkie brzmienia, potężne gitary i urocze ballady, a całość dopełnia lekki śpiew Kele!

http://youtu.be/TkeUFRK4i7w

14. Aerosmith – Music From Another Dimension!

Nie ma mowy o tym, by muzycy po 40 latach wspólnego grania się wypalili i stracili wszystkie pomysły. Krążek to całkowita świeżość, różnorodność i pomysł na granie. Mimo, że nie zrobił on wokół siebie większego szumu, u mnie już leży na półce i gdy mam ochotę na dobre rockowe granie, nie pozostaje mi nic innego jak odpalić właśnie ten album.

15. The Vaccines – Come of Age

Dobry debiut, światowa sława, to już znacie.. Ale jest jeszcze coś – dobry następca debiutu. Masa hitów, kolejne festiwale, w tym polski Impact Fest, na którym byłam i część materiału słyszałam i trzeba przyznać, że na żywo sprawdza się całkiem nieźle. Kolejny hit na miare If You Wanna:

Najlepsze utwory roku 2012

Chciałabym przedstawić Wam również najlepsze – wg mnie – single 2012 roku:

  1. The Rolling Stones – Doom And Gloom
  2. Foals – My number
  3. Foals – Inhaler
  4. Delphic – Baiya
  5. Alt – J – Brezeeblocks
  6. Alt – J – Something Good
  7. Garbage – Blood for Poppies
  8. The xx – Chained
  9. Yeasayer – Longevity
  10. Mumford & Sons – I will wait
  11. Two Door Cinema Club – Sleep Alone
  12. Brodka – Varsovie
  13. Bloc Party – Kettling
  14. The Vaccines – Teenage Icon
  15. The Neigbourhood – A Little Death

Większość singli pochodzi z krążków opisywanych powyżej i nie jest to żadną niespodzianką, że dwa razy pojawili się Brytyjczycy z Alt-J wraz z kompozycjami Breezeblocks i Something Good, czy Two Door Cinema Club z całkiem dobrym singlem z mniej udanej płyty. Dwie pozycje przeznaczyłam dla Foals, którzy już udostępnili dwa powyższe kawałki, aby narobić smaku fanom, którzy oczekują na ich nowe wydawnictwo, a to ukaże się już 11 lutego. Bardzo ciekawym utworem jest tutaj Baiya, który również zwiastuje nowy krążek, a w tym przypadku zespołu Delphic. A Little Death promuje z kolei EPkę Kalifornijczyków z The Neighbourhood, a Doom And Gloom to po prostu najświeższa propozycja od Rolling Stonesów, która znalazła się na ich najnowszej komplikacji z okazji ich 50 lat działalności – Grrr!.

Exit mobile version