Swoje zestawienia najlepszych albumów i utworów 2012 roku przedstawiło już wiele magazynów (w tym m.in. Uncut czy NME), jak i spora część redaktorów All About Music. Przyszedł czas i na mnie. Tak więc zapraszam do przejrzenia moich list najlepszych albumów i utworów zeszłego roku.
Najlepsze albumy 2012 roku
Zanim stworzyłem własny ranking ulubionych płyt 2012 roku, popatrzyłem po tych stworzonych przez różne magazyny. I cóż – między nimi więcej jest różnic niż podobieństw. Co prawda krążki channel ORANGE Franka Oceana (u mnie pozycja 14.) oraz Devotion Jessie Ware (miejsce 15.) często były przez różne portale wyróżniane, ale to wyjątki. No i jeszcze zapomniałbym o uwielbianej Lanie del Rey – jej Born to Die u mnie (jak i w różnych innych zestawieniach) zajęło wysoką pozycję.
Chcę tu też zaznaczyć, że mój ranking nie pokrywa się z moimi recenzjami. Np. album Red Taylor Swift oceniłem na 6, a ¡Tre! Green Daya na 8. A jednak dziś to krążek Swift bardziej mi się podoba. Ponadto miałem problem z porównaniem Girl on Fire Alicii Keys i Lotus Christiny Aguilery. Obie płyty bardzo lubię. Utrzymane są jednak w zupełnie innej stylistyce. W końcu jednak zdecydowałem się, że to Alicia wejdzie miejsce wyżej. Jej Girl on Fire to bardzo kojący, przyjemny album, który pochłaniam w całości. Na Lotus niektórych piosenek zwyczajnie nie chce mi się słuchać (choć wszystkie lubię).
W moim podsumowaniu nie zabrakło też polskich płyt. Przyznam, że nie przepadam za naszą sceną muzyczną, ale akurat nowe albumy Luxtorpedy (Robaki – miejsce 13.) oraz Ani Dąbrowskiej (Bawię się świetnie – pozycja 19.) bardzo lubię. Nie mogłem zapomnieć również o tragicznie zmarłej Whitney Houston. Składanka I Will Always Love You: The Best of Whitney Houston to wspaniałe podsumowanie jej kariery.
Pozycję piątą zajmuje równie często chwalona, co krytykowana Lana del Rey i jej album Born to Die. Choć z początku średnio mi się podobał, to dziś wręcz go uwielbiam. Melancholijne melodie, głos Lany (który w wersji studyjnej brzmi perfekcyjnie) i udane teksty – to wszystko składa się na sukces. Na krążku znajdziemy głównie spokojne utwory (boskie Blue Jeans, świetne Carmen), jak i kilka żywszych punkcików. Mimo tego przegrał on w zestawieniu z płytą The Spirit Indestructible Nelly Furtado. Wokalistka nagrała swój najlepszy, najbardziej różnorodny, a zarazem najbardziej spójny album. Bardzo odważnie eksperymentowała z brzmieniem. Raz więc usłyszymy pop, muzykę world, a za chwilę reggae oraz elektronikę. A to wszystko zwieńczone (w wersji podstawowej) doskonałym Believers (Arab Spring).
Na trzecim miejscu znalazł się najnowszy krążek Nory Jones – …Little Broken Hearts. Choć każdy z jej poprzednich albumów bardzo lubię, to jednak właśnie ten uważam za najlepszy. Dojrzały, świetny zarówno tekstowo, jak i muzycznie oraz wokalnie. Jones świetnie gra: raz śpiewa bardzo smutnym głosem (She’s 22), za chwilę radośnie pośpiewuje (Out on the Road, Happy Pills), by w końcu zaczarować nas w mrożącym krew w żyłach, najlepszym od początku jej kariery Miriam. Na drugim miejscu znalazł się zespół Halestorm. W Polsce szerzej nieznany i nad tym po prostu ubolewam. Ich muzyka jest po prostu niesamowita. Album The Strange Case Of… to kopalnia nie tylko rockowych, nieco nawet metalowych hitów, ale i wspaniałych ballad. A to wszystko okraszone świetnym, mocnym wokalem Lzzy Hale.
Na szczycie mojej listy znalazła się moja idolka – niepokonana Katie Melua. Secret Symphony to jedyny album z tego zestawienia, który pokochałem od pierwszego przesłuchania. Od początku wiedziałem, że osiągnie sukces. Nawet jeśli nie komercyjny, to artystyczny. Co ciekawe największy właśnie w Polsce – Katie wielokrotnie tu występowała, a Secret Symphony pokryło się u nas platyną. Tylko kwestią czasu były kolejne koncerty. I 12 listopada na takowy pojechałem. I jeszcze bardziej ją pokochałem…
Poniżej przedstawiam całą listę:
- Katie Melua – Secret Symphony
- Halestorm – The Strange Case Of…
- Norah Jones – …Little Broken Hearts
- Nelly Furtado – The Spirit Indestructible
- Lana del Rey – Born to Die
- Alicia Keys – Girl on Fire
- Christina Aguilera – Lotus
- Ellie Goulding – Halcyon
- Whitney Houston – I Will Always Love You: The Best of Whitney Houston
- Leona Lewis – Glassheart
- Oceana – My House
- Marina & the Diamonds – Electra Heart
- Luxtorpeda – Robaki
- Frank Ocean – channel ORANGE
- Jessie Ware – Devotion
- Taylor Swift – Red
- Serj Tankian – Harakiri
- Madonna – MDNA
- Bruno Mars – Unorthodox Jukebox
- Ania – Bawię się świetnie
- Green Day – ¡Tre!
- Linkin Park – Living Things
- P!nk – The Truth About Love
- Melanie Fiona – The MF Life
- Monica – New Life
Najlepsze utwory 2012 roku
Niekwestionowaną królową tego zestawienia jest Nelly Furtado. Na liście znalazło się bowiem aż 5 jej piosenek. W tym: Parking Lot – pozycja 48., Don’t Leave Me – 36., High Life – 28., Spirit Indestructible – 14. oraz Believers (Arab Spring) na miejscu 7. Oprócz niej sporo utworów na listę przemyciły m.in. Christina Aguilera oraz Leona Lewis (obie po trzy).
Na liście nie zabrakło oczywiście wszechobecnego Franka Oceana. Jego singiel Pyramids uplasował się na 46. pozycji, natomiast 10 miejsc wyżej znalazła się ballada Bad Religion. Podobnie z Laną del Rey – najniżej od niej (bo na 41. miejscu) znalazł się singiel Ride, później – na 31. pozycji – jest Blue Jeans. Jednak najwyżej, jedno miejsce poza podium, znalazł się utwór Blue Velvet. Przyznam też, że sam siebie zaskoczyłem tak częstym występowaniem Taylor Swift. Najwyżej – bo na 13. miejscu – mamy jej duet z wokalistą Snow Patrol, The Last Time. Nieco niższe pozycje zajmują kolejno Begin Again oraz Red.
Zatrzymam się jeszcze na chwilę przy pierwszej dziesiątce, czyli piosenkach, które zasługują (moim zdaniem) na największą uwagę. Na miejscu 10. znalazł się singiel Emeli Sande – My Kind of Love. Choć muzyka tej wokalistki jako całokształt jakoś do mnie nie trafia, to ten utwór uwielbiam. Jest po prostu przepiękny, niesamowity. Emeli śpiewa tak jak nigdzie indziej – mocno, emocjonalnie.
Oczko wyżej mamy balladę Madonny Falling Free. Choć jej nowy krążek przepełniony jest elektronicznymi brzmieniami, to artystka udowadnia, że to w takich klimatach sprawdza się najlepiej. Choć wybitnego głosu na pewno nie ma, to w Falling Free brzmi pięknie. Nie można nie wspomnieć również o samej muzyce – prostej, składającej się z pianina, nieprzekombinowanej. A jednak trafiającej w serce.
Na pozycji 8. moja ulubienica – Katie Melua. Swoją drogą na liście znajduje się kilka innych jej utworów (Nobody Knows You When You’re Down and Out – miejsce 11. i Moonshine – 29.), ale to właśnie Secret Symphony najbardziej do mnie trafiło. To kolejna ballada w jej wykonaniu. Ale za to jaka. Powiedzieć, że urocza to za mało. Śliczna, mogłaby sprawdzić się jako kołysanka. Piękne dźwięki skrzypiec, pianino. Jednak ja przy niej nigdy nie zasnę. Gdy tylko ją słyszę, po prostu bujam się w rytm muzyki i zachwycam się wokalnym talentem Katie.
Miejsce 7. to wspominana już wcześniej Nelly Furtado. Dlaczego Believers (Arab Spring)? Bo się wyróżnia. Nie przypomina żadnej innej jej piosenki. Świetna, chwytliwa muzyka, ciekawy tekst. No i wokal Furtado. Nie od dziś wiadomo, że ma bardzo charakterystyczny głos. Tutaj jednak brzmi zupełnie inaczej niż w pozostałych swych utworach. Mimo tego (a może dzięki temu) to właśnie ten kawałek uważam za jej najlepszy.
Na miejscu 6. znalazła się piękna Leona Lewis. Choć jej krążek Glassheart i single z niego wydane (z Lovebird na czele) nie odniosły wielkiego sukcesu komercyjnego, to mnie i tak w sobie rozkochały. A I to You to już w ogóle mistrzostwo. W pewnym sensie połączenie starej Leony z nową. Jest to bowiem mocna, charakterna (ale wciąż) ballada, w której Lewis zachwyca głosem. Niby nic nowego, ale dodano tu elementy elektroniki. Ryzyko się opłaciło. Cudo.
Z tą pozycją po prostu musiałem się osłuchać. Z początku nie zwracałem na nią większej uwagi. Aż w końcu się w niej zakochałem. O jakiej piosence mówię? O 101 Alicii Keys, czyli prawdopodobnie jednej z najlepszych (o ile nie najlepszej) ballad wokalistki. Wręcz mrozi krew w żyłach. Szczególnie zwrotki. Jednak to w refrenie artystka śpiewa najbardziej emocjonalnie, najpiękniej. Poza tym do utworu został doklejony fragment Hallelujah w wykonaniu Alicii. Dodało to jeszcze więcej powagi i magii temu utworowi.
Lana del Rey… odkrycie tego roku. Jak już pisałem, na 4. miejscu znalazło się Blue Velvet. Choć piosenka była coverowana i przerabiana setki już razy, to wciąż czaruje. I to jest odpowiednie słowo dla wersji Lany – magia. Można mówić, że na żywo nie potrafi śpiewać, ale w Blue Velvet brzmi jak anioł. Mam tylko jedno zastrzeżenie – dlaczego ten utwór nie trwa nawet trzech minut?!
A co tam na podium? Na 3. miejscu uplasowała się Christina Aguilera z balladą Blank Page. Choć album Lotus bardzo lubię, to przyznam, że nie tego oczekiwałem po wokalistce. Znalazło się na nim jednak miejsce dla prawdziwej perełki – utworu Blank Page. Christina brzmi w utworze po prostu wspaniale. Chyba najlepiej na całej płycie. Bardzo podoba mi się też nawiązująca nieco do soulu muzyka oraz współtworzony przez Się (współautorka również innych utworów Christiny: m.in. You Lost Me, I Am) tekst. Piękne.
Na 2. miejscu znalazł się zespół Halestorm z utworem Rock Show. Dlaczego postawiłem akurat na tą ich piosenkę? Bo po prostu mnie oczarowała. Mogę jej słuchać i słuchać, i mi się nie nudzi. Lzzy Hale pokazuje, jak potężnym głosem dysponuje. Muzyka zresztą też jest nie gorsza. Szczególnie ta gitarowa solówka miażdży. No i co najważniejsze – słuchając tego utworu, można się poczuć, jakby się rzeczywiście było na ich koncercie. Tego nie da się opisać. Tego trzeba posłuchać.
No i pozycja numer 1. Domyślacie się, co to może być? Ano Miriam Nory Jones. Podobno najlepsze piosenki pisze się po złamanym sercu. I tak jest też w tym przypadku. Chłopak zdradził wokalistkę. Ona nagrała o tym płytę. I to Miriam. Z pozoru utwór wydaje się spokojny, melancholijny, ale po prostu balladowy, ładny. Nic bardziej mylnego. To mrożąca krew w żyłach historię. Norah śpiewa, że najchętniej… zabiłaby kochankę chłopaka. Jej wokal jest opanowany, może nie bardzo emocjonalny, ale również porażający. Całość dopełnia teledysk, w którym… zresztą zobaczcie sami. Kocham.
Poniżej przedstawiam pełną listę:
- Norah Jones – Miriam
- Halestorm – Rock Show
- Christina Aguilera – Blank Page
- Lana del Rey – Blue Velvet
- Alicia Keys – 101
- Leona Lewis – I to You
- Nelly Furtado – Believers (Arab Spring)
- Katie Melua – Secret Symphony
- Madonna – Falling Free
- Emeli Sande – My Kind of Love
- Katie Melua – Nobody Knows You When You’re Down and Out
- Oceana feat. Maceo Parker – A Rockin’ Good Way
- Taylor Swift feat. Gary Lightbody – The Last Time
- Nelly Furtado – Spirit Indestructible
- Ellie Goulding – My Blood
- Leona Lewis – Trouble
- Brodka – Varsovie
- Loreen – Do We Even Matter
- Alicia Keys – Girl on Fire
- Christina Aguilera feat. Blake Shelton – Just a Fool
- Usher feat. Pharrell – Twisted
- Marilyn Manson – No Reflection
- Marina & the Diamonds – Starring Role
- Norah Jones – All a Dream
- Ania – Kiedyś mi powiesz kim chcesz być
- Melanie Fiona – Watch Me Work
- Oceana – My House
- Nelly Furtado feat. Ace Primo – High Life
- Taylor Swift – Begin Again
- Katie Melua – Moonshine
- Halestorm – Freak Like Me
- Lana del Rey – Blue Jeans
- Ellie Goulding – Halcyon
- Melanie Fiona – Bones
- Marina & the Diamonds – Fear and Loathing
- Nelly Furtado – Don’t Leave Me
- Frank Ocean – Bad Religion
- Linkin Park – Victimized
- Alicia Keys – When It’s All Over
- Adele – Skyfall
- Leona Lewis – Come Alive
- Lana del Rey – Ride
- Jessie Ware – Wildest Moments
- Taylor Swift – Red
- Norah Jones – Little Broken Hearts
- Madonna – Gang Bang
- Frank Ocean – Pyramids
- Nelly Furtado – Parking Lot
- Christina Aguilera – Army of Me
- Bruno Mars – When I Was Your Man
