Ava Max – Heaven & Hell (2020), recenzja Pawła Markiewicza

Inne recenzje

Jest słodka ale psychiczna, gdyba co stałoby się w sytuacji, w której królowie posadziliby królowe na swoim tronie i niczym Tatiana Okupnik zabiera nas do niebia i piekła. Ava Max wydała w końcu debiutancki album – „Heaven & Hell” i co trzeba przyznać – jest zaskakująco dobrze.

Po wielkim debiucie Avy Max z utworem Sweet but Psycho zaczęto snuć wyobrażenia na temat jej przyszłości. Znaczna część określała ją mianem „One Hit Wonder”. Inni uważali, że to początek niesamowitej przygody muzycznej, a pierwszy singiel otworzył jej furtkę do międzynarodowej kariery.

Heaven & Hell można określić jako dwie odsłony osobowości każdego człowieka. Pierwsza z nich, czyli niebo, odnosi się do optymistycznej energii, w której dominuje wolność i swoboda. Druga z nich, czyli piekło, to przestrzeń, w której pozytywne energie zostają złamane przez mrok otchłani, a swoboda i wolność skrępowana przez pewność siebie i stanowcze decyzje.

Słodka wariatka jak nienawidzi – to całym sercem, jak kocha, to całą sobą. Jeśli jest smutna, to wypłacze morze łez. Ava Max wchodzi w skórę każdej jednostki i pokazuje wachlarz emocji, który towarzyszy ludziom w danych sytuacjach. Czuje się wolna, obojętna, naga i krzyczy:

I’m all out of salt, I’m not gonna cry, won’t give you what you want, ’cause I look way too good tonight.

Kreuje się na Femme Fatale, która najpierw uwodzi, później rozkochuje i zostawia:

You’ll never see me blue, never bleedin’, hope you understand how I’m feelin’, I’m turnin’ off my phone like I’m leaving.

Wokalnie – bez zarzutów. Można nawet odnieść wrażenie, ze głos Avy stworzony jest do wyższych celów, a wśród dynamicznych, popowych dźwięków zwyczajnie się marnuje. Kiedy jednak pojawia się Kings & Queens, Take You To Hell czy Belladonna – słychać, że nawet w tych tanecznych produkcjach artystce udaje się jej przemycić dopracowaną technikę i imponujący zakres wokalu.

W tym całym piekielnym niebie wyłania nam się sylwetka feministki, która pokazuje siłę kobiet. Niezależność, autonomię, zaradność i swobodę. Ava Max nie odkrywa tu niczego nowego, ale dzięki chwytliwym dźwiękom wbija do głowy słuchacza kilka lekcji, które nieświadomie zaczynasz nucić – tak zwany przekaz podprogowy.

Czasami Ava Max kreuje się na infantylną dziewczynkę – która najpierw robi, a później myśli. W finalnym rozrachunku Ava jest kobietą, która twardo stąpa po ziemi, a świadoma swoich możliwości jest zagrożeniem dla reszty świata. Album Heaven & Hell jest solidnym wydawnictwem, w którym wszystko jest na swoim miejscu – chórki, gwizdanie i inne efekty wokalne, które gdzieś w tle spajają tę płytę w całość. Czuwający nad wszystkim Cirkut wykrzesał z artystki wszystko co najlepsze, a to co słabsze – ukrył głęboko w piekle – albo niebie.

Na koniec warto zadać tylko jedno pytanie – jak długo na słuchaczy będzie oddziaływał wizerunek słodkiej wariatki?

Ava Max - Heaven & Hell
  • Data premiery: 18 09 2020
  • Single: Sweet but Psycho, So Am I, Torn, Salt, Kings & Queens, Who's Laughing Now, OMG What's Happening, Naked
Najlepsze utwory: Sweet but Psycho, So Am I, Torn, Salt, Kings & Queens, Who's Laughing Now, Take You To Hell, Belladonna
Najsłabsze utwory: Call Me Tonight, Born to the Night


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Paweł Markiewicz
Paweł Markiewiczhttps://allaboutmusic.pl
Student drugiego stopnia Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Lublinie. Miłośnik brytyjskiego, jak i polskiego rynku muzycznego. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem muzycznym.

Czytaj również

Jest słodka ale psychiczna, gdyba co stałoby się w sytuacji, w której królowie posadziliby królowe na swoim tronie i niczym Tatiana Okupnik zabiera nas do niebia i piekła. Ava Max wydała w końcu debiutancki album - "Heaven & Hell" i co trzeba przyznać -...Ava Max - Heaven & Hell (2020), recenzja Pawła Markiewicza