Ashnikko – DEMIDEVIL (2021), recenzja Christiana Cieślaka

Inne recenzje

Nieskromnie przyznam, że w muzyce widziałem i słyszałem już całkiem sporo, zatem każda próba bycia odtwórczym raczej nie ustrzeże moim oczom i uszom. Choć amerykańska wokalistka Ashinkko nie ma szczególnie dużego artystycznego dorobku, tak zebrała wokół swojej twórczości całkiem pokaźne grono fanów. Tym samym jej debiutancki mixtape pod tytułem DEMIDEVIL powinien kontynuować to pasmo sukcesów, prawda?

MY FINAL FORM - YouTube

Mój pierwszy kontakt z twórczością Ashnikko nastąpił wraz z recenzją debiutanckiego albumu Brooke Candy w 2019 roku, który w dużej mierze współtworzyła. Wracając do niej ponad rok później, odnoszę wrażenie, że żadna z dwóch piosenek, gdzie wokalnie się udzieliła, nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia, skoro nawet nie wymieniłem jej z imienia. Pamiętam natomiast, że Ashnikko wyróżniła się bardzo szczególnym wokalem – gdzieś między stereotypową nastolatką, wiecznie na wszystkich obrażoną, a „najniegrzeczniejszą” gwiazdeczką Disney Channel. Dlatego też zanim doszło do premiery DEMIDEVIL, byłem ambiwalentny wobec niego, mimo, że Daisy znalazł swoje cieplutkie miejsce na mojej codziennej playliście. No i nadszedł w końcu ten dzień…

Ashnikko jest gejzerem kreatywności, to fakt. Odnoszę jednak wrażenie, że nie potrafi jeszcze oddzielać pomysłów słabych i odtwórczych, od tych ciekawych i osobistych, co DEMIDEVIL tylko unaocznił. Mimo, że mixtape z założenia jest dziełem bardzo swobodnym, gdy chodzi o jego stylistykę, to nie oznacza jednak, że nie powinien być spójny oraz intrygujący. Niestety, ale to nie jest najbardziej ambitny projekt, powiedziałbym nawet, że wręcz nie grzeszy ambicjami. Typowy zestaw melodii drugiej dekady XXI wieku, gdzie wiele motywów wywodzi się z hip‑hopu, a potem próbuje się to jakoś skleić z popem. W przypadku DEMIDEVIL – często skutecznie, a jeszcze częściej nie.

Największą bolączką Ashnikko oraz jej twórczości jest rozdarcie. Z jednej strony jestem zainteresowany tym co mi oferuje poprzez swój styl, ale z drugiej coś tu nie gra, bo skądś to już znam, gdzieś to słyszałem i zdążyłem się tym już zachwycić. Nie oskarżam bynajmniej Ashnikko o bycie muzyczną kopiarką, ale często jej autorskie pomysły, przeplatają się z banalnymi, dobrze znanymi muzycznymi tropami. Mimo sympatii, Daisy to dla mnie ewidentna próba reprodukcji Bad Guy, tyle, że w bardziej ekstrawaganckich ciuszkach. Deal With It to dziwna mieszanka Melanie Martinez i Eurowizją, gdzie Ashnikko to ta dziwna dziewczyna, której obecność na tym konkursie dziwi praktycznie wszystkich, łącznie z samą dziewczyną. W bardziej ogólnym ujęciu, Amerykanka ma wiele w sobie ze wspomnianej już Brooke Candy, sporo też w niej queerowej energii Kim Petras, czy eterycznej wręcz nieuchwytności Grimes – porównań jest całkiem sporo, co nie jest niczym złym. Ashnikko garściami czerpie inspiracje od swoich idolek, lecz sztuką jest przekuć źródło swoich zainteresowań w coś autentycznego, polegając na swoim własnych odczuciach. Nie wystarczy mieć charakterystyczny kolor włosów, aby pokazać swoją osobowość, bo wraz z nim powinna iść sama sztuka, a tej póki co brak autorskiego sznytu.

Ashnikko najlepiej sprawdziła się w utworach o rockowym sznycie, czyli Cry, z gościnnym udziałem Grimes, oraz nowym wcieleniu hitowego przeboju Avril Lavigne L8r Boi. Gdyby w przyszłości postawiła wyłącznie na taką mieszankę, to jest hip-hopu, rocka i popu, z pewnością byłaby to ciekawa propozycja w obliczu hasła „rock is dead”. Jeśli chodzi o pozostałe single promujące DEMIDEVIL, czyli Daisy oraz Deal With It, to powiem, że rozumiem fenomen tego pierwszego, za to drugi zupełnie nie przypadł do mojego gustu. Urokliwie wypada Toxic, choć nie sądzę bym często do niego wracał, oraz zamykające Clitoris! The Musical, mimo, że to nie jest pełnoprawna piosenka. Jako atut Ashnikko mogę wymienić jej liryczne umiejętności, bo choć może operują na pewnych sztampach, jest to przyjemne do poczytania. O całej reszcie utworów trudno mi coś szczerze powiedzieć, gdy tak bardzo nie chciałem do nich wracać.

Po tej recenzji sam nie wiem czy DEMIDEVIL to nieudolna próba bycia oryginalnym, czy intencjonalne szukanie popularności poprzez utarte już muzyczne schematy. Ashinkko de facto dopiero zaczyna swoją artystyczną przygodę i mam nadzieję, że to dzieło będzie wyłącznie kiepskim początkiem czegoś naprawdę inspirującego. Na razie to jest wyłącznie pół diabła, a pomyśleć, że do odkrycia jest jeszcze jego druga połowa.

Ashnikko - DEMIDEVIL
  • Data premiery: 15 01 2021
  • Single: Cry, Daisy, Deal With It
Najlepsze utwory: Cry, L8r Boi, Daisy, Toxic
Najsłabsze utwory: Drunk With My Friends, Slumber Party


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.

Czytaj również

Nieskromnie przyznam, że w muzyce widziałem i słyszałem już całkiem sporo, zatem każda próba bycia odtwórczym raczej nie ustrzeże moim oczom i uszom. Choć amerykańska wokalistka Ashinkko nie ma szczególnie dużego artystycznego dorobku, tak zebrała wokół swojej twórczości całkiem pokaźne grono fanów. Tym samym jej...Ashnikko – DEMIDEVIL (2021), recenzja Christiana Cieślaka