Debiutancki album Ashe wnosi do muzycznego świata powiew lekkości, świeżości. Momentalnie zostajemy wchłonięci do krainy twórczości Amerykanki i wcale nie chcemy jej opuszczać! Ashlyn to jeden z najlepszych debiutów ostatnich lat, zdecydowanie wart wysłuchania od początku do końca.
Po hitowym singlu Moral of the Story zainteresowanie Ashe zaczęło wzrastać. Po przesłuchaniu jej debiutu uważam, że wciąż jednak zainteresowanie to jest za małe!
Krążek otwiera przepiękny muzyczny duet. Till Forever Falls Apart – nagrane we współpracy z Finneasem – to numer kompletny. Historia pięknie ubrana w słowa, harmonijnie uzupełniające się wokale i intrygująca linia melodyczna, z dominującą refren perkusją. Cóż za otwarcie!
I’m Fine opowiada o ukrywaniu tego, co naprawdę czujemy i o tej jednej wyjątkowej osobie, która doskonale wie kiedy nasze „I’m fine” nie jest szczere. W warstwę muzyczną zwinnie wplecione zostają smyczki, a bazę utworu stanowi linia basu – i brzmi to świetnie! Z pozytywnego brzmienia przechodzimy w melancholię. Love Is Not Enough, z nieco marzycielskim wokalem Ashe, wprowadza nas w błogi klimat i nastraja na resztę albumu – m.in. utrzymane w podobnym klimacie When I’m Older.
Me Without You to kolejna perełka! Gitara basowa ponownie wybiega na prowadzenie, by momentami ustępować miejsca brzmieniu orkiestrowemu. Całość brzmi niezwykle lekko i przyjemnie – tak jak kolejna ścieżka – Save Myself – szczera historia, w której Ashe wcale nie śpiewa o temacie pogodnym, bo nawiązuje do swojego nieudanego małżeństwa.
Akustyczna ballada, kojarząca się nieco z brzmieniem kołysanki – Taylor, w piękny sposób uwydatnia urokliwy głos Amerykanki. W kawałku Not Mad Anymore dzieje się już więcej. Doskonale przemyślana dynamika utworu stanowi jeden z jego wielu plusów. Kolejna kompozycja z kolei to przepełniona emocjami ballada Always, w której przejmujący wokal Ashe zwraca na siebie całą uwagę, pozwalając słuchaczowi skupić się na dojmującym tekście.
Wspomniane na wstępie Moral of the Story pojawia się na albumie dwukrotnie – w wersji solo oraz w duecie z Niallem Horanem. Jednym z autorów piosenki jest, również już wymieniany, Finneas. Opowiedziana w utworze historia z jednej strony wzbudza w nas poczucie smutku, współczucia, z drugiej jednak daje nadzieję, bo jak śpiewa artystka: „Some mistakes get made / That’s alright, that’s okay / In the end, it’s better for me / That’s the moral of the story”.
Końcówka płyty także trzyma poziom! Serial Monogamist całkowicie pochłania nas swoim sensualnie wybrzmiewającym refrenem, w którym perkusja nie pozwala na to, by nie wczuć się w brzmienie pozycji. Ryne’s Song z kolei mocno chwyta za serce – jest to bowiem utwór, który wokalistka wykonuje dla swojego zmarłego brata. Surowy, szczery, intymny – przez co ciężko jest nie poczuć owego ukłucia w klatce piersiowej, gdy wyobrażamy sobie co czuje śpiewająca go Ashe. Kansas podnosi nas z emocjonalnego dołka, pochłania przyjemnym beatem, z jednej strony ukazującym nieco inną stronę piosenkarki, z drugiej wciąż doskonale wpasowanym w całość albumu.
Ashe to artystka, na którą czekałam od dawna. Niezwykle szczera, otwarta, będąca sobą – co słychać zarówno w jej tekstach, jak i w warstwie muzycznej, która jest nieoczywista, jest „jej”. Całość albumu pozostaje niezwykle spójna, wciągająca – stanowi kompletną, osobistą historię. Mam głęboką nadzieję, że o tej dziewczynie będzie jeszcze głośno. Talent i naturalność, które od niej biją, zasługują na uwagę całego świata. Piękny debiut!
- Data premiery: 07 05 2021
- Single: Moral of the Story, Save Myself, Till Forever Falls Apart, I'm Fine, When I'm Older, Me Without You
