W końcu jest! Debiutancki album Arka Kłusowskiego. Mimo, że wyczekiwany od bardzo dawna to mam wrażenie, że jednak trochę przeoczony. Warto mu się jednak przyjrzeć, bo to jeden z ciekawszych debiutów w tym roku.
Arek jest dla mnie fenomenem, bo łączy dwa światy, które od pewnego czasu toczą ze sobą cichą batalię. Po tamtej stronie słuchają zarówno odbiorcy komercyjnych stacji radiowych i telewizyjnych, jak i degustatorzy wyszukanych brzmień zwanych alternatywą, choć ci drudzy trochę opornie przekonują się do chłopca z talent show. Jaka historia by się za nim nie ciągnęła, trzeba przyznać – wydał bardzo dobrą płytę, na której jest 100% Arka w Arku.
Określenie, które najbardziej mi do tej płyty pasuje to słodko-gorzka. Po tamtej stronie to 13 utworów, w których artysta rozlicza się z nie najprzyjemniejszymi doświadczeniami. Jednak na pierwszy rzut ucha można się przy tym krążku nieźle bawić, bo muzycznie w większości znajdują się na nim taneczne, a nawet imprezowe kawałki. Za te brzmienia odpowiada aż czterech producentów. Trochę charakterystycznych już dla siebie, ejtisowych brzmień przemycili do tego albumu Michał Kush z Darią Zawiałow, która współtworzyła także część tekstów. Za te najbardziej porywające do zabawy numery odpowiada Maciej Sawoch. Kilka swoich dźwięków dodali również Michał Wu, znany z duetu XXANAXX oraz Marcin Kuczewski. Wszystkie te i wiele innych współpracy składają się na niesamowicie spójne zróżnicowanie całości. Już tłumaczę – muzycznie dzieje się tu naprawdę wiele, a przy tym od razu wiadomo, że każdy z tych poszczególnych utworów należy dokładnie do tej płyty i żadnej innej.
Wyjątkowo trudno mi wytypować faworytów z tego albumu. Każdy utwór ma w sobie coś innego, ciekawego. Jednak w moich prywatnych notowaniach króluje ostatnio Rocznik 92 – manifest dzisiejszych czasów, który spokojnie mógłby nosić nazwę Wiek XXI. Jest to chyba najbardziej wyrazisty i odważny numer na tej płycie, podkreślający genialny warsztat tekściarski Arka. To nie lada wyzwanie pisać o słabej kondycji człowieka w tak przystępny i przyjemny sposób, dodatkowo podkreślając to mocnym, elektronicznym bitem. Brzmi jak niezły eksperyment, ale efekt jest fenomenalny – ten utwór nie wychodzi mi z głowy!
Po dokładniejszym wsłuchaniu się znajduję w tej płycie też sporo buntu. Znów jednak wszystko jest tak przyjemnie wyważone brzmieniem, że ta trudna tematyka w ogóle mnie nie przytłacza. Słyszę też sporo motywów filmowo-musicalowych, które spokojnie podpięłabym do jakiegoś scenariusza i usłyszała na scenie teatralnej. Zróżnicowanie jest jak widać spore, ale przy tym, co ciekawe, wszystko brzmi bardzo spójnie!
Arek zdecydowanie postawił na odwagę, wyrazistość i osobowość. W tym wszystkim nie wyczuwam jednak kiczu, czy nadmiernego patosu, ale szczere obserwacje młodego chłopaka, który nie zawsze potrafi odnaleźć się w otaczającej go rzeczywistości. Jego debiut, choć na pozór przyjemny i niewymagający, jest w prawdzie bardzo emocjonalna opowieścią. To naprawdę kawał dobrej muzyki i nawet nie obiecujący debiut, a po prostu potwierdzający, że Arek jest na właściwym miejscu i w odpowiednim czasie. Mam nadzieję, że Ci sceptycznie nastawieni do albumu Po drugiej stronie również dadzą się przekonać. Zachęcam!
- Data premiery:
- Single:

