ANOHNI – Hopelessness (2016), recenzja Kacpra Rogalewskiego

Wszystko zaczęło się od utworu 4 Degrees, który był ogromny zaskoczeniem dla każdego fana muzyki. Nikt nie spodziewał się, że brytyjska artystka znana z zespołu Anthony and The Jonsons zdecyduje się romansować z tak ciemną elektroniką. Miliony głosów zachwytu i w tym ja. Co tu dużo mówić. Ten utwór to wielki, nowy początek dla piosenkarki. Potem było już tylko lepiej.

Naprawdę nie potrafię znaleźć zbędnego elementu na tym albumie. Ciągle czułem się zaskoczony i zdumiony znakomitością tej muzyki. Na początku kompletnie przejął mnie utwór Drone Bomb Me, który wraz z teledyskiem tworzy złożoną historię. Mocne wybicia rytmu i lekko przerysowany wokal to wszystko co jest mi potrzebne. Naprawdę. Utwór ten też przekonał mnie, że nie mogę zignorować tego albumu. Wtedy właśnie usłyszałem Watch Me. Melodia ekstremalnie szybko wpada do głowy i nie odpuszcza nawet na krok. I do tego wszystkiego ten przeogromnie dojrzały tekst. A tuż za tym utworem pojawiła się piosenka Execution. Zaskakująco popowa propozycja, która opowiada o beznadziei w pogodnej otoczce. To też jeden z tych kawałków, gdzie Anthony po prostu poraża swoimi zdolnościami. Na płycie moją uwagę przykuła jego eksperymentalna część w postaci utworów Obama i Violent Man. Pierwszy z nich dość przygnębia i po prostu przeraża. Artystka brzmi niesamowicie groźnie, a muzyka w tle dodaje tylko dreszczu strachu. Violent Man natomiast opowiada historię bardzo surową i tajemniczą. Tutaj słychać zdolności i umiejętności producentów płyty.

Nie zapominajmy jednak, że płyta Hopelessness powstała dzięki współpracy z wybitnymi już producentami, czyli z Hudsonem Mohawke i Danielem Lopatinem. Bez cienia wątpliwości trzeba przyznać, że ten album nie byłby tak genialny bez ich wkładu. Dźwięki na tym wydawnictwie onieśmielają, a już tym bardziej w zestawie z wokalem. Co wyjątkowe w twórczości ANOHNI to jej głos. Przepiękny, melancholijny i wzruszający. Nowy album przyniósł nieznane nam wcześniej perełki wokalne artystki. Tym razem Anthony pokazała nam, że potrafi eksperymentować i bawić się własnymi umiejętnościami. Hopelessness przepełniony jest dziwnościami i nierównościami. I to jest właśnie niezwykłe w tym wydawnictwie. Czuję się, że ten album to prawdziwy środek artystycznej ekspresji. Brytyjka i jej spółka nadzwyczajnie się wyżyli muzycznie.

Twórczość brytyjskiej wokalistki zawsze była bardzo intymna, a Anthony nigdy nie bała się opowiadać o ważnych momentach swojego życia. Teraz trochę to się zmieniło. Artystka na swoim najnowszym wydawnictwie skupia się na problemach istotnych dla wszystkich. O dronach, prezydentach czy tolerancji. Opowiada nam o współczesnych świecie i o tym, jak naprawdę działa społeczność. Niezwykle imponuje mi poziom wiedzy i świadomości tej muzyki. Po raz kolejny udowodniono nam, że muzyką wciąż można przekazywać wyższe wartości, a nie tylko imprezowe opowieści.

Czytaj również