Niemal każdy artysta tworzy kiedyś taki utwór, który staje się koniec końców jego znakiem rozpoznawczym. Czasami zdarza się jednak tak, że popularność jednej piosenki przyćmiewa resztę twórczości. Z takim problemem musieli na pewno zmierzyć się Angus & Julia Stone. Ich folkowy przebój Big Jet Plane z 2010 roku zrobił niemałą furorę i przyniósł im sporą popularność. Od tego momentu minęło już jednak sporo czasu, a australijski duet nie pozwolił się zaszufladkować. Para powróciła właśnie z czwartym albumem Snow.
Skąd wziął się ten duet i co tych dwoje przyciągnęło do siebie? Okazuje się, że odpowiedź jest niezwykle prosta. Angus & Julia to rodzeństwo z Sydney, które od 2006 roku postanowiło tworzyć muzykę razem. Tak się złożyło, że oboje mogą pochwalić się sporym talentem oraz bardzo charakterystycznymi głosami. Co więcej, ich wokale – mimo że tak różne – współgrają ze sobą idealnie.
Na przestrzeni tych nieco ponad dziesięciu lat dali się poznać jako niezwykle ciekawy tandem, który bez wątpienia otrzymał muzyczny dar od losu i ma pomysł na siebie. Niemal natychmiast rozkochali w sobie fanów folkowych brzmień z domieszką indie. Ciężko przejść obojętnie przy tak dobrze zaaranżowanych oraz różnorodnych utworach. Mimo że ich minimalistyczne melodie mają w sobie spory pierwiastek popu, daleko im do mainstreamowych rewirów. W niczym to jednak nie przeszkadza, bowiem każdy z dotychczasowych albumów tej pary osiągnął status platynowy w rodzimej Australii.
Czwarte wydawnictwo Angusa i Julii Stone nie przynosi przewrotu. Co więcej, rodzeństwo wykorzystuje z premedytacją wszystkie swoje dotychczasowe muzyczne sztuczki. Żaden to jednak zarzut. Takie dźwięki po prostu im służą i ciężko sobie wyobrazić Australijczyków w jakimkolwiek innym repertuarze. Wystarczy posłuchać tytułowego Snow, przyjemnie gitarowego Cellar Door czy hipnotyzującego wokalnie My House Your House, aby utwierdzić się w przekonaniu, że ten rodzinny duet znajduje się w jak najbardziej odpowiednim miejscu w swojej karierze.
Para po raz kolejny zachwyca dźwiękowym minimalizmem, który początkowo tak naprawdę trudno zauważyć. Niby tyle dzieje się w tych kompozycjach. To prawda. Ich aranżacje są bogate, ale w żadnym stopniu nieprzekombinowane. Proste melodie wypolerowane do błysku. Album Snow wypełnia bogata paleta gitarowych dźwięków oraz współgrających dobrze z nimi perkusyjnych brzmień.
Utwory Oakwood i Baudelaire idealnie pokazują, że taka muzyka służy eksponowaniu głosów Angusa & Julii. Mimo że rodzeństwo brzmi zupełnie inaczej, dopasowanie wokalne jest zadziwiające. Kiedy jedno zaczyna śpiewać, to już czekasz aż nadejdzie kolej drugiego. Ich barwy mają w sobie coś przyciągającego.
Choć niemal wszystko na czwartym dziele Australijczyków brzmi interesująco, można odnieść wrażenie, że kompozycje zyskują dużo więcej, kiedy słuchane są osobno. Wydaje się, że w formie albumu zaczynają nieco zlewać się, co działa na ich niekorzyść. Dość dziwne, ale szczere spostrzeżenie. Piosenki Angusa i Julii to idealne playlistowe propozycje. Przykładowo, słuchając randomowej listy na Spotify, trudno byłoby nie zwrócić większej uwagi na delikatnie akustyczne Nothing Else, bardziej popowe Who Do You Think You Are czy odprężające, singlowe Chateau.
Płyta Snow to kopalnia muzycznych przyjemności. Mimo że Angus & Julia Stone nie rzucają się na głęboką wodę i nie rewolucjonizują swojego katalogu, przynoszą słuchaczowi satysfakcję muzyczną. A to przecież najważniejsze. Po prostu wiesz, że słuchasz czegoś dobrego. Prostota, nastrojowość, liryzm. To wszystko znajdziesz u Australijczyków.

