Jestem fanką muzyki mainstreamowej, ale lubię także klasyczną i filmową. Najnowsza płyta Cinema zakwalifikowana została jako płyta pop, ale utwory filmowe to w większości ballady z orkiestrą w tle. Głos Andrea Bocelliego uwielbiam za jego kojącą naturę. Czy covery będą ciekawe, odtwórcze czy wydziwione? Czas się przekonać.
Bocelli powiedział, że od dekad nosił się z zamiarem stworzenia płyty z muzyką filmową. Śpiewa na niej w 5 językach: włoskim, francuskim, hiszpańskim, angielskim i sycylijskim. Momentami towarzyszą mu takie gwiazdy jak Ariana Grande i Nicole Scherzinger, a także żona i menedżerka Veronica Berti.
Płytę otwiera Maria z filmu West Side Story. Oryginał to piękna piosenka, ale w wersji Bocelliego porusza jeszcze bardziej i trzyma w nieustannym napięciu. Naturalnie dzięki charakterystycznemu wokalowi nabiera operowego stylu. Następnie pojawia się wolniejsza (walcowa) wersja La chanson de Lara z Doktora Żywago. Dzięki śpiewakowi utwór został tchnięty życiem i nadaje się do słuchania, niekoniecznie jako środek usypiający, jakim jest bezpłciowy oryginał. Ta wersja przenosi mnie w rejony rustykalnej Francji: mam przed oczyma stare kamienne budowle, rozległe pola roślinne, winnice oraz postacie we francuskich strojach lat 70-tych. Moon River ze Śniadania u Tiffany’ego to 3. utwór na płycie, który także przypadł mi do gustu bardziej niż oryginał (przypominający poezję śpiewaną). Wersja na płycie Bocelliego mogłaby być mniej orkiestrowa. Na szczęście zostało zachowane przyśpieszenie tempa w połowie, dzięki czemu nie traci dynamizmu.
Damskie głosy na płycie czynią ją ciekawszą i idealnie podkreślają wokal tenora. Najsłabszą propozycją, choć i tak dobrą, jest lekkie Cheek to Cheek wykonane z Veronicą Berti. Para bije oryginał filmowy na łopatki, ale nie da się przebić duszy i lekkości wykonania w wersji jazzowej Elli Fitzgerald i Louisa Armstronga. Drugie miejsce przyznaję singlowi E più ti penso zaśpiewanemu z Arianą Grande. Nie słychać dzikiego zachodu w wersji operowej, co może niektórych rozczarować. Mnie nie. Głosy przenikają się nawzajem i obydwoje zachwycają swoimi skalami. Bardzo podoba mi się delikatność z jaką zaśpiewała Ariana i jedyne czego bym się przyczepiła to typowy amerykański ozdobnik (2:58), który odrobinę psuje mi wielkość utworu wielkiego Ennio Morricone. Najlepszy duet i utwór płyty to dla mnie No Llores Por Mi Argentyna (Don’t Cry for Me Argentina) z Nicole Scherzinger. Oryginał Julie Covington to wokalne nieporozumienie, ale w wykonaniu Madonny był wielkim hitem i nie wiem czemu zdecydowano na zmianę języka. Mimo to, uważam tę piosenkę za najlepszą propozycję płyty. Nicole zachwyca i wzrusza głosem, szczególnie gdy śpiewa solo. Bocelli także daje z siebie wiele emocjonalnie, rzadko zdarza się, żeby wersja studyjna niosła w sobie tyle ekspresji i dostarczała takich dreszczy i emocji jak wersje śpiewane na żywo.
Świetną wersją jest także Sorridi amore vai z filmu Życie jest piękne. Energiczny utwór z wersji deluxe powinien usatysfakcjonować wszystkich fanów Bocelliego oraz muzyki włoskiej. Żałuję, że nie ma więcej tak energicznych i pozytywnych propozycji na najnowszym albumie. Najsłabszą propozycją jest Historia de amor z filmu Love Story, również z wersji deluxe. Moim zdaniem to jedyny cover słabszy od oryginału, mimo że lepszy wokalnie. Zabrakło emocji… Mam wrażenie skupiania się na technice śpiewania, a nie na przekazie piosenki.
Podsumowując, Cinema to ciekawa propozycja zarówno dla miłośników filmu i muzyki filmowej, jak i Andrei Bocelliego i muzyki operowej. Słucha się jej bardzo dobrze, między innymi dzięki bardzo dobrze przemyślanej kolejności utworów. Głos tenora sprawia, że prawie wszystkie wersje są zdecydowanie lepsze wokalnie od oryginałów. Nie ukrywam jednak, że płyta momentami mnie usypiała. Zabrakło większej ilości dynamicznych utworów, dzięki którym ballady bardziej by poruszały słuchacza. Z drugiej strony jednak może działać kojąco po stresującym dniu. Na pewno warto posłuchać i dodać kilka ulubionych pozycji do swojej codziennej playlisty. A jeśli mylę się co do działania nasennego, oto idealna kołysanka z przeszłości:


