MENU

    Alter Bridge i goście czyli wieczór pod znakiem rocka w Warszawie

    Niepozorna Arena Ursynów, na totalnym uboczu Warszawy, przeraźliwie zimny wieczór i gorąca atmosfera dzięki obecności Alter Bridge i gości, czyli Shinedown i Raven Age.

    Obraz może zawierać: tekst

    Muszę przyznać, że z tej trójki to Shinedown interesowali mnie najbardziej, bo ich poprzedni koncert w stolicy to był jeden z najlepszych, na których byłam. Alter Bridge, chociaż gwiazda wieczoru – dla mnie raczej znana dość powierzchownie. Jednak zacznijmy od początku.

    Niestety, ten sobotni wieczór był wyjątkowo nierówny. Samo miejsce bardzo specyficzne. Pierwotnie koncert miał się odbyć w Hali Bemowo, ostatecznie został przeniesiony na drugi koniec miasta, a sama Arena Ursynów okazała się być właściwie większą salą gimnastyczną ze sceną. To już nie napawało optymizmem, ale nie można się zniechęcać.

    Pierwsi na scenie pojawili się londyńczycy z The Raven Age, sala dopiero powoli się zapełniała i tu pojawił się ogromny zawód – nagłośnienie lub problem z jego ustawieniem sprawiły, że oprócz mocnych dźwięków bez większego wyrazu, nie dało się zrozumieć praktycznie nic, więc jeżeli ktoś znał kawałki to mógł śpiewać, jednak reszta z nas raczej nie czuła się usatysfakcjonowana. Publiczność jakoś próbowała ratować atmosferę. Na szczęście z przodu ludzie byli mocno zaangażowani!

    Następnie kilkunastominutowa przerwa i kolejny gość tej trasy. Shinedown, dla niektórych kompletnie nieznani, dla innych długo oczekiwany występ. Ja akurat trafiłam w takie miejsce, mając ze swojej prawej strony grupę ludzi, którzy nawet nie kojarzyli ekipy. Co bardzo satysfakcjonujące, już w trakcie koncertu widać było na ich twarzach pozytywne zaskoczenie i zrozumienie energii Amerykanów. Po Raven Age była obawa, co z nagłośnieniem, jednak sytuacja zdecydowanie wypadała lepiej.

    Chociaż ich set to tylko (albo aż, biorąc pod uwagę, że to jednak support), 10 utworów, to była dla mnie najlepsza część wieczoru. Energetyczni, mocni, ze świetnym kontaktem z tłumem, angażujący siebie nawzajem i nas. Jeżeli słuchacie podobnej muzyki i będziecie kiedyś mieli okazję zobaczyć ich na żywo – koniecznie skorzystajcie!

    Z dumą słuchałam jak Brent Smith, wokalista Shinedown wspomina o koncercie, który odbył się prawie rok wcześniej, o atmosferze jaka panowała w Stodole i najgłośniejszym tłumie na tamtej trasie. To zawsze napawa mnie satysfakcją, gdy artyści tak doceniają polskich fanów.

    Drugi koncert skończył się zdecydowanie zbyt szybko, jednak naładowani ogromną dawką energii czekaliśmy na gwiazdę wieczoru. Alter Bridge to już legenda, a stojący na jej czele Myles Kennedy to chodzący talent. Jak już wspominałam, ten występ miał być dla mnie niespodzianką, bo znając dość powierzchownie ich twórczość, kompletnie nie znając opinii, nie wiedziałam czego się spodziewać. Tutaj dochodzimy do tego, co możecie przeczytać w większości innych komentarzy po tym koncercie. On po prostu był spoko. Chociaż muzycznie, dla mnie bardzo dobry, relaksujący na tyle na ile taka muzyka może relaksować, wzbudzający chęć większego zgłębienia ich twórczości, jednak… No właśnie, jednak czegoś tam brakowało – może chodziło o zaangażowanie, chociaż ludzie mówili, że nie ma przecież co oczekiwać że Myles będzie biegał po scenie jak Brent, może chodziło o niewielki kontakt z publicznością przez większą część koncertu, a może o to, że Alter Bridge są w trasie już dość długo i widać było po nich zmęczenie?

    Podsumowując, ten wieczór miał swoje wady, miał też zalety i sumarycznie, nadal uważam, że było ich zdecydowanie więcej, dlatego Alter Bridge zagości na moich playlistach na dłużej, przeplatając się z ciągle zapętlanym Shinedown. The Raven Age to jednak nie moja bajka, ale ostateczny wynik wieczoru 2/3 to całkiem niezłe podsumowanie. Sprawdźcie ich koniecznie sami i zobaczcie się z nami na kolejnych eventach!

    Pod tym linkiem znajdziecie kilka zdjęć z tego gorącego wieczoru! https://www.facebook.com/events/746302559118179/permalink/862643957484038/

    Ostatnio opublikowane