Alice Merton – No Roots EP (2017), recenzja Pawła Markiewicza

0
296

W wywiadzie dla Billboard powiedziała „Kocham pisać o rzeczach, które znam z własnego doświadczenia i lubię być w tym szczera. Czuję, że znacznie łatwiej jest być szczerą lub być po prostu sobą w piosenkach, kiedy gram. Wiecie – napiszę prawdę”. Właśnie chyba to sprawiło, że pierwszy singiel Alice MertonNo Roots odniósł międzynarodowy sukces. Każdy podświadomie nucił lub nuci ten utwór, ale nie każdy wie, że piosenka ta promuje debiutancki mini-album artystki.

No Roots początkowo chciałem określić mianem tzw. „guilty pleasure”, ale zrezygnowałem z tego pomysłu, ponieważ te piosenki mają to do siebie, że są złe i biedne oraz słuchamy ich w ukryciu. W przypadku Alice Merton jest inaczej. Tytułowy singiel ma fenomenalną konstrukcję, chwytliwe instrumental i akordy oraz krótki, aczkolwiek konkretny chórek. Nic dziwnego, że piosenka podbiła rozgłośnie radiowe na całym świecie i przypadła milionom słuchaczy do gustu. Szanuję.

Tworząc Jealousy, Alice poszła lekko utartym szlakiem przez No Roots. Gdyby piosenka pojawiła się na innym wydawnictwie, to uznałbym, że Merton usilnie chciałaby powtórzyć sukces debiutanckiego utworu. Z drugiej strony, pomimo, że brzmi dość podobnie oraz ma wolniejsze tempo i wyraźniejsza jest jego zmiana, to dociera do mnie bardziej ze względu na warstwę liryczną.

Na tej płaszczyźnie nie można artystce nic zarzucić. Jej pióro jest genialne. Z tekstów bije szczerość i emocjonalność. Nie śpiewa o niczym, byleby zarobić na tym kasę. Jej utwory mają głębokie przesłanie i sens.

Jealousy
I guess you’re finally taking over me
Jealousy
I’m suffering from your control
And you’re covering me like a bear skin coat
Getting harder to breathe under your control
Jealousy
Oh can’t you stay away from me?

Na EPce są jeszcze dwie inne piosenki: Hit the Ground Running i Lie to My Face. HtGR zostało wydane na kolejny oficjalny singiel i nie odniosło sukcesu. Nie dziwię się – wśród tych kompozycji, ta zdaje się najbardziej przezroczysta i bezpłciowa. Druga to kosmos. Idealnie wpisałaby się w soundtrack Grey’a lub Jamesa Bonda. Jest zmysłowa, narastająca i patetyczna – do tego genialne wibrato oraz ten „kwaśny” głos.

Trochę boję się, że Alice Merton będzie typowym one hit wonder i wszystko się na to zanosi. EPką pokazała, że drzemie w niej potencjał. Niech walczy, bo jest o co. Ma szanse wbić się w głowę słuchaczy na długie lata. Dobra twórczość sama się nie obroni i jeszcze długa droga przed nią. Mam nadzieję, że wszelkie porażki przekuje w sukces i nie podda się na starcie.