Najświeższy i tak potrzebny naszej rodzimej scenie kwiat. Ta utalentowana dziewczyna pochodzi z Warszawy i świat jeszcze nie zdążył jej poznać ale popularne czasopisma powoli zaczynają wokół niej krążyć. Spodziewajcie się wysokiego stężenia psychodelicznego rocka, brudnego, niskiego wokalu i świetnej oprawy instrumentalnej. Coś pomiędzy Melissą Auf Der Maur, Patti Smith i Courtney Love. Początkiem marca ukazał się jej debiutancki krążek Agyness B. Marry. Zapraszam do degustacji.
Album otwiera instrumentalne Intro. Kompozycja bazuje na mocnej i silnie zrytmizowanej perkusji oraz donośnych gitarach. Dopiero po tym mocnym otwarciu rozpoczyna się Hard To Die. Głównym tworzywem utworu jest powolna gitara oscylująca wokół tonacji molowej i nadająca całości ciężki rytm perkusja. Ich śladem podąża sekcja wokalna. Warto bliżej przyjrzeć się barwie głosu artystki – jest brudny, chropowaty i przejmujący. Mimo pozornej niedbałości i osuwania się wokalu w refrenach Agyness doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich umiejętności głosowych i wie jak nimi manipulować, by wywołać zamierzony efekt. Ponura, przytłaczająca i senna atmosfera w pierwszej części utworu została osiągnięta dzięki nieznacznemu przesunięciu wokalu względem sekcji instrumentalnej, która poprzedza ten o kilka dźwięków. W drugiej części utworu tempo przyspiesza a głos i instrumentarium odbijają od motywu wiodącego, zmieniając zarówno melodykę jak i nastrój. Robi się gniewnie, głośno i intensywnie. Doskonały utwór! Bardzo podobnie rzecz się ma z kompozycją Vaccine.
Dirty Water z kolei to kompozycja brudna i bardzo rockowa. Utwór jest swoistym dialogiem wokalu z butną i nieokrzesaną gitarą. Kompozycja składa się z naprzemiennych wzmocnień i osłabień gitarowo-wokalnych. Raz prym wiedzie głośna, mocna sekcja gitary, by za chwilę zejść na dalszy plan i wybić do pozycji dominującej partię wokalną. Całość mocno trzyma się rytmu wyznaczanego przez perkusję.
Zupełna zmiana aury zachodzi w Among Lights of Fireflies. W utworze dominuje wdzięczny, kołysankowy choć wciąż brudny głos. Dzięki krążeniu wokół blisko spokrewnionych ze sobą tonów i łagodnemu nasyceniu dźwiękiem kompozycja łagodnie posuwa się naprzód. Mimo, ze gitara i perkusja są równie mocno zarysowane co sekcja wokalna, na plan pierwszy wybija się właśnie głos i to on nadaje zarówno tempo jak i melodykę instrumentom, kołysząc je swoimi wibracjami.
She Says She Needed A Friend w swojej konstrukcji przypomina mi nieco już zakurzony kawałek About A Girl wcale nie takiej znów zapomnianej Nirvany. Sama artystka nie kryje zresztą fascynacji muzyką tych grunge’owych dinozaurów. Baza sekcji gitarowej wychodzi od tych samych dźwięków, choć zostaje urwana w pół taktu a rytm jest znacznie wolniejszy niż ten, napędzający About A Girl. Inaczej wygląda również ścieżka głosu – podczas gdy wokal Kurta wznosił się na pięciolinii wraz z rozwojem utworu, Agyness zaczyna od wysokich rejestrów, by z taktu na takt stopniowo opadać półtonami. Biorąc pod uwagę podobieństwo tytułów ośmielę się domniemywać, że mamy tu do czynienia z muzyczną, bardzo zresztą owocną korespondencją. Z podobnej materii dźwiękowej wydaje się wychodzić My Name Is New. Butny, zadziorny wokal i ciążka gitara ale, dla odmiany, silna rytmizacja – zwłaszcza w obrębie refrenów.
W Rainbow mamy do czynienia z kolejną zmianą nastrojowości. Bazą utworu jest molowa i umiejscowiona dosyć nisko na pięciolinii gitara. Wraz z rozwojem poszczególnych całostek kompozycyjnych sekcja strunowa co prawda wznosi się ale jest to unoszenie przełamane, półtonowe i ostatecznie jeszcze bardziej wbijające w molowe, posępne niziny. Również wokal mocno trzyma się tonacji molowej i mimo że w refrenach wzrasta w mocy i wybija się w stronę wysokich rejestrów, sekcja gitarowa następnej zwrotki ponownie ściąga go w dół.
Podobny nastrój utrzymuje się w ujmującym Home. Utwór otwiera stonowana, subtelna ścieżka gitary i równie stłumiony wokal. Kompozycja bardzo szybko nabiera rumieńców a dźwięki mocy ale jest to moc obezwładniająca, przytłaczająca, molowa. Mimo stopniowego wzrastania melodii na pięciolinii, motyw dominujący nigdy nie jest w stanie wybić się na jasne, durowe wyżyny. Zawsze jest to wznoszenie się półtonami, molowe. Obok Rainbow to chyba najbardziej dojmująca i emocjonalna kompozycja na całym albumie.
All My Little dla odmiany jest figlarne i niesforne. Utwór wypełnia muzyczne droczenie się wokalu z gitarą. Podczas gdy w zwrotkach prym wiedzie donośny i silny wokal, w refrenach pałeczka przechodzi na sekcję gitary, powielającą partię głosu. Ot, taka muzyczna, nieujarzmiona przygrywka. Nie wyciągajcie jednak fałszywych wniosków – figlarny nie znaczy radosny. Utwór jest przewrotny ale utrzymany w rozmarzonej tonacji molowej.
Jeszcze inaczej rzecz się ma z singlowym Break Up Breakdown. Bazą utworu jest silnie zrytmizowana perkusja, napędzająca kawałek i pociągająca za sobą zarówno gitarę jak i wokal. O ile zwrotki są dość oszczędne w środkach wyrazu a elementem dominującym jest w nich wokal, zaś reszta instrumentarium zostaje zepchnięta w dal, w refrenach mamy do czynienia z prawdziwą eksplozją dźwięku. Zarówno głos jak i instrumentarium wybuchają jednym gwałtownym, donośnym krzykiem.
Krążek zamyka kołyszące, subtelne You Live By The Sea. Niskie tony przepełniające cały album tutaj zostają zastąpione wysokorejestrowymi dźwiękami ale nie sądźcie że ich umiejscowienie na pięciolinii oznacza happy end. Wprost przeciwnie! Nie dość, że wysoki rejestr został umieszczony w melancholijnej tonacji molowej, to jeszcze z taktu na takt coraz bardziej opada na pięciolinii zostawiając nas kompletnie bezbronnymi wobec smutku, jaki generuje.
Cóż mogę powiedzieć. Album jest doskonały, kompozycje niebanalne a wokal Agyness B Marry to jedna z lepszych barw głosu z jakimi w ostatnim czasie miałam do czynienia. Emocjonalnie zrobi z was miazgę – poprowadzi od wściekłości i wrzasku przez wdzięczną krainę sennych rojeń aż do posępnej przestrzeni smutku. Warto!

