Adam Stańczyk – Lepiej późno niż wcale (2018), recenzja Dominiki Możdżeń

W życiu Adama Stańczyka muzyka zawsze odgrywała bardzo ważną rolę. Już w młodości bacznie obserwował Listę Przebojów Programu Trzeciego, a co więcej tworzył własne rankingi. Właśnie dlatego na początku chciał zabłysnąć jako dziennikarz. Tego jednak nie udało mu się spełnić przez różne ograniczenia. Oczywiście nie zraziło go to do rozwijania swojej muzycznej pasji. Jako nastolatek zaczął więc pisać swoje pierwsze teksty piosenek. Początki były trudne, gdyż nie potrafił grać na żadnym instrumencie. Jednak w końcu dostał do ręki gitarę. Wtedy się zaczęło. Muzyk mógł wreszcie działać na sto procent.

Jedynym problemem było to, że większość tekstów lądowała w przysłowiowej szufladzie. Adam Stańczyk dorósł, został przedsiębiorcą handlowym, ale wciąż miał takie samo marzenie. I postanowił je za wszelką cenę spełnić. Kiedy poczuł, że wystarczająco dojrzał do publikacji swojej twórczości, zdecydował się na nagranie płyty. Tak oto powstał album o nazwie Lepiej późno niż wcale. Tytuł w tym przypadku na pewno jest adekwatny do sytuacji mężczyzny. Ale wbrew pozorom materiał nie mówi o drodze, którą przeszedł, żeby zostać muzykiem.

Jak twierdzi sam artysta, wybrał 14 utworów, które dostosowały się do wybranego przez niego „klucza”. A tym kluczem okazała się miłość. Każda piosenka opowiada inną historię, po to, by wszyscy słuchacze mogli znaleźć coś dla siebie. Coś, z czym będą mogli się utożsamić, bo będzie mówić o ich przeżyciach. Taką tematykę Adam Stańczyk łączy z nowatorskim charakterem kompozycji. Nie chciał być jednym z wielu pospolitych twórców, dlatego postanowił postawić na nowy, własny styl. I jak to wyszło?

Na pewno przeważa tu pozytywne brzmienie. Podkłady muzyczne są w głównej mierze szybkie, skoczne i radosne. Kojarzą mi się przede wszystkim z kawałkami granymi na weselach, by zmobilizować gości do tańca. I pewnie spodobają się fanom muzyki właśnie tego typu. Jednak po wsłuchaniu się w teksty, okazuje się, że one aż tak optymistyczne nie są. Raczej nie ma tu skomplikowanych i złożonych opowieści, ale po prostu nie wszystkie kończą się szczęśliwie. Autor chciał przez to zmusić słuchaczy do przemyśleń, pokazać, że miłość może wymagać poświęceń i często zawodzi.

Dobrym przykładem jest tu Emigrant, gdzie słuchamy o mężczyźnie, który jest winny rozpadowi swojego związku i nie potrafi przestać o tym myśleć. Jednak nie wszystkie utwory mają tak smutny wydźwięk. Jak twierdzi artysta w singlu Złota klatka, historie jak z bajki też się zdarzają. Ta piosenka spotkała się z bardzo dobrymi opiniami słuchaczy, co można zobaczyć na przykład po komentarzach na platformie YouTube.

Także jak widać, Adam Stańczyk zdobył już grono odbiorców, a nawet fanów. Patrząc na to, płytę Lepiej późno niż wcale można zaliczyć do udanych debiutów. Chociaż dla mnie największym plusem albumu jest to, że po prostu się ukazał. Na pewno jest mnóstwo niespełnionych twórców, którzy nigdy nie podzielili się ze światem swoimi utworami. Dlatego można przyznać artyście ogromny plus. Przede wszystkim za wytrwałość i motywację do spełnienia marzeń. Co więcej, mężczyzna zdecydował się na nagranie teledysków. Dzięki nim widać, że traktuje swoją pasję bardzo poważnie i za to należą mu się wielkie brawa.

oceny

autor recenzji

Sprawdź nasze inne

Recenzje

W życiu Adama Stańczyka muzyka zawsze odgrywała bardzo ważną rolę. Już w młodości bacznie obserwował Listę Przebojów Programu Trzeciego, a co więcej tworzył własne rankingi. Właśnie dlatego na początku chciał zabłysnąć jako dziennikarz. Tego jednak nie udało mu się spełnić przez różne ograniczenia. Oczywiście...Adam Stańczyk - Lepiej późno niż wcale (2018), recenzja Dominiki Możdżeń