Czy warto było wracać? ABBA – Voyage, 2021 (recenzja)

Po 40 latach od wydania album The Visitors w 1981 roku, ABBA wróciła z nowym materiałem. Z pewnością jest to nie lada gratka, zarówno dla starszych, jak i młodszych fanów słynnej szwedzkiej grupy. Dzięki wydaniu płyty, zespół ponownie jest na ustach wszystkich portali muzycznych i ogółem mediów, co pomaga im o sobie przypomnieć. Szum medialny wiąże się oczywiście także z większymi zyskami i zasięgami.

Ale czy te zyski i zasięgi są im tak naprawdę potrzebne? ABBA już dawno pozwoliła sobie na zawsze zapisać się w historii muzyki rozrywkowej i nic już tego nie zmieni. Napisali wiele ponadczasowych hitów, które do dziś są codziennie grane w radiu na całym świecie. Na podstawie ich twórczości powstał przecież także musical, nakręcono film, gdzie królują ich największe hity. Po co więc zatem po 40 latach, zespół postanowił wrócić z nowym krążkiem? Oficjalnie mówią, że chcieli się pożegnać ze swoimi fanami, bo nigdy tego tak naprawdę nie zrobili. Jednak, czy nie ma tu ukrytego drugiego dna? Wiadomo, każdy chce sobie zapewnić dobrą przyszłość, ale także przyszłość dla swoich potomnych. Być może podobnie jest i w tym przypadku, dlatego muzycy z ABBY chcą w 100 procentach wykorzystać moment, w którym przypominają o sobie światu.

ABBA "Voyage". Wrócili po 40 latach! Na początku było rozczarowanie, ale  ostatecznie magia zadziałała

Na Voyage znalazło się 10 kompozycji. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że poziomem nie dorównują one największym przebojom sprzed ponad 40 lat. Zastanawiałem się, czy muzycy pójdą z duchem czasu i stworzą coś współczesnego, czy może jednak będą bali się wyjść poza bezpieczne dla nich muzycznie klimaty, w których najlepiej się czują. Płytę promowały 3 single. Pierwszym z nich jest I Still Have Faith In You. To bardzo spokojna, melancholijna ballada. Królują w niej delikatne dźwięki pianina, ubogacone kojącym brzmieniem instrumentów smyczkowych. W refrenach dostajemy nieco życia, dzięki mocniejszej gitarze elektrycznej, która dodaje tego czegoś kompozycji. Jest to utwór typowy dla ABBY. Można powiedzieć, że muzycznie zatrzymał się w latach 70tych i 80 tych. Kolejnym jest Don’t Shut Me Down. Tu również królują kobiece wokale. Utwór brzmi bardzo musicalowo. Pasowałby do kolejnej części kinowego hitu Mamma Mia. Ostatnim z singli było Just A Notion. Trzeba przyznać, że można tu znaleźć zalążki świeżego brzmienia. Również wokale Agnethy i Anni-Frid brzmią tu jakby młodo, jak za dawnych lat. Bardzo fajny wstęp na pianinie.

Jak to w przypadku ABBY bywa, musiało się również znaleźć miejsce na większą ilość ballad. Jedną z nich jest Little Things, w której głosy pań tworzą niesamowitą harmonię. Podobnie jest zresztą w I Can Be That Woman. Pozytywnym zaskoczeniem jest dla mnie When You Danced With Me. Mamy tu dużo brzmienia syntezatorów. Noga sama podrywa się do rytmu. Jednak chyba najlepszą kompozycją, a na pewno najbardziej żywą jest Keep An Eye On Dan. Początkowe dźwięki brzmią niemal identycznie jak wstęp do Gimme Gimme Gimme! Świetnie zbudowane zostało w nim napięcie w pierwszej zwrotce prowadzące do żywego refrenu. Muzyczny majstersztyk, w wersji live z pewnością będzie hitem. Myślę, że z powodzeniem mógłby zostać jednym z singli. Utworem, który do mnie kompletnie nie przemawia i którego nie mogłem słuchać jest Bumblebee. Pożegnanie z albumem rozpoczyna bardzo żywa piosenka, która myślę że mogłaby być dobrym ostatnim utworem. To oczywiście No Doubt About It. Mamy tu istną mieszankę stylistyczną. Pojawia się country (dzięki banjo), mamy rockowy pazur, a także sporo syntezatorów. Liczne zmiany tempa, zwolnienia w zwrotkach i mocniejsze refreny. Wokale świetnie się uzupełniają w refrenach. Jest to naprawdę bardzo dobry utwór. Sam utwór bardzo dobrze oddaje charakter twórczości ABBY. Ostatnim utworem jest Ode To Freedom. Już sam tytuł wskazuje, że jest to koniec. Jest on bardzo patetyczny, przejmująca melodia, ponure wokale. Zdecydowanie wolałbym, aby to No Doubt About It było tą klamrą na twórczości zespołu.

Jak oceniam Voyage? Mam co do niego mieszane uczucia. Z jednej strony mamy dużo utworów klasycznych dla zespołu, a z drugiej spodziewałem się trochę szaleństwa, pójścia z duchem czasu. Nasuwa się też pytanie dlaczego akurat teraz, a nie wcześniej. W przyszłym roku zespół będzie świętować 50 lecie założenia. Wyruszą także w trasę koncertową. Chociaż słowo wyruszą, jest tu trochę na wyrost, gdyż w trasie będą ich odmłodzone hologramy, jedynie muzycy na scenie będą tam faktycznie na żywo. ABBA poszła z duchem czasu i wprowadza innowacyjny pomysł na trasę koncertową. Moim zdaniem jednak wolałbym zobaczyć muzyków na żywo niż ich hologramowe wersje, mija się to z celem. Na koniec dodam, że sam album oceniam pozytywnie, jednak nie było tego czegoś co by mnie porwało i ujęło. Znajduję tu tylko drobne jasne punkty, reszta jest bez fajerwerków.

Czytaj również

Po 40 latach od wydania album The Visitors w 1981 roku, ABBA wróciła z nowym materiałem. Z pewnością jest to nie lada gratka, zarówno dla starszych, jak i młodszych fanów słynnej szwedzkiej grupy. Dzięki wydaniu płyty, zespół ponownie jest na ustach wszystkich portali muzycznych...Czy warto było wracać? ABBA - Voyage, 2021 (recenzja)