Diana Krall to pochodząca z Kanady wokalistka jazzowa, pianistka oraz kompozytorka. Karierę zaczęła w 1993 roku, wydając album Stepping Out. Dziś ma na swoim koncie 10 studyjnych płyt, krążek ze świątecznymi utworami, kompilację największych przebojów oraz jedno wydawnictwo koncertowe. Diana jest bardzo wykształcona. Studiowała na Berklee College of Music w Bostonie. Naukę muzyki pobierała też od Jimmiego Rowlesa, który swego czasu był nauczycielem samej Marilyn Monroe. Poza tym jeszcze przed wydaniem debiutanckiej płyty występowała na licznych festiwalach a nawet odbyła mini-tournee po hotelowych restauracjach w Ameryce i Europie. Dziś jest jedną z najważniejszych i najbardziej podziwianych jazzowych artystek. Spróbowałby tylko ktoś powiedzieć, że na to nie zasłużyła.
Album Glad Rag Doll jest zbiorem coverów. Chyba każdy artysta, który zajmuje się jazzem ma na swoim koncie własne wersje jazzowych standardów. Diana Krall sama już przecież wydała nie jeden taki album. Glad Rag Doll to płyta z pomysłem. Zarówno sesja zdjęciowa, jaka została do niej wykonana, jak i sama muzyka przywodzą na myśl lata 20. i 30. ubiegłego wieku. Nic dziwnego, skoro piosenki, które nagrała na album Diana pochodzą właśnie z tamtego okresu. I za to Krall ma ode mnie już na wstępie ogromnego plusa.
Chciałabym jeszcze chwilkę poświecić samej okładce. Jest bardzo seksowna. Nie kojarząc muzyki Diany można pomyśleć, że to kolejna wokalistka pop, która wyglądem chce odwrócić uwagę od braków wokalnych. Niektórzy może się na to nabrali. Jednak twórczość Diany ma z popem tyle wspólnego, co muzyka Justina Biebera z rockiem. Ale jeśli dzięki przyciągającej uwagę okładce więcej osób sięgnie po Glad Rag Doll – jestem za.
Dziesiąty studyjny album Diany składa się z zarówno spokojnych utworów, jak i tych bardziej przebojowych. Granica między nimi jest jednak ledwie wyczuwalna. Przy pobieżnym przesłuchiwaniu krążka może wydawać się, że wszystkie piosenki są jednakowe, lecz w rzeczywistości każdy to zupełnie inna historia. Klamerka dla tych nagrań jest oczywiście jazz, pianino oraz sama Krall, która dysponuje bardzo interesującym głosem. Głębokim, dojrzałym, pasującym idealnie do wykonywanej przez siebie muzyki.
Album Glad Rag Doll otwiera żywa piosenka We Just Couldn’t Say Goodbye. Ciekawie urozmaicana jest fragmentami, w których Diana nie śpiewa, ale mówi. Jej wokal pięknie komponuje się z pianinem. Podoba mi się również instrumentalna końcówka. Podobnie kończy się kolejny utwór – There Ain’t No Sweet Man That’s Worth the Salt of My Tears. Podobnie jak wspomniane We Just Couldn’t Say Goodbye, piosenka jest przebojowa, szybka. Różni się tylko aranżacją – tu jest znacznie bogatsza. Obok pianina usłyszeć możemy gitary. Całość brzmi całkiem współcześnie. Powiedzieć tego nie można o You Know – I Know Ev’rything’s Made for Love. Utwór brzmi jakby żywcem wyjęty był z lat 30. ubiegłego wieku. Początek piosenki jest spokojny, ale już po chwili się rozkręca. Przyjemne, hipnotyzujące połączenie jazzu i swingu. Do żywszych kawałków zaliczyć jeszcze możemy I’m a Little Mixed Up oraz Lonely Avenue.
Sporo miejsca na Glad Rag Doll zajmują ballady. Nie są one może tak charakterystycznymi utworami jak wymienione w akapicie poprzednim piosenki, ale robią bardzo dobre wrażenie. Choć, przyznam, ciężko coś o nich napisać. Po prostu, warto posłuchać. Ja polecam szczególnie Let It Rain, Prairie Lullaby oraz Glad Rag Doll.
Bardzo przemyślanie została wybrana piosenka zamykająca przygodę z dziesiątym dziełem Diany Krall. Jej tytuł to When the Curtain Comes Down. Jest jedną z najciekawszych pozycji na Glad Rag Doll. Na początku (i pod koniec) usłyszeć możemy męża artystki, Elvisa Costello, wykrzykującego różne słowa. Potem pojawia się Diana. Śpiewa bardzo delikatnie. Muzyka cicho pogrywa w tle. Niesamowite zakończenie całego albumu. Co zrobić, gdy kurtyna pójdzie w dół? Ja podnoszę ją ponownie i po raz setny słucham Glad Rag Doll.
Z muzyką Diany Krall zetknęłam się kilka lat temu. Odłożyłam ją wówczas na półkę, bo nie byłam gotowa na takie melodie. Poczekałam na odpowiedni moment i znów posłuchałam. I się zakochałam. Nowy krążek tej utalentowanej wokalistki. Glad Rag Doll, to album niezwykły, posiadający piękny klimat. Elegancki, z klasą. Bez obciachu i tandety. Przenoszący nas w przeszłość. W dobie tworzonej komputerowo muzyki taki krążek to skarb. I wcale nie musiałam jechać na koncert Diany, bo słuchając Glad Rag Doll i zamykając oczy, myślami wędruję do zadymionego jazzowego klubu, gdzie Diana przygrywając sobie na pianinie, śpiewa tylko dla mnie.


