Interpol – El Pintor (2014), recenzja Joanny Gulewicz

Mówi się, że są jednym z wiodących zespołów napędzających współczesną scenę indie i post punk. Z muzycznej piaskownicy dawno już wyszli, bo w przyszłym roku zespół będzie obchodził 18-te urodziny a wydany 9 września piąty studyjny album muzyków El Pintor znalazł się na 7-mym miejscu amerykańskiego zestawienia US Billboard 200. O kim mowa? O amerykańskiej formacji Interpol oczywiście!

Niemal od samego początku kariery muzycznej zespół zbiera pochwały. Ich druga płyta Antics uzyskuje w Wielkiej Brytanii status Złotej Płyty, a kolejna – Our Love To Admire już w pierwszym tygodniu sprzedaży plasuje się na zaszczytnym 5-tym miejscu rankingu United World Chart. Utwory tego zespołu towarzyszą takim produkcjom jak popularny i cieszący się dużą oglądalnością serial Six Feet Under, czy Grey’s Anatomy. Nie gardzi nimi również branża modowa, bo kawałek Slow Hands możemy usłyszeć w kampanii prestiżowego domu mody Emporio Armani promującej zapach Diamonds. Mówiąc oględnie Interpol ma z całą pewnością wyrobioną i mocną pozycję na rynku muzycznym.

Ci którzy w pamięci mają jeszcze poprzedni, senny i podszyty atmosferą jakiejś rozpaczliwej, cichej rezygnacji krążek zespołu Interpol podczas „degustacji” nowej płyty mogą przeżyć pewnego rodzaju szok. Co prawda kilka pierwszych taktów singlowego utworu All the Rage Back Home wydaje się korespondować z nastrojem poprzedniego krążka ale to tylko „złudzenie foniczne”. Jeszcze w pierwszej minucie melancholijne a nawet nieco cukierkowe echa zostają przełamane zupełnie nieoczekiwaną dynamiką wdzierającego się w kompozycję głośnego, energetyzującego i dominującego nad całością wokalu, który pociąga za sobą uśpione wcześniej gitary i bębny dyktując im rytm.

Z utworem All the Rage Back Home koresponduje Anywhere. Słoneczna i durowa kompozycja jest oparta na wznoszących się partiach gitarowych i entuzjastycznej wokalizie, którym asystuje rytmizująca perkusja. Kompozycja nabiera jednak pełnego splendoru dopiero w refrenach, gdzie zarówno gitara jak i wokal dosięgają wysokich rejestrów i „oświetlają” całość błyskiem czystej, niezakłóconej radości. My Desire to kolejna energetyczna perełka, dowodząca, że Interpol w rozmigotanej od dźwięków i przestrzennej konstrukcji muzycznej radzi sobie jak ryba w wodzie i mimo nagromadzenia kłopotliwej do utrzymania i wyprowadzenia mnogości riffów i ścieżek, którymi podążają kolejne wyrastające z głównego pnia dźwięki, żadna z nich nie jest przypadkowa.

Klimat zmienia się całkowicie w kawałku Same Town, New Story. Utwór jest kłębiącą się i zapętlającą kompozycją, która bazuje na subtelnym i niemal niewyczuwalnym molowym motywie wiodącym, w skład którego wchodzi tak naprawdę jedynie kilka sąsiadujących ze sobą dźwięków, które wciąż i wciąż wydają się opadać. Co prawda dyskretnie wijący się w tle wokal próbuje „wyciągać” owe „pętle” o kilka tonów w refrenach ale „opadanie” melodii jest nieuchronne a próby podkolorowania całości durem spełzają na niczym co zostaje zresztą uwydatnione pod koniec utworu, gdzie wokaliza już nie stara się wznosić, lecz opada razem z resztą kompilacji.

Coś zupełnie innego dzieje się w utworze My Blue Supreme. Choć kompozycja wydaje się krucha i z pozoru monotonna, wręcz opalizuje hipnotyzującą wielodźwiękowością a delikatny i oscylujący wokół wysokich rejestrów wokal nabiera niespodziewanej mocy w refrenach, gdzie staje się pełnym wewnętrznego napięcia i skargi krzykiem.

Jeszcze odmienną historią muzyczną jest Everything is Wrong. Tutaj zarówno tło instrumentalne jak i partie wokalne pozostają w stanie ciągłego uzupełniającego się natężenia. Rozprzężenie dźwięków, „rozbryzgujących” się z pozornie monochromatycznych riffów nadaje utworowi niesamowitą przestrzeń i otwiera na trudną do okiełznania, choć nie stanowiącą większego wyzwania dla formacji Interpol płaszczyznę dźwiękową pojawiającą się w części finalnej. Utwór Breaker 1 ma dosyć podobną konstrukcję i również składa się z nieustannie po sobie następujących napięć i nagromadzeń muzycznej mozaiki instrumentarium i wokalizy, umiejętnie przeplatanej subtelnymi partiami wyciszeń.

Z kolei Ancient Ways prezentuje chyba najbardziej klasyczną dla muzyków formę konstrukcji. Dominujący i wyznaczający pole odchylenia molowy motyw dźwiękowy wraz z niemal całkowicie pokrywającą się z nim wokalizą wydają się zapętlać w nieustannym powtórzeniu, które przerywa jedynie krótki okrzyk, oddzielający od siebie kolejne opadające i pełne jakiejś bliżej nie określonej ale wyraźnie wyczuwalnej atmosfery bezradności i beznadziei partie. Podobną kreację usłyszymy w finalnym kawałku Twice As Hard. Także i tutaj całość bazuje na „zwijającym się” w sobie motywie opartym o tonację molową, który co jakiś czas jest przerywany wstrząsającym i podszytym rezygnacją wokalem.

Nietypową kompozycją wydaje się Tidal Wave. W utworze dominuje nastrój wysmakowanej i autotematycznej melancholii. Subtelna melodia tła niemal całkowicie pokrywa się z delikatnymi i wywołującymi wrażenie kruchości partiami wokalnymi. Nastrój całości zmienia się jednak diametralnie w refrenach, gdzie zarówno wokaliza jak i towarzyszący jej akompaniament „wychylają się” z rozedrganej tonacji molowej, by wznieść się na moment w stronę rozmigotanego duru. Proszę jednak nie oczekiwać zupełnej zmiany atmosfery, bo jeszcze w tej samej partii niczym przysłowiowa „kropka nad i” pojawia się 3-krotne muzyczne powtórzenie, którego filarem jest opadający molowy wielodźwięk.

Tak jak muzycy zapowiedzieli w tytule płyty El Pintor, który można przetłumaczyć z hiszpańskiego jako „malarz”, Interpol nie tyle skomponowało, nagrało i wydało kolejną płytę, co właśnie odmalowało dźwiękiem obraz, nastrój, uczucie odciśnięte w umyśle twórcy. Myślę, że album należy traktować właśnie jako spójną, plastyczną całość, muzyczną wizję artystów, którym być może bardziej niż na zwykłym przesłuchaniu zależało na tym, by muzyka „przepłynęła przez” słuchaczy i odcisnęła w nich swój negatyw.

INTERPOL

Czytaj również