Iggy Azalea – raperka, piosenkarka i modelka. Pierwsza biała kobieta uświetniająca okładkę magazynu XXL, który dla fanów rapu jest jak Biblia dla chrześcijan. Rozgłos zdobyła poprzez wydanie dwóch mixtapeów. Na pierwszym z nich (Ignorant Art) pojawił się utwór Pu$$y. Sprawił on, że raperka stała się rozpoznawalna. Wszystko przez kontrowersyjny, naładowany seksualnością tekst i teledysk. Natomiast po wydaniu drugiego o tytule TrapGold, bardzo szybko trafiła pod skrzydła wydawnictwa Virgin EMI i zaczęła pracę nad pierwszym długogrającym albumem. Czy warto zapoznać się z debiutem młodej raperki, który został zatytułowany The New Classic?
Album rozpoczyna utwór Walk The Line, który jest idealną kompozycją wprowadzającą w klimat całości. Azalea w tym utworze opowiada o tym, że tworzy zgodnie z tytułem recenzowanego wydawnictwa nową klasykę. W kilku wywiadach zapewniała, że album będzie idealnym połączeniem popu i hip-hopu, doskonałą mieszanką staro szkolnego rapu z nowoczesnym brzmieniem. W utworze Iggy wspomina również o tym, że tylko i wyłącznie ciężką pracą znalazła się w hip-hopowym środowisku, gdzie nie ma raczej miejsca dla białych raperek, przez co może czuć się wyjątkowo. Następny utwór, który pojawił się na The New Classic to kompozycja o tytule Don’t Need Y’all. Gdy po raz pierwszy miałem styczność z tą piosenką, to na myśl przyszła mi kompozycja Drake’a o tytule Hold On We’re Going Home. Według mnie obie produkcje mają podobny klimat. Iggy powinna iść w tym kierunku, idealne wyważenie rapu z fragmentami śpiewanymi oraz dobry tekst sprawił, że można zaliczyć ten utwór jako jeden z lepszych z tej płyty.
Na albumie pojawiło się aż pięć kolaboracji z innymi artystami. Warto wspomnieć tutaj o utworze Fancy, który Azalea wykonuje razem z Charlie XCX. Piosenka bardzo mi się spodobała, kompozycja bardzo miło mnie zaskoczyła, gdyż raperka raczej nie obraca się w takiej stylistyce. Obie artystki razem brzmią świetnie. Bardzo przypadł mi również do gustu teledysk, który nawiązuje do filmu Clueless. Niestety całość audiowizualną psują ostatnie sekundy utworu, gdzie artystka wykrzykuje I-G-G-Y. Według mnie jest to zbędny dodatek, lepsze dla tej piosenki byłoby usunięcie tego fragmentu. Kolejnym duetem, o którym warto wspomnieć to współpraca raperki z Ritą Orą, czyli Black Widow. Utwór w niektórych fragmentach bardzo przypomina dokonania Katy Perry, w sumie nie powinno to dziwić, gdyż współautorką tego utworu jest właśnie ta artystka. Fragmenty, które wykonuje Rita bardzo przypadły mi do gustu i od razu mi się spodobały. Jednakże warto pamiętać, że Ora nie buduje całego utworu. Niestety Azalea w porównaniu z Ritą Orą wypada bardzo blado i bezpłciowo, a jej fragmenty po kilku chwilach mnie po prostu znudziły. Ostatnim duetem, który chciałbym przedstawić w tej recenzji to Change Your Life, które Iggy wykonuje z T.I. Utwór posiada tekst, który może nie jest za bardzo inteligentny, ale miło go się z słucha w połączeniu z dobrym podkładem muzycznym. Moim zdaniem Iggy błyszczy w tym utworze, a jej kolega po fachu tylko uświetnia całość.
Utwór o którym trzeba wspomnieć to kompozycja o nazwie Goddess, który jest jedną z lepszych o ile nie najlepszym elementem recenzowanego wydawnictwa. Genialne połączenie dobrego bitu z gitarową solówką sprawiają, że słuchanie tego utworu sprawia samą przyjemność. Całość dopełnia lekko narcystyczny tekst, w którym Iggy wyśpiewuje Bow down to a goddess, bow down to goddess.
Warto wspomnieć, że The New Classic zostało wydane również w wersji deluxe. Na tej wersji artystka na płycie zamieściła trzy dodatkowe utwory. Pierwszy z nich to Bounce, który został drugim singlem promującym debiut raperki. Utwór jest bardzo słaby, żadnego elementu nie można ocenić pozytywnie, muzyka jak i tekst są tragiczne. Iggy zapewne zdała sobie z tego sprawę i umieściła ten utwór tylko i wyłącznie na specjalnej odsłonie płyty. Dwa pozostałe utwory, czyli Rolex i Just Askin to utwory przeciętne, nie wyróżniające się z tłumu, nudne, stworzone bez polotu. W tym tkwi cały problem The New Classic. Większość utworów jest nijakie i szybko się o nich zapomina. Oprócz wymienionych powyżej utworów, które potrafią czymś zaskoczyć, to jednak pozostałe piosenki zlewają się ze sobą w jedną całość i nawet po kilkukrotnym przesłuchaniu całości miałem problem z zapamiętaniem tytułu utworu czy nawet fragmentów melodii.
Mam ogromny problem z podsumowaniem tej recenzji, gdyż jest to bardzo nierówna płyta. Pojawiają się na niej naprawdę świetne kawałki (Change Your Life, Don’t Need Y’all, Goddess), ale są one ukryte wśród piosenek przeciętnych lub po prostu słabych. Miałem ogromne wymagania i bardzo wyczekiwałem na ten album. Niestety nie spełnił oczekiwań i słuchacz dostał po prostu przeciętny album. Nie zmienia to faktu, że nie spisałem Iggy na straty, nie mogę doczekać się jej kolejnego wydawnictwa. Mam nadzieję, że będzie po prostu lepsze.

