Sobota z felietonem. Mount Everest muzyki, czyli ku pamięci Whitney Houston


Whitney Houston niewątpliwie zapisała się na kartach światowej historii muzyki. Była pierwszą afroamerykańską wokalistką, która regularnie pojawiała się w stacji MTV w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Dzięki niej otworzyły się drzwi do sukcesu innym afroamerykańskim kobietom. Była obdarzona pięciooktawową skalą głosu, a on sam potrafił przyprawić o ciarki niejednego słuchacza. To pierwsza kobieta, której udało się dostać na sam szczyt listy Billboard 200, a jej kolejnych siedem singli pojawiło się na 1. miejscu na liście Billboard Hot 100. Jej płyty sprzedawały się w milionowych nakładach a ona sama uznana została za jedną z najchętniej słuchanych gwiazd.

Niestety o Whitney musimy już tylko wypowiadać się w czasie przeszłym. 11 lutego tego roku odeszła samotnie w hotelowym pokoju. Jak wiadomo gwiazda miała problemy z narkotykami. Fakt ten wpłynął na jej karierę i na chwilę zniknęła ze sceny muzycznej. Po wielu upadkach niepokonana wróciła do muzyki. Jej powrót w 2009 roku z krążkiem I Look to You spotkał się z pozytywnym przyjęciem.

Patrząc na całokształt jej kariery niewątpliwie wielu artystów może jej pozazdrościć. Stała się ikoną muzyki pop/r’n’b/soul i gospel i była wielokrotnie doceniana prestiżowymi nagrodami. Ceniona przez branżę muzyczną, znawców i krytyków, artystów i milionów fanów. I chociaż wielu z nas za życia jej nie doceniało, jednak po jej śmierci na pewno grono fanów się poszerzyło. Można to chociażby stwierdzić po zwiększeniu się liczby fanów na portalach społecznościach. I choć osobiście wydaje się mi to dziwne, że doceniamy kogoś dopiero po śmierci, to faktem pozostaje, że Houston była gwiazdą światowego formatu.

Zmarła artystka to bogini i swoistego rodzaju Mount Everest muzyki. Wielu artystów stara się czerpać z jej twórczości i wzorować się na niej. Stanowiła wzór dla swojej przyjaciółki Mariah Carey i razem nagrały utwór When You Believe. Ponadto wiele innych gwiazd mówi o tym, że Whitney była dla nich inspiracją. Zwłaszcza po jej śmierci gwiazdy chętnie wypowiadały się na jej temat i otwarcie mówiły, iż była ona dla nich wzorem. Alicia Keys powiedziała, że Whitney inspirowała ją, od kiedy była małą dziewczynką. Podobnie Leona Lewis, dla której Houston była idolką od najmłodszych lat, a Jennifer Hudson przyznaje, że to od Whitney Houston uczyła się zarówno śpiewu jak i obycia w show biznesie. Celine Dion stwierdziła, iż każdy utwór Whitney stanowił dla niej inspirację i dotykał ją głęboko. Beyonce jasno wyznaje, że swoje ballady wzoruje na twórczości Houston.. Również Lady Gaga, Pink czy Britney Spears wyraziły swój podziw dla głosu artystki.

I chociaż w większości starają się stać się kimś na podobiznę Houston, to oryginał zawsze będzie tylko jeden. Wielki, charyzmatyczny i niezwykle energetyzujący głos w dziejach muzyki. Gwiazdy czerpiące z jej dorobku muzycznego mają wielkie szczęście, że mogą swoja twórczość tworzyć w oparciu o gwiazdę wszechczasów. A my jako jej słuchacze? Niewątpliwie możemy cieszyć się, że dane nam było urodzić się w czasach, kiedy ona królowała i zgodnie z jednym jej utworem możemy powiedzieć, że we will always love her

I chociaż powszechnie utarło się, że człowieka zapamiętuje się nie po tym jak zaczyna tylko po tym, jak kończy to w przypadku Whitney Houston zdecydowanie się to nie sprawdza. Miliony fanów zapamiętają to jak zaczynała i rozkwitała na muzycznej scenie. Upadki zdarzają się każdemu człowiekowi i nie raz z nich się podnosimy. Whitney podnosiła się i upadała, a tego feralnego dnia zabrakło przy niej kogoś, kto by jej pomógł powstać… Jednak w sercach milionów jest ona wciąż nieśmiertelna poprzez bogactwo muzyki, które po sobie pozostawiła.

Czytaj również