Matt Dusk – My Funny Valentine: The Chet Baker Songbook (2013), recenzja Sergiusza Królaka

Po czterech latach od wydania ostatniej płyty studyjnej (Good News), Matt Dusk powraca z re-edycją nowego albumu – My Funny Valentine. The Chet Baker Songbook. Kanadyjczyk po raz kolejny serwuje swoim słuchaczom potężną dawkę jazzu ozdobionego uwodzicielską barwą głosu 35-letniego wokalisty. W nowej wersji płyty, która miała swoją premierę 5 listopada br., znajdziemy dodatkowo świąteczne przeboje w wykonaniu Duska.

Na swojej nowej płycie Matt Dusk zaprezentował swoje wersje utworów z repertuaru Cheta Bakera. Już od pierwszego utworu, All the Way (z gościnnym udziałem Edyty Górniak), słuchacz przenosi się do baśniowej krainy musicalu. Delikatne brzmienia pianina, wiolonczeli czy instrumentów dętych od razu nasunęły skojarzenia z najpiękniejszymi bajkami Walta Disneya. W takim nastroju pozostać można do końca słuchania albumu – wszystkie 22 utwory (piętnaście na pierwszej płycie oraz siedem na drugiej, kolędowej) zostały nagrane w podobnym, jazzowym klimacie.

Płyta pełna jest gości muzycznych. Oprócz wspomnianej wyżej Górniak, na My Funny Valentine… usłyszeć można całą plejadę artystów: kubańskiego trębacza Arturo Sandovala (w swingowym Time After Time, dynamicznym Let’s Get Lost oraz w tytułowym, spokojnym My Funny Valentine), wokalistę Ryana Ahlwardta (w nudnym I Fall in Love Too Easily), wirtuoza trąbki Guido Basso (w odprężającym Someone to Watch Over Me), piosenkarkę Emilie-Claire Barlow (w nieco monotonnym Embraceable You) oraz Sarę Gazarek (która wywołuje jakiekolwiek emocje w usypiającym I Get Along Without You Very Well). Chociaż sam udział takich nazwisk na albumie podnosi jego rangę i jakość muzyczną, większość utworów okazuje się niezwykle nudna i bezpłciowa.

Jeszcze nudniejsze okazują się pozostałe nagrania z płyty. Zarówno Angel Eyes, Come Rain and Come Shine, Deep in a Dream czy There Will Never Be Another nużą już po minucie słuchania. Spośród wszystkich kompozycji wybroniły się trzy: utwór Everything Happens to Me z genialnym, ponaddwuminutowym, instrumentalnym wstępem, nostalgiczny How Deep Is the Ocean (ze wzruszającą sekcją dętą na początku) oraz smooth-jazzowe That Old Feeling. Ten ostatni bez wątpienia najbardziej oddaje to, co gra w duszy Matta i najlepiej podkreśla warunki wokalne piosenkarza.

Znacznie lepiej prezentuje się druga, świąteczna płyta. Znalazło się na niej siedem kolęd-klasyków, które zostały „podrasowane” przez Duska. Na dwóch z nich (Have Yourself a Merry Christmas, Winter Wonderland) ponownie usłyszeć można było Ahlwardta. Aranżacje obu przebojów zostały nagrane w niebanalny sposób, przez co ożywiły nudny materiał z pierwszej płyty wydawnictwa. Oprócz Ryana, na bożonarodzeniowej części My Funny Valentine… pojawiła się także Eleanor McCain, która zaśpiewała w romantycznym It’s the Most Wonderful Time. Do najciekawszych propozycji zaliczyć można także remiks utworu It’s a Marshmallow World oraz Cool Yule, w których urzeka m.in. świetna solówka trąbki. Dużym walorem obu utworów jest też to, że jest to repertuar, w którym wokal Duska brzmi najbardziej naturalnie i przekonująco, przypomina ten z albumu Good News. Na świątecznej płycie nie mogło zabraknąć również jednej z najpopularniejszych kolęd – Silent Night w ciekawej aranżacji oraz delikatnego Christmas Waltz przenoszącego na największe sale balowe na świecie.

Najnowszy album Matta Duska zawodzi. Chociaż króluje na nim muzyka jazzowa, usłyszeć można wiele instrumentów, a całość nagrana została na wysokim poziomie, większość propozycji… jest niemiłosiernie nudnych. Utworów nie ratują ani zaproszeni muzycy, ani sam wokalista, który brzmi nijako w repertuarze zaproponowanym na My Funny Valentine… Mam nadzieję, że kolejna płyta przyniesie kilka świetnych piosenek w klimacie przebojów z czasów Good News, do których wokalista jest (najwyraźniej) stworzony.

Print

Czytaj również