Wczoraj w Gdańsku swój koncert Kayah rozpoczęła słowami: mogłaby tańczyć rock’n’rolla tak jak Skubas… ale mi się nie chce. Potem jednak dała świetne show i udowodniła, że jednak jej się jeszcze chce.
Skubas

Nim jednak na scenie pojawiła się Kayah, gdańską scenę na Targu Węglowym zaszczycił Skubas – nowy nabytek wytwórni Kayax, nominowany w tym roku do Fryderyków. Jego twórczości wcześniej nie znałem, przed koncertem zdążyłem raz odsłuchać album Wilczełyko. W sumie jednak koncert przypadł mi do gustu, a nad wspomnianym albumem jeszcze się pochylę i przyjrzę mu się bardziej.
Sam Skubas wydawał się sympatycznym człowiekiem, jednak lekko oderwanym od rzeczywistości. Śpiewał te swoje piosenki – które mi się spodobały – z pasją, jednak miał podobny problem co Kasia Nosowska – koncertów prowadzić to on nie umie. Zero kontaktu z publicznością, lekki stres. Mnie to nie przeszkadzało, bo przegadanych koncertów nie lubię. No chyba, że przegadany tak, jak Kayah.
Kayah

Kayah weszła na scenę ze złamaną nogą i stwierdziła, że będzie tańczyć, jeśli otrzyma od widzów dużo pozytywnej energii. Otrzymała. W czasie koncertu nie zabrakło największych przebojów artystki: była Supermanka, było Do Dna, czy nawet Na językach. Mnie osobiście bardzo spodobała się sekcja „bałkańska” tzn. Byłam różą, Nie ma, nie ma mnie oraz Śpij kochanie śpij. Może dlatego, że uważam album, z którego pochodzą te piosenki za najlepsze dzieło Kayah.
Podobało mi się również, że Kayah była skromna, fajna i sympatyczna. W połowie koncertu nawet zaprezentowała swoich kolegów z zespołu – chórzystki Iwonę Zasuwę i Ewę Jach czy bębniarza/chórzystę Daniela Wojsę.
Podczas koncertu artystka zdradziła również trochę informacji na temat swojego nowego albumu. W październiku bądź listopadzie ukaże się album wraz z Transoriental Orchestra, który zawierać będzie „piosenki inspirowane tradycyjną muzyką oraz pieśniami żydowskimi i sefardyjskimi, z rożnych regionów Europy i Bliskiego Wschodu„. Na koncercie pojawił się przedsmak tego – utwór El Eliyahu.
OK, z jednej strony – kto wie, może wyjdzie z tego coś pokroju i przeboju Kayah&Bregović? Z drugiej strony, pod koniec koncertu artystka wykonała Za późno i nie dało się odczuć, że to jest właśnie kierunek, który kiedyś – może w przyszłym roku na kolejnej płycie – Kayah powinna obrać. Przebojowa, taneczna muzyka – idealna i do radia, i na koncerty. Za późno to naprawdę był jeden z „tych” momentów na koncercie.
Drugi to BIS-y – zaskoczyła mnie. Wykonała cover Nic nie może wiecznie trwać, a potem szalone Prawy do lewego. Co jak co, ale Kayah to naprawdę jedna z największych polskich artystek, a do tego niesamowicie skromna i sympatyczna osoba. Takie właśnie odniosłem i wyniosłem wrażenie z tego Gdańskiego koncertu. A nie jest to mój pierwszy koncert Kayah w życiu i nie pierwsze właśnie takie odczucie o niej samej. Brawo Kayah….. i brawo Skubas.
Zatem… Czy Kayah się jeszcze chce? O tak, artystka udowodniła mi, że chce się jej jeszcze bardzo i nawet drobne kontuzje jej w tym nie przeszkodzą. Kayah jeszcze długo będzie nas bawiła, zaskakiwała i zadziwiała. I dobrze.



