Album Solange z 2003 – Solo Star – nie przyniósł jej większej popularności. Wokalistka pozostała w cieniu znacznie bardziej popularnej siostry Beyonce. Mimo tego się nie poddała. Weszła do studia w 2005 i od tego czasu wytrwale pracowała nad płytą. Choć przerwa między debiutem a Sol-Angel and the Hadley St. Dreams jest spora (aż pięć lat), to uważam, że warto było tyle czekać.
O ile poprzednia płyta pełna była dziewczęcej, momentami wręcz dziecinnej muzyki, o tyle Sol-Angel and the Hadley St. Dreams od początku do końca jest albumem dojrzałym. Solange całymi garściami czerpała z brzmień Motown (z lat 60. i 70.). Dodała do tego trochę muzyki downtempo oraz elektroniki. I tu zaryzykowałbym stwierdzenie, że tak brzmiałyby albumy Beyonce, gdyby ta postawiła się swojej wytwórni.
Płyta promowana była trzema singlami. Przed przesłuchaniem całości znałem tylko jeden z nich – Sandcastle Disco. Kawałek od zawsze mi się podobał i do dziś bardzo go lubię. Jest niesamowicie przyjemny, wakacyjny. Solange śpiewa o zauroczeniu, przelotnym romansie. Bardzo uroczy numer. Moje serce szybko zdobył również inny singiel z płyty. T.O.N.Y. to taneczny, przebojowy utwór z wyraźnie zarysowaną muzyką. Szybko wpada w ucho. Podoba mi się w nim też wyraźne nawiązanie do funku. Nieco słabiej oceniam trzeci (wydany jako pierwszy) singiel. Do I Decided długo nie mogłem się przekonać. Piosenka ma dwie części. Pierwsza zawiera elementy elektroniki. Druga jest bardziej skoczna, taneczna. Ja wolę chyba tę drugą. Chociaż ostatecznie do obu się przekonałem.
Płytę otwiera utwór God Given Name. Klimatem odbiega od pozostałych kawałków na albumie. To całkiem spokojny, stonowany numer. Pozytywnie się wyróżniający. Dalej otrzymujemy kilka bardziej przebojowych kawałków: T.O.N.Y., Dancing in the Dark oraz Would’ve Been the One. Każdy z nich charakteryzuje się nawiązaniem do muzyki z lat wcześniejszych (jak już wspominałem, coś koło 1960s czy 70s). W Dancing in the Dark bardzo podoba mi się zastosowanie instrumentów dętych, które czynią utwór charakterystycznym i zapamiętywanym. Would’ve Been the One wyróżnia się natomiast samym wykonaniem Solange. Śpiewa mocno, choć wysoko.
http://www.youtube.com/watch?v=l4Qdx0gCYRQ
Sporo miejsca na Sol-Angel and the Hadley St. Dreams zajmują pozytywne piosenki utrzymane w rhythm and bluesowym klimacie. Utwory takie jak I Told You So czy Valentine’s Day nie zdobyły jednak mojego uznania. Są nudne i nieco nijakie. W pierwszej nie podoba mi się wokal Solange. Śpiewa tak bez życia, a w pewnym momencie niemiłosiernie się wydziera. W drugiej lubię tylko mówioną końcówkę. Podoba mi się natomiast 6 O’clock Blues. Choć jest podobne do dwóch ww. kawałków, to dzięki elementom reggae miło się go słucha.
Jednak najlepsze wrażenie na krążku robią dwie piosenki: Cosmic Journey oraz This Bird. This Bird to delikatna, ale i emocjonalna ballada. Najspokojniejszy utwór na płycie. I jednocześnie najpiękniejszy. Podoba mi się jego tekst – ciekawy, niejednoznaczny. Jednak i This Bird blaknie przy Cosmic Journey. To jedyny duet na Sol-Angel and the Hadley St. Dreams. Obok Knowles pojawia się w nim artysta o pseudonimie Bilal. Specjalizuje się on w muzyce neo-soulowej. I właśnie takie jakie jest Cosmic Journey. Trochę też elektroniczne. Pierwsza połowa utworu jest delikatna, urocza, dziewczęca. Przyjemnie się jej słucha. Po trzech minutach piosenka zmienia jednak swoje brzmienie. Staje się bardziej elektroniczna i niepokojąca. Ogólnie utwór można by opisać dwoma słowami: Cosmic Journey właśnie. Słuchając go, czuję się, jakbym wyruszał w niezwykłą podróż kosmiczną wraz z Solange.
http://www.youtube.com/watch?v=HsXn1KE_dOg
Tekstowo wokalistka trochę się rozwinęła. Co prawda nadal śpiewa dużo o miłości (Sandcastle Disco, T.O.N.Y.), ale robi to w sposób ciekawszy niż na Solo Star. Interesujący, ale jak już wspominałem niejednoznaczny, jest tekst do This Bird. Myślę, że każdy powinien go przeanalizować we własnym zakresie. Cosmic Journey również opowiada o miłości. Może w nieco banalny sposób, ale wokalistka szepcząc i śpiewając tak delikatnie nawet coś takiego jak:
Cosmic Journey And I love you I swear (PL: Kosmiczna Podróż I przysięgam, że Cię kocham)
…zachwyca i czaruje.
Płyta Sol-Angel and the Hadley St. Dreams dużo bardziej mi się od Solo Star spodobała. Jest przede wszystkim dojrzalsza, bardziej różnorodna. Solange już bardziej świadomie porusza się między takimi gatunkami jak pop, r&b czy soul. Umie też lepiej dysponować swoim wokalem. Brzmi znacznie lepiej niż wcześniej. Słuchanie drugiego albumu piosenkarki to czysta przyjemność. Jeśli nie macie dużo czasu, przesłuchajcie chociażby Sandcastle Disco lub Dancing in the Dark. I koniecznie rewelacyjną piosenkę Cosmic Journey. Nie zawiedziecie się.
- Najlepsze utwory: Cosmic Journey, This Bird, Sandcastle Disco, Dancing in the Dark, God Given Name
- Najsłabsze utwory: I Told You So, Valentine’s Day

