Po wielu latach działalności solowej Kuba Szmajkowsky zaczyna nowy rozdział w swojej karierze. W efekcie powstał utwór „Ale u mnie też” zwiastujący debiutancki album wokalisty. Z tej okazji porozmawialiśmy z Kubą o jego procesie tworzenia piosenki, jak i albumu, o jego muzycznych inspiracjach przy tworzeniu nowego materiału. Nie zabrakło także wątku eurowizyjnego, w którym zdradza, komu trzyma kciuki na preselekcjach.
Julia Maciąg: „Ale u mnie też” to jest Twój najnowszy singiel, który otwiera nowy rozdział w Twojej karierze. Sama piosenka mówi o zakończonych relacjach, ale także o nowych początkach. Czujesz się wolny teraz?
Kuba Szmajkowsky: Na maksa. Uważam, że wyrażanie swoich emocji poprzez muzykę i pisanie tekstów jest mega pomocne w uzdrawianiu.
Cieszę się, że mogę być artystą, mogę tworzyć, uwalniać emocje i swoje myśli. „Ale u mnie też” jest takim nowym początkiem i zwiastuje mój pierwszy album. Już taki naprawdę pierwszy, bo mówię o tym albumie bardzo, bardzo długo. Teraz serio mamy gotowy materiał, więc myślę, że zepnę to w większą całość pod koniec tego roku.
Jestem na maksa podekscytowany. Widzę, że utwór się podoba i też zaskoczył wielu moich odbiorców, ponieważ wszyscy jednak myśleli, że trochę skręcę w stronę latino. Jednak stwierdziliśmy wspólnie, że ten pierwszy singiel po dłuższej przerwie powinien być w klimacie klubowym.
JM: Jest klubowy tak jak wspomniałeś i taki EDM-owy. Czy właśnie wyróżnia ten utwór na tle twoich poprzednich?
KS: Myślę, że tak. Wszystko na pewno będzie dość spójne, ponieważ chciałbym podzielić tę płytę na dwie części – klubową i latino z instrumentami na żywo jakieś trąbki, gitary. Ale teraz myślę, że ten kolejny singiel też jeszcze będzie w klimacie klubowym. Trochę mi przypomina stylistycznie piosenki k-popowe. Będzie po angielsku. Niestety, ale tego akurat utworu nie dam rady przetłumaczyć na polski.
Będzie też dużo utworów w tym nowym materiale po polsku i trochę po hiszpańsku, więc mam nadzieję, że po prostu trafią do Was te teksty.
JM: A bardziej czujesz się na siłach w tym latino czy klubowych utworach, a może w innym gatunku?
KS: Ja już się dałem poznać wszystkim z wielu stron. Zarówno z tej strony emocjonalnej, balladowej, kiedy wydałem „Pray” do preselekcji na Eurowizję oraz kiedy miałem klubowy epizod, czyli „Lovesick”. Manewrowałem sobie można powiedzieć. Jeszcze wcześniej stworzyliśmy „Pocałunek Słońca”, który był bardzo polski brzmieniowo. I to też nie było złe. Ale teraz już wiem, że super się odnajduję i lepiej się czuję w klubowych klimatach i latino. Myślę, że to jestem tak naprawdę ja.
JM: W utworze pada takie zdanie „jesteś mym najgorszym snem”. Dlaczego użyłeś takiego mocnego stwierdzenia właśnie?
KS: To prawda, to jest mega mocne stwierdzenie. Kiedy pisaliśmy ten utwór, to się zastanawialiśmy, czy to nie jest zbyt dosadne i nie będzie brzmiało cringe’owo. Uważam, że im więcej autentyczności, im więcej takich dosłownych stwierdzeń jest w tekście, tym lepiej, bo każdy będzie mógł się utożsamić ze swoją historią. Rzeczywiście opowiadam o osobie, która była moim najgorszym snem.
Już teraz zostawiłem to totalnie za sobą, jestem myślami gdzieś indziej. Ten utwór tworzyliśmy wiele, wiele miesięcy temu i to był taki moment kulminacyjny, kiedy mogłem wylać swoje emocje i to uwolnić. Mam tak, że jak już coś z siebie uwolnię i powiem o tym głośno, to potem pozwalam temu żyć własnym życiem. Idę totalnie inną drogą i gdzieś to zostawiam za sobą. Więc nie jest tak, że żywię do kogoś urazę w dalszym ciągu, po prostu ten zeszły rok bardzo mocno dał mi w kość.
JM: Ale tak naprawdę ta piosenka ma dosyć uniwersalne znaczenie, bo każdy może ją zinterpretować na własny sposób i to akurat jest piękne w muzyce.
KS: Dokładnie, też tak uważam. Jeszcze chciałem nawiązać do tego, że to jest właśnie odnośnie relacji nie miłosnej, którą zakończyłem w zeszłym roku i był to bardzo ciężki dla mnie czas. Stwierdziłem, że super by było, żeby ten pierwszy singiel, który wydam po przerwie, był takim dosadnym zamknięciem tego, co sprawiło, że było mi mega ciężko.
JM: Jeśli chodzi też o sam utwór, to jak słuchałam drugiej zwrotki, miałam wrażenie, że słyszę inspirację utworem „All Around the World”, co widzę, że się potwierdza (śmiech). Jakimi wykonawcami albo faktycznie brzmieniami, jeśli chodzi o ten klimat elektroniczny, EDM-owy, inspirujesz się i inspirowałeś się na tej płycie?
KS: Pamiętam, że jak powstało pierwsze demo to stwierdziliśmy, że utwór brzmi trochę jak INNA. Ja bardzo lubię INNĘ, to jest rumuńska wokalistka, artystka i jest moją ogromną inspiracją. Nawet gdzieś tam w backgroundzie, w bassie jest też taki sample, który mi trochę przypomina jej utwory i to powstało totalnie intuicyjnie. Wszyscy, którzy mnie obserwują wiedzą, że kocham INNĘ, ale chłopaki, producenci, z którymi robiliśmy ten utwór, totalnie nie wiedzieli, więc to przyszło tak na maksa naturalnie.
Później stwierdziliśmy, że mega by pasowała właśnie ta wstawka z ATC i myśleliśmy o tym, żeby dać ją w refrenie. Jednak stwierdziłem, że to już byłoby za dużo. Wykorzystaliśmy ten sample na linii melodycznej, ale tekst jest po polsku i mówi o mojej historii. Myślę, że to jest super, bo kocham ATC „All Around The World”. Nawet jak Ava Max zrobiła swoją wersję i jej słuchałem, to tak sobie myślałem, że też kiedyś chciałbym się zainspirować kultowym utworem, który uwielbiam i który lubię od dziecka, żeby móc gdzieś przemycić go w swojej twórczości.
JM: Skoro już wspomniałeś o INNIE, to chciałbyś może z nią zrobić collab? Na pewno na polskiej scenie by to było wielkie poruszenie, zrobić z taką artystką utwór. Myślę, że w twoich kierunkach i twoich inspiracjach muzycznych to by mogło się udać, tylko INNA musi to zobaczyć (śmiech).
KS: Musi to usłyszeć, dokładnie!
Miejmy nadzieję, że się kiedyś to uda, ponieważ to jest jedno z moich ogromnych marzeń. Wiem, że Gromee ma na koncie duet z INNĄ, ponieważ zrobili kiedyś wspólnie utwór, więc jestem mega zazdrosny, ale dajcie mi jeszcze chwilę. (śmiech)
JM: Ostatnio wspomniałeś, że jesteś najodważniejszą wersją siebie. Czy w tekstach swoich piosenek też to będzie ukazane? Czy są też takie tematy piosenek, o których też chciałbyś opowiedzieć, a wcześniej nie miałeś takiej możliwości?
KS: Jest na pewno mnóstwo takich tematów i cieszę się, że mogę po prostu o tym mówić wprost. Jestem bardzo wdzięczny, że mogę po prostu wyrażać siebie za pomocą muzyki, ale też być w stu procentach autentyczny i nie musieć nikogo udawać. Tak, to jest chyba taka najprawdziwsza wersja Kuby Szmajkowskiego, jaką możecie poznać, jaką mieliście okazję poznać do tej pory. Myślę, że ta płyta będzie naprawdę takim sporym zaskoczeniem tego, jak bardzo się zmieniłem, jak bardzo czuję muzykę, jak bardzo czuję siebie i nie mogę się doczekać, jak już usłyszycie całość. Już mam nawet wybraną nazwę krążka, ale nie chcę zdradzać.
JM: Ostatnio też miałeś swój występ w Warszawie. Jak wspominasz czasy, kiedy też kilka lat temu koncertowałeś, czy choćby z 4Dreamers, czy solo podczas różnych eventów? Czy chciałbyś wyruszyć w taką swoją solową trasę koncertową po różnych miejscach w Polsce?
KS: Myślę, że na początku zaczniemy od klubów i jest to gdzieś w planach. Myślimy o tym bardzo intensywnie, ale na razie się skupiam na tym, żeby wydać kolejne single, spiąć cały materiał płyty do końca. Ale koncerty są cudowne. Jest to jedyna i niepowtarzalna okazja do tego, żeby spotkać się z moimi odbiorcami.
To był taki pierwszy, jeden z pierwszych koncertów po dłuższej przerwie i jest to niezapomniana energia. Nie mogę się doczekać, jak się będziemy widzieć na kolejnych, więc szczegóły mam nadzieję soon. To lato też będzie intensywne, jeśli chodzi o koncerty. Musimy też przygotować całe show. Chciałbym od podstaw to wszystko fajnie przemyśleć z tancerzami i nie tylko, więc będzie super. I’m super excited! Jest to totalnie mój nowy początek i czuję się, jakbym debiutował.
JM: W sumie debiutujesz.
KS: Debiutuję, można powiedzieć, bo pierwsza płyta i już tak poważnie o tym wszystkim mówię i myślę. Nie twierdzę, że wcześniej nie myślałem poważnie ani nie mówiłem, ale próbowałem po prostu znaleźć siebie, manewrując między gatunkami różnymi. Od ballad po klubowe brzmienia i jakieś inne gitarowe klimaty, ale teraz już rzeczywiście wiem w którym kierunku.
JM: Wcześniej też wspomniałeś o „Pray” w kontekście Eurowizji. Jak wiemy w tym roku nie startujesz w preselekcjach, ale czy któraś z Twoich piosenek, która jest właśnie na tej płycie, uważasz, że miałaby potencjał, żeby zakwalifikować się właśnie na te preselekcje, jak i później na tę eurowizyjną scenę?
KS: Myślę, że na preselekcje to bez problemu (śmiech), ale czy tym materiale znalazłbym na tyle mocny utwór, żeby móc reprezentować nasz kraj na arenie międzynarodowej? Nie wiem. Ciężko jest mi to stwierdzić, ponieważ totalnie wypadłem z tego tematu eurowizyjnego.
Oczywiście śledzę i trzymam kciuki za Alicję i mam nadzieję, że to ona pojedzie do Wiednia.
Wierzę mocno, że to „PRAY” będzie reprezentowało nasz kraj, ale troszeczkę wypadłem z tego tematu nie ukrywam. Bardzo się skupiłem na swoim materiale i nie śledzę aż tak bardzo tych wszystkich preselekcji, które odbywają się w całej Europie.
Ja już powiedziałem, że jeżeli wrócę do tych preselekcji, to muszę wrócić z tak mocną piosenką, że już po prostu wiem, że to się obroni na arenie międzynarodowej. Więc nie wiem. Jest to dobry materiał muzyczny, ale nie wiem, czy byłby eurowizyjny. Okej. Ciężko jest też stwierdzić, wiesz, ponieważ każdy mówi „o, to jest eurowizyjna piosenka”, a teraz według mnie wygrywają totalnie nie eurowizyjne piosenki.
JM: Ja też mam takie przekonanie wśród polskich wykonawców, jak i managementów, że próbują na siłę stworzyć eurowizyjny utwór, taki eurowizyjny. To jest jakiś…
KS: Tak, patetyczny…
JM: Podgatunek jakiś, o którym nikt nie ma pojęcia tak naprawdę.
KS: Co to znaczy?
JM: No właśnie, co to znaczy?
KS: Dla jednego dany utwór jest eurowizyjny, a dla drugiego nie. Ja w ogóle nienawidzę tego stwierdzenia „eurowizyjna piosenka”, bo według mnie to zabija całą zabawę i cały koncept eurowizji, jaki ten konkurs ma sam w sobie. Czyli, że ma to być coś nieprzewidywalnego, coś co cię chwyci za serce. Coś, czego jeszcze nie słyszałeś, coś, czego jeszcze nie mogłeś się spodziewać. I to jest takie trochę kategoryzowanie. Będę absolutnie przeciwny właśnie takim stwierdzeniom, że oto jest eurowizyjna piosenka. Ja totalnie nie czuję tego określenia, ale mogę być w błędzie.
JM: Czym możesz zaskoczyć jeszcze swoich fanów przed premierą swojego albumu? No i w sumie po premierze.
KS: Myślę, że ten drugi utwór będzie taki mocno k-popowy. Trochę nawet słyszałem stwierdzenia, że przypomina Timberlake’a. Jeszcze tym, że zatańczę – to mogę zdradzić. Na razie chyba nie chcę więcej nie powiem.
Teraz skupiam się na tym, żeby wykreować fajne music videos, żeby to było spójne wizerunkowo i żeby po prostu regularnie wydawać muzę. Trochę mam presję czasu, bo chciałbym koniec marca początek kwietnia wydać już kolejny utwór. Ale myślę, że zrobię tym razem tak, że nie zdradzę wam daty, tylko po prostu zobaczycie już utwór na Spotify w dniu premiery.
JM: Czyli musimy się spodziewać niespodziewanego. Takie rzeczy to ja lubię najbardziej! Tym samym dziękuję bardzo za rozmowę.
KS: Super, dziękuję!
