Religia i pop. Pharrell Williams feat. Voices Of Fire – Ophanim, 2025 (recenzja)

Amerykański artysta Pharrell Williams, delikatnie zaszalał. Ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa.

Pharrell wraz z chórem Voices Of Fire wydał krótkogrający, choć bardzo treściwy, album muzyczny o tytule Ophanim. Premiera płyty odbyła się 12 września 2025 roku i zawiera trzynaście numerów. Ophanim to krążek, który udowadnia, że wiara, chór, emocje i wielkie nazwiska nie przeszkadzają, a wręcz wzbogacają popowy język. Co jak co, ale takiego projektu muzycznego od Williamsa absolutnie się nie spodziewałam. Mega ciekawa, jak i zaskakująca, odmiana oraz niespodzianka. Artysta wziął na warsztat duchowy materiał. Zaprezentował on połączenie chóru, gospelowe harmonie, współprace z rozmaitymi wokalistami i wokalistkami oraz mieszankę gatunków muzycznych i klimatów.

Pierwszy raz w życiu recenzuję taką płytę, która ma mega krótkie kawałki w trackliście. Lecz spróbuję, bo czemu nie?

The One to zapowiedź (i początek) charakteru albumu – czyli chór, podniosłość i głębia. Ów ton wnosi do piosenki pewną prostotę i spokój, a jednocześnie refren niesie nadzieję. To doskonałe otwarcie, które przygotowuje słuchacza na duchową podróż.

Jeśli utwór Business jest z artystą, który nazywa się John Legend, to znaczy, że będzie grubo. A przynajmniej ja tak uważam, ponieważ jego numery – dla mnie – to nie są przelewki. Tak też jest w tym przypadku.

Are you ready? nabiera energii, gdy się tego słucha. Dynamiczne tempo i wyraźny rytm zachęcający do refleksji oraz działania. Muzyczne pytanie retoryczne o gotowość na zmianę, nadzieję, a nawet duchowy wzrost.

Cieszę się, że w muzycznej propozycji o tytule Won’t he do it? pojawił się Teddy Swims, który dodał świeżości i soulowego charakteru, a chór podbija przekaz nadziei i zaufania. A że mam fazę na jego twórczość, to radość moja jest podwójna.

Reborn to ostatni numer na płycie Ophanim. Dla mnie jest to najlepszy banger, który przyprawia o gęsią skórkę.

Tak jak wcześniej wspomniałam, takiej płyty w dyskografii Pharrella Williamsa – z gościnnym udziałem chóru Voices Of Fire – nigdy w życiu się nie spodziewałam. Ale wiecie co? Fajnie. Wreszcie coś niespodziewanego – innego, ładnego. Miła niespodzianka i odmiana, biorąc pod uwagę całą branżę muzyczną (światową) ostatnimi czasy. Ubolewam tylko nad tym, iż Ophanim jest takie krótkie.

Czytaj również