Uciekając przed strzałą Amora. Olly Alexander – Polari, 2025 (recenzja)

Inne recenzje

Po niepowodzeniu na Eurowizji 2024, na której dumnie reprezentował Wielką Brytanię, Olly Alexander tworzący już pod własnym nazwiskiem (a nie jako zespół Years & Years) nie zrobił sobie przerwy od muzycznych osiągnięć i postanowił podarować światu swój debiutancki, choć tak naprawdę czwarty już album studyjny, który tworzył przez ostatnie dwa lata wraz ze znanym i szanowanym w muzycznym świecie, producentem Danny’m L Harle. Obu panów połączyła miłość do klubowej muzyki z lat 80. i to wyraźnie słychać w przeważającej części krążka. W jaki świat tym razem zabiera nas brytyjski wokalista ponad dekadę po swoim debiucie?

Polari to wywodzący się z XVI-wiecznej społeczności romskiej zakodowany slang, który stał się tajnym językiem używanym przez homoseksualistów i osoby piętnowane w XX w. Olly po raz pierwszy zetknął się z tą koncepcją przy okazji swojego coming outu. Artysta zgłębiał temat, grając Richiego w serialu „Bo to grzech”, w którym zmagał się z pytaniami o tożsamość, wyrażanie siebie i stosunek do społeczeństwa. Pytania te od zawsze towarzyszą Brytyjczykom i od początku przejawiały się w historii muzyki pop, wystarczyło tylko wiedzieć, gdzie ich szukać.

Album otwiera tytułowe krótkie Polari czyli mocno elektroniczna mieszanka lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Choć to kawałek krótszy niż półtorej minuty, artysta nagrał do niego teledysk przepełniony emocjami, efektami wizualnymi i specjalną choreografią.


Ten zwariowany i chaotyczny wstęp przenosi nas do mrocznej czeluści płyty. Strzała Kupidyna musi trafiać prosto w serce, bo melodia Cupid’s Bow od pierwszych sekund wywołuje we mnie dreszcze. Beat jest agresywny, brzmi trochę jak lata 80. a trochę jak muzyka przyszłości. Melodia przypomina mi o Strange And Unusual z albumu Night Call, albo perfekcyjnym, mającym już ponad dziesięć lat Real, ale tutaj brzmienie jest szybsze, bardziej energiczne i intensywne. Teledysk do tego arcydzieła to dowód na to, że nie potrzeba dużego budżetu, aby realizować swoją artystyczną wizję i tworzyć ambitne projekty o wysokiej jakości. Wizualna całość podkreśla motyw płyty, co zdecydowanie dodaje jej charakteru.


Najbardziej pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie niewątpliwie piosenka nr 3 czyli I Know. Kawałek przypomina mi o debiutanckim albumie Years & YearsCommunion i przenosi mnie znów do 2015 roku. Jest niezwykle świeży, nostalgiczny i wpadający w ucho. Cały czas po cichu liczę, że również doczeka się teledysku, bo ma olbrzymi potencjał. Zdecydowanie mój faworyt na Polari.

Kolejnym materiałem na genialny singiel jest utrzymane w już zupełnie innym stylu Shadow Of Love, które od pierwszych sekund intryguje mroczną melodią wyjętą prosto z lat 80. Przyznam, że dawno nie słyszałem tak ciekawych dźwięków w muzyce i mało który refren tak bardzo wpadł mi w ucho z całą swoją oryginalnością. Syntezatorowe uderzenia nadają tutaj nastrojowości, którą po prostu uwielbiam.

Oto historia obejmująca stulecia, wypełniona ukrytymi znaczeniami i zakazaną miłością, sposobem na otwarte wyrażenie siebie za pomocą tajnego kodu. Polari stało się moim światłem przewodnim, miejscem, w którym mogłem podróżować w czasie i tworzyć muzykę, która czerpie odniesienia z przeszłości i remiksuje ją w przyszłość. Zawsze pisałem piosenki o miłości, ale odkryłem, że zyskałem nową perspektywę, wykraczającą poza moje zwykłe lęki i niepewność. Polari przyniosło mi tak wiele rzeczy, praktykę twórczą, artystyczne schronienie – była to podróż, która przyniosła mi wiele niespodzianek – podobnie jak sam język. Ten album jest dokumentacją tej podróży i celebracją bycia żywym. Witamy w Polari.

Olly Alexander o Polari

Make Me A Man to dla mnie osobiście najdziwniejsza piosenka na całej płycie. Zaczyna się świetnym, mocnym elektronicznym beatem, przeplatanym gitarowymi riffami przywołującymi mi na myśl album Radical Optimism Dua Lipy (za którego produkcję Danny L Harle również jest odpowiedzialny), a potem kończy się refrenem, który jest dosyć nudny i nieporywający zarówno brzmieniowo, jak i wokalnie.

Jeśli chodzi o Dizzy, które również znalazło się na Polari, dla mnie jest to jeden z najgorszych utworów w karierze wokalisty, a naprawdę próbowałem go polubić zarówno przy okazji zeszłorocznego Konkursu Piosenki Eurowizji, jak i przy odsłuchiwaniu w całości nowego albumu. Brzmi jak setki innych piosenek, a melodia jest na tyle irytująca, że wokal artysty (który osobiście uważam za świetny) wydaje mi się po prostu okropny.

Niestety słabych momentów na płycie jest więcej. Beautiful i Heal You to dla mnie kawałki, których tak naprawdę mogłoby nie być. Są po prostu nijakie a przy tym denerwujące. Znów mamy niewyróżniające się niczym brzmienia i wokal, który na pewno nie chwyta za serce, podobnie jak dosyć banalne i krótkie teksty.

Na szczęście Archangel przychodzi na ratunek i dodaje uroku przyjemną od pierwszych sekund melodią i lekko elektronicznym refrenem z fajnym basem. Tutaj nie słychać już tak bardzo lat osiemdziesiątych, lecz bardziej jest to kawałek na miarę obecnych czasów. Razem z I Know bez problemu mogłyby znaleźć się na poprzednich krążkach artysty.


Bardzo fajne jest też Miss You So Much, które wbrew pozorom nie jest smutną piosenką, bo melodia mogłaby być największym wakacyjnym przebojem sprzed czterdziestu lat.

W When We Kiss trochę rozczarował mnie refren, który wydaje się nie odsłaniać całego potencjału zarówno początkowego brzmienia utworu jak i wokalu artysty. Nie mniej jednak kawałek jest niezwykle emocjonalny a melodia wpada w ucho. Genialna okładka i znów artystycznie dopracowany w każdym szczególe teledysk rekompensują ewentualne niedociągnięcia.


Whisper In The Waves to natomiast najspokojniejsza i najbardziej romantyczna piosenka, zainspirowana greckim mitem o Odyseuszu i jego relacji z nimfą Kalipso. Sam artysta podkreślał, jak bardzo inspiruje go motyw wody, co najlepiej odzwierciedlał jego poprzedni album – Night Call. Melodia jest magiczna, kojąca, pełna emocji, a wokal artysty jest tutaj wyeksponowany bardziej, niż kiedykolwiek. Romantyczny i zmysłowy teledysk opublikowany w dniu premiery całego krążka pozwala mi sądzić, że być może jest to jeden z najlepszych utworów w karierze Olly’ego.

Lekkim rozczarowaniem był dla mnie ostatni utwór na płycie, czyli dobrze zaczynające się i nie porywające później w refrenie Language. Na pewno na uznanie zasługuje tutaj wysublimowany tekst, jednak na zakończenie oczekiwałbym czegoś bardziej wyjątkowego. Myślę, że nawet umieszczenie na końcu Whisper In The Waves dodawałoby lepszego klimatu.

(…) so I’ll stop the world from turning
Stars are all ablaze
No word in any language
A feeling with no name (…)

Polari to przyjemny album pełen popowych brzmień, mocno zainspirowanych latami osiemdziesiątymi. Choć nie jest to być może poziom Communion, a pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że bardziej oryginalny i nowatorski był Night Call, można tu usłyszeć po części z wszystkich trzech poprzednich albumów wokalisty. Są mocniejsze i słabsze momenty, z przeważającą częścią niestety tych drugich. Bronią się na pewno okładka, klimatyczne i spójne ze sobą teledyski oraz kilka nostalgicznych, fajnych brzmień.

Przyznam, że trochę się rozczarowałem i chociaż single zapowiadające album (z wyjątkiem Cupid’s Bow) nie były specjalnie porywające, to jednak oczekiwałem od tego krążka czegoś lepszego. Jest to raczej album, który po kilku przesłuchaniach odejdzie w zapomnienie, ale są piosenki, dla których będzie chciało się wrócić.


































Olly Alexander (Years & Years) -
  • Data premiery: 07 02 2025
  • Single: Dizzy / Cupid's Bow / Polari / Archangel / When We Kiss / Whisper In The Waves
Najlepsze utwory:
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Jakub Zapała
Jakub Zapała
Miłośnik muzyki pop w różnych wariacjach. Lady Gaga, Ariana Grande, Charli XCX, Kim Petras, Tove Lo - bez tych pań nie wyobrażam sobie życia. Wciąż szukam nowych muzycznych fascynacji i odnajduję inspirację w przeróżnych dźwiękach. Poza tym kończę pisać swoją pierwszą książkę, piszę wiersze, uczę się portugalskiego i poznaję na nowo kolejne miejscówki w moim ukochanym mieście czyli Krakowie. Marzą mi się studia dziennikarskie i zwiedzenie Japonii.

Czytaj również