Uwielbiam muzykę, która przenosi mnie do innego świata. Taką, która rozbudza emocje, pozostawia pytania, porusza wyobraźnię i nie daje o sobie zapomnieć. Do twórców takiej muzyki bez cienia wątpliwości zaliczam Aurorę, norweską artystkę, obdarzoną niezwykłym talentem do trafnego przekazywania myśli, anielskim głosem i wybitną charyzmą przyciągającą tłumy. We wtorek 24 września, Aurora obdarzyła swoją magią słuchaczy zebranych podczas niemalże wyprzedanego koncertu w warszawskim Torwarze.
Trwająca trasa koncertowa promuje album What Happened To The Heart?, więc to właśnie piosenki z tego albumu zdominowały repertuar. Dla wielu słuchaczy była to pierwsza okazja by usłyszeć na żywo takie kawałki jak hipnotyczne When The Dark Dresses Lightly czy The Soul With No King. Oczywiście nie mogło zabraknąć także ulubionych kawałków słuchaczy z poprzednich płyt. Koncert rozpoczął się od jednej z moich ulubionych piosenek Churchyard. Pojawiły się wielkie hity, takie jak Running with the wolves, Queendom czy wspaniałe Runaway. Najbardziej poruszającym momentem koncertu było dla mnie wykonanie ballady Exist For Love. Artystka tańczyła, śmiała się, opowiadała o swoich doświadczeniach i źródłach inspiracji. Nie zabrakło też kilku anegdotek. Aurora potrafi stworzyć wokół siebie mistyczną, tajemniczą aurę, co w połączeniu z jej wrodzonym urokiem osobistym, niebywałą wrażliwością i empatią, oraz szczerością w przekazywaniu tego co uważa za najważniejsze sprawia, że obok jej słów i utworów nie da się przejść obojętnie. Oli Skyes z Bring Me To Horizon powiedział raz, że „Aurora jest idealnym przykładem tego, kim powinna być gwiazda pop” oraz, że „tak powinna wyglądać nowa fala gwiazd pop – gwiazdą pop powinien być ktoś, kto ma dobre piosenki, ale jest także prawdziwą osobą, z odwagą do mówienia o tym w co wierzy, osobą, którą obchodzi świat”. Świetnym przykładem jest utwór The Seed, bezkompromisowo zwracający uwagę na cenę jaką przyjdzie ludzkości zapłacić za zachłanność i konsumpcjonizm, który również wybrzmiał podczas warszawskiego koncertu. Kolejnym przykładem jest uwielbiany przez fanów, energetyzujący, taneczny kawałek The Cure, krytykujący terapię konwersyjną. Kawałek jest niesamowicie chwytliwy, świetnie brzmi na żywo i błyskawicznie ożywił tłum, będąc świetnym oderwaniem od licznych ballad i spokojnych aranżacji.
Był to czwarty koncert Aurory, w którym uczestniczyłam i jak zwykle opuściłam salę zachwycona. Aurora nigdy nie zawodzi, ma świetną kontrolę nad delikatnym, anielskim głosem oraz zapadające w pamięć show, podczas którego potrafi stworzyć unikatową, magiczną atmosferę. Spotkałam się kiedyś ze stwierdzeniem, że przypomina istotę nie z tego świata. Obserwowanie jej na scenie to czysta przyjemność, jej słowa i muzyka pozostawia w odbiorcy poczucie ciepła, ukojenia i zrozumienia, mimo że zachęca do myślenia i przeżywania także trudnych emocji. Z przyjemnością obserwuję, jak artystka rozwinęła się na scenie – jak zaufała swojej charyzmie, jak wzrosła jej swoboda i pewność siebie, oparta o grono wiernych, wspierających ją fanów. Co więcej, z każdą wizytą w Polsce jej koncerty przyciągają coraz więcej odbiorców. Nie ma w tym niczego zaskakującego, gdy odwiedzi Polskę ponownie sama z przyjemnością po raz piąty pojawię się pod sceną. Mam nadzieję, że spotkam tam jak najwięcej osób – warto dać jej szansę!

