Gorąca zapowiedź nadchodzącego lata. Bebe Rexha – Bebe, 2023 (recenzja)

Inne recenzje

Najnowsze muzyczne dziecko tej utalentowanej artystki ukazało się wraz z końcówką kwietnia (dokładnie 28), będąc jednocześnie powiewem nadchodzącego lata. Dlaczego? Dlatego, że zebrany na krążku materiał, to kawał dobrej, żywej i pełnej energii muzyki. Bebe, to trzeci w dorobku album Bebe Rexhy. Ta amerykańska artystka albańskiego pochodzenia na swoim koncie ma już nie jeden hit, a teraz zyska ich jeszcze więcej.

Płytę tworzy 12 kompozycji opowiadających o różnych etapach życie Beby. To także opowieść o miłości w różnych odsłonach, do innych, samej siebie i do całej reszty. Z racji na dobre kontakty w branży, przy albumie pracował m.in David Guetta, z którym nagrała zresztą jeden z singli promujących wydawnictwo, a także Matt Burns (mający na koncie współprace producenckie choćby z Lady Gagą, Little Mix, Ellie Goulding i wieloma innymi artystami). Oprócz Guetty, Bebe Rexha zaprosiła także do współpracy muzycznej Snoop Dogg’a w utworze Satellite oraz ikonę jaką niewątpliwie jest Dolly Parton, z którą nagrała utwór Seasons.

Ten ostatni był zresztą pierwszym utworem, od którego zaczęły się prace nad albumem, a miało to miejsce w grudniu 2021 roku. To, co wyróżnia tę płytę na tle innych to niewątpliwie chwytające linie basu, taneczne rytmy no i wisienka na torcie, jaką jest barwa głosy Bebe. Ma on w sobie coś wyjątkowego, potrafi nim bardzo płynnie przechodzić w różne rejestry. Od tych nico niższych, gdzie wybija się jej naturalna chrypa w głosie (która jest genialna), po wyższe, gdzie z kolei jej głos jest nieskazitelnie czysty i czarujący.

Krążek otwiera jeden z singli Heart Wants What It Wants. Choć jego początek jest nieco bardziej stonowany i klimatyczny, to z czasem nabiera tempa. Furorę robi zwrotka na chrypce wokalnej, niezły groove nadaje linia basu, szczególnie gdy dochodzi do wejść na refreny, wtedy robi się nieco bardziej skomplikowana. Fajny kawałek, wpadający w ucho. Przyznam się, że gdy pierwszy raz usłyszałem go w radiu, byłem święcie przekonany, że to jakiś nowy kawałek od Miley Cyrus, zmyliły mnie podobne głosy w dołach. Zaraz potem mamy lekkie i idealne do majówkowego chillu Miracle Man. Po nim zaś utwór, do którego byłem nastawiony sceptycznie. Jest to Satellite z udziałem Snoop Dogg’a. Wiem, że sam jego udział zazwyczaj jest przepisem na sukces, ale jakoś jego partie nie zawsze do mnie przemawiały, tu jest jednak inaczej. Mój pogląd zmienia ciekawa melodia, funkowy bas i linia gitary. W refrenach zaś Bebe może rozwinąć swoje wokalne skrzydła w wyższych rejestrach.

Przy takiej ilości dobrych kompozycji, ciężko wybrać kilka z nich, które chciałbym przybliżyć Wam w chociaż kilku zdaniach. Na to miano na pewno zasługuje When It Rains. Mimo, że jest to utwór stylistycznie, jak i muzycznie podobny do tych wydawanych przez choćby Avę Max i inne artystki będące na topie, to ma w sobie coś, co mnie urzekło. Nie wiem tylko jak ubrać to w słowa, dlatego pokuszę się o stwierdzenie, że ma w sobie właśnie tę jedną rzecz, która sprawia, że mnie chwyta. Call On Me, to kolejny z singli promujących krążek. Bardzo dobry wstęp do utworu, perkusja na hi-hacie i stopie, gitara elektryczna na palm-mute, potem klawisz solo i mamy tzw. klubowe bum. Prosty przepis na hit. I’m Good (Blue), nie muszę chyba nikomu przybliżać. W ostatnich miesiącach utwór ten podbił listy przebojów na całym świecie. David Guetta wie, jak wyprodukować hit, do tego na warsztat wzięty sampel z wielkiego hitu grupy Eiffel 65, Blue (Da Ba Dee).

Totalnym sztosem i chyba jednocześnie jednym z najlepszych utworów, i odkryć jest dla mnie I’m Not High, I’m In Love. Dawno nie słyszałem tak genialnej popowej kompozycji. Polecam słuchać go na słuchawkach, bo w pierwszej zwrotce zastosowano fajny zabieg. Gdy mamy coś w rodzaju dialogu z samą sobą, najpierw głos Beby pojawia się w lewym uchu, zaś dopowiedzenie później tylko w prawym. Dla mnie petarda. Kompozycja bardzo energiczna, szybko porywa do tańca. Jednak jej esencją jest to, co zaczyna się dziać pod koniec utworu. Najpierw wchodzi genialne, soczyste solo gitary, później zwolnienie tempa, jak w jakimś jazzowym standardzie, by później znów stopniowo się rozpędzić, majstersztyk.

Odnoszę wrażenie, że w dalszej części płyty, począwszy od wcześniejszego utworu, utwory zaczęły nabierać innego wydźwięku. Może to mieć związek z tym, o czym opowiadają teksty, czyli odniesienie do różnych etapów życia. W tej części mamy piosenki o całkowicie innym muzycznym kunszcie. Blue Moon przypomina mi stylistycznie utwory ABBY. Coś na wzór Gimme Gimme Gimme itp. Utwór do tańca, ale nie taki typowy. Ma w sobie wiele składowych, które powodują, że to kolejny sztos. Galopujący bas, w refrenach przebijające się flety (nie wpadłbym na to), do tego elektryczna gitara z pazurem. Pojawiło się kolejne jej solo, co jest jak zawsze tym, co mnie z marszu kupuje. Znów mieliśmy bridge, tym razem, przez chwilę acapella. Świetnie sprawdzi się na koncertach, już widzę tłumy klaszczących fanów w tym momencie. Co ciekawe, po tym przejściu nastąpiła modulacja do wyższej tonacji.

Born Again osadzone jest już w kompletnie innym klimacie. To spokojna ballada, gdzie prym wiedzie akustyczne brzmienie gitary, pięknie poprowadzone dźwięki pianina oraz chór gospel w tle, dodający podniosłego charakteru. Na przełamanie tego stanu wchodzi dynamiczne I Am. Super zrobione zwrotki, mocne falsety – miodzio. Całość zamyka Seasons z Dolly Parton, które jest w pewnym sensie ukoronowaniem materiału zebranego na płycie. To zupełnie inna odsłona Rexhy niż ta, którą do tej pory znaliśmy. Bardzo poruszająca kompozycja. Głosy obu pań w refrenach tworzą magię i idealnie się dopełniają.

W przypadku idealnych albumów tak już jest, że mimo pewnych założeń, jakim było wybranie kilku utworów, którym poświęcę kilka zdań, po prostu staje się to niemal niewykonalne. Bebe, to zbiór tak dobrych kompozycji, że nie mogłem pominąć którejś z nich, nie wspominając o niej choćby jednym zdaniem. Słuchałem i recenzowałem w tym roku już wiele albumów, zarówno zagranicznych, jak i z naszego rynku muzycznego. Przyznam, że myślałem, że nic już mnie nie zaskoczy no i jak to zwykle bywa – myliłem się. Bebe Rexha ma w sobie talent, który ciężko jest ubrać w słowa. Mówi się, że do trzech razy, sztuka. To jej trzeci album i jest on mówiąc jednym słowem genialny! Nie ujmując oczywiście jej wcześniejszemu dorobkowi płytowemu. Dawno nie słuchałem płyty, przy której co chwilę miałem banana na twarzy i łapałem się za głowę myśląc – „matko jakie to jest genialne!!”. By po chwili zrobić to samo, bo kolejny utwór jest jeszcze lepszy od poprzedniego. Za jej muzycznym sukcesem stoi przede wszystkim to, że jest autentyczna w tym, co robi. Nie stara na siłę się przypodobać, iść za popularnym nurtem, czy szukać jakiejś barwy podobnej do kogoś innego. Wszystko co wychodzi spod jej skrzydeł, jest naturalne i to jest właśnie wg. mnie istotą twórczości muzyka. Być sobą i autentycznym. Na koniec dodam, że ciężko doszukać się na tej płycie słabych punktów, bo ich tutaj nie ma. Wszystkie kompozycje mają w sobie coś unikalnego, są na wysokim poziomie muzycznym. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, a jeszcze pewnie wiele z utworów stanie się singlami goszczącymi na listach przebojów. Życzę Wam miłego odsłuchu i zachęcam Was do niego, bo warto posłuchać tego świetnego krążka, który będzie, a w zasadzie już jest kopalnią hitów.

Bebe Rexha - Bebe
  • Data premiery: 28 04 2023
  • Single: I'm Good (Blue), Call On Me, Heart Wants What It Wants
Najlepsze utwory: Call On Me, I'm Not High I'm In Love, Blue Moon
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Sebastian Torbicz
Sebastian Torbicz
Muzykolog, absolwent KULu w Lublinie. W wolnych chwilach lubi słuchać Bon Jovi, Delty Goodrem, muzyki francuskiej i wielu innych artystów. Ulubione gatunki to rock i pop. Otwarty na poszukiwanie i odkrywanie nowości w muzycznym świecie. Prywatnie muzyk samouk.

Czytaj również

Najnowsze muzyczne dziecko tej utalentowanej artystki ukazało się wraz z końcówką kwietnia (dokładnie 28), będąc jednocześnie powiewem nadchodzącego lata. Dlaczego? Dlatego, że zebrany na krążku materiał, to kawał dobrej, żywej i pełnej energii muzyki. Bebe, to trzeci w dorobku album Bebe Rexhy. Ta amerykańska...Gorąca zapowiedź nadchodzącego lata. Bebe Rexha - Bebe, 2023 (recenzja)