Album zdecydowanie dla koneserów. P!nk – TRUSTFALL (2023), recenzja

Inne recenzje

W miniony piątek 17 lutego światło dzienne ujrzał już dziewiąty w dorobku album Alecii Moore, znanej wszystkim jako P!nk. Nosi on tytuł Trustfall, podobnie zresztą jak jeden z utworów. Na płycie znalazło się 13 kompozycji. Usłyszymy zarówno popowe ballady, jak i wiele innych muzycznych styli.

Jak taki rozstrzał stylistyczny ma się do jakości albumu? To okaże się gdy zdradzę co nie co na temat piosenek z płyty, jak i moich wrażeń po ich odsłuchu. Sylwetki artystki nie ma chyba co przybliżać. Wątpię, że są jeszcze ludzie, nie mówię tu może o młodzieży, którzy chociaż raz nie usłyszeli o P!nk.

Te najbardziej pozytywne odczucia zostawię sobie na koniec. Zacznijmy zatem od nieco słabszych punktów, a jak dla mnie jest takich sporo. Na pewno nie ma co wymagać, że artystka o takiej sławie i po tylu latach na scenie, będzie zmieniać swój wypracowany styl tworzenia, by przypodobać się jeszcze większej liczbie słuchaczy. Wręcz odwrotnie, odnoszę wrażenie, że z wiekiem zaczyna brakować P!nk tego pazura z wcześniejszych lat. Nastąpił u niej okres wyciszenia, poświęcenia się rodzinie, a co za tym idzie możemy odczuć to także w jej muzyce. Zresztą muzyka jest najlepszym narzędziem dla artysty do przekazywania swoich odczuć w danej chwili i emocji, które mu towarzyszą.

Dlatego też, na Trustfall królują głównie popowe ballady, czasem dość przynudzające, jak otwierające album When I Get There. Zaś w Turbulence pomimo fajnego początku odnoszę wrażenie, że zbyt długo budowane jest napięcie od zwrotki do refrenu. Zastanawiałem się nawet kiedy on nastąpił, bo pojawiło się już płynne przejście do drugiej zwrotki.

Podobnie jak i dość duża ilość ballad, nie przemawiają do mnie duety, których na płycie znalazło się aż trzy. Do współpracy P!nk zaprosiła The Lumineers w utworze Long Way to Go, First Aid Kit w Kids in Love, a także Chrisa Stapletona w zamykającym album Just Say I’m Sorry. Przyznam szczerze, że słuchałem go wieczorową porą i blisko mi było do uśnięcia. Nie ujmując nic wokalnym umiejętnościom obojga, szczególnie barwy Christa w tej piosence, to był on po prostu bez życia. Liczyłem na zamknięcie z przytupem.

Wspominałem wcześniej o stylistycznej mieszance i taka rzeczywiście się pojawia. Bo oprócz tych popowych ballad, mamy także i żywsze kompozycje. Znajdą się utwory zbliżone stylem do country, gdzie prym wiedzie gitara akustyczna. Takim jest chociażby Last Call, bardzo fajna, lekka i przyjemna kompozycja. Podobają mi się w niej przejścia do refrenów. W stylu country jest także duet z First Aid Kit.

O mocnych stronach miało być później, przyszła więc i na nie pora. Jedną z perełek na tej płycie jest dla mnie Runaway. Energiczny utwór, wokalnie może bez szaleństw, natomiast jej ogromnym plusem jest warstwa muzyczna. Również P!nk dała się ponieść muzycznie, tworząc utwór w nurcie lat 80tych. Dobrze brzmiące syntezatory, wpadający w ucho bit. Świetna kompozycja. Podobnie jak tytułowe Trustfall. Co prawda może mniej dynamiczne, jednak taneczne utwory bardziej do mnie trafiły.

Miano najlepszego utworu może należeć tylko do jednego, zatem czas na największy banger, jakim bez wątpienia jest Hate Me. To moja ulubiona piosenka z tego albumu (podejrzewam, że nie tylko moja). Zawiera ona w sobie to, co najlepszego może dać nam P!nk. Świetny i mocny wokal, powrót do pazura, którego mi w większości utworów brakowało. Kawał dobrego gitarowego grania, przeplatany szalonymi klawiszami w refrenach (robią super robotę). Mocne tempo, genialny bridge, rzekłbym, że momentami nawet mroczny. Hate Me zasługuje, by wkrótce stać się singlem. Chętnie posłuchałbym go w radiu podczas jazdy samochodem.
Po zapoznaniu się z moją opinią na temat Trustfall, wielu fanów artystki pewnie powiedziałoby, że się ze mną totalnie nie zgadza. Słusznie! Jestem świadomy tego, że P!nk sprzedała już tyle płyt i zarobiła kasy, by móc tworzyć to, co jej się podoba. Zatem zdaję sobie, że jej muzyka skierowana jest bardziej już do zdobytej grupy fanów, niż do nowych. Co nie zmienia faktu, że bardzo cieszy mnie to, że wciąż pośród swojej strefy komfortu potrafi bawić się muzyką, przeplatać na albumie różne style, czasem tak bardzo od siebie odległe. Bo gdy zestawimy Hate Me z takim Just Say I’M Sorry, to mamy tu totalną rozbieżność energii. Za to jednak wiele osób, w tym ja, kochamy muzykę. Za jej nieprzewidywalność, bo nie spodziewałem się takich perełek, pośród z góry założonego albumu opartego na popowych balladach.

Jaki z tego wszystkiego wniosek? Trustfall jest na pewno płytą, która spodoba się wiernym fanom artystki, ale też i może pozwoli jej na odrobinę sympatii ze strony postronnych słuchaczy, którzy także znajdą tu coś dla siebie. Tak samo jak ja znalazłem dla siebie utwory, które pewnie dość prędko będą grane w moim samochodzie, umilając mi podróże i dojazdy do pracy.

  • 7/10
    Sebastian Torbicz - 7/10
  • 7/10
    Łukasz Mantiuk - 7/10
7/10
Sending
User Review
6.75/10 (8 votes)
P!nk - Trustfall
  • Data premiery: 17 02 2023
  • Single: Never Gonna Not Dance Again
Najlepsze utwory: Hate Me, Runaway, Trustfall
Najsłabsze utwory: Just Say I'm Sorry, Feel Something, When i Get There


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Sebastian Torbicz
Sebastian Torbicz
Muzykolog, absolwent KULu w Lublinie. W wolnych chwilach lubi słuchać Bon Jovi, Delty Goodrem, muzyki francuskiej i wielu innych artystów. Ulubione gatunki to rock i pop. Otwarty na poszukiwanie i odkrywanie nowości w muzycznym świecie. Prywatnie muzyk samouk.

Czytaj również

W miniony piątek 17 lutego światło dzienne ujrzał już dziewiąty w dorobku album Alecii Moore, znanej wszystkim jako P!nk. Nosi on tytuł Trustfall, podobnie zresztą jak jeden z utworów. Na płycie znalazło się 13 kompozycji. Usłyszymy zarówno popowe ballady, jak i wiele innych muzycznych...Album zdecydowanie dla koneserów. P!nk - TRUSTFALL (2023), recenzja