„Przychodzę do ciebie, bo wydajesz się szczęśliwy. Chciałabym dowiedzieć się, jak to robisz”.

Szczęście. Wszyscy do niego dążymy — młodzi, starsi, bogaci, biedni. Maria Peszek tymi słowami rozpoczyna rozmowę ze swoim tatą — Janem Peszkiem. Ona — wielka artystka, krzycząca głośno o swoich przekonaniach, szuka recepty na szczęście u swojego ojca, także wielkiego artysty. Czy istnieje jedna droga do szczęścia?
Bliska jest mi twórczość Peszków, więc z niecierpliwością oczekiwałam na publikację, zwłaszcza że sama Maria wypowiadała się o niej w ten sposób:
„Tym razem nie używam zapałek. Nie wzniecam rewolucji. Nie krzyczę: „Róbmy dym”. Zeszłam z barykad. Chcę się podzielić opowieścią o niełatwej, ale wspaniałej relacji z ojcem, i ogrzać nią serca. Chcę zabrać was w podróż do źródła mojej siły, a przy okazji sama zrozumieć, skąd się wzięłam, taka, a nie inna. To opowieść o sensie rozmowy i szansie na szczęście w każdych okolicznościach. O afirmacji życia. Jest trochę jak kompas, dzięki któremu łatwiej nawigować przez niespokojny czas.”
Książka ma wiele płaszczyzn. To zarówno rozmowa córki i ojca, jak i wybitnych artystów, a także przyjaciół. Wszystkie te grupy wzajemnie mieszają się, ale nie powodują dyskomfortu u czytelnika. W moim odczuciu nie jest to wywiad rzeka, a rozmowy późnowieczorne: o poważnych sprawach, jak i tych błahych. Nie ma w niej udawania, koloryzowania. Śmiech łączy się z brutalnością.
Czytając, należy mieć otwarty umysł, nie każdemu ta pozycja przypadnie do gustu. Poruszane są tematy o życiu, sztuce, Bogu, Polakach i polityce. Osobom z dużym pokładem tolerancji z pewnością przypadnie to do gustu. W rozmowie nikt nikogo nie udaje, Jan Peszek nie ukrywa swojego prawdziwego „ja”, nie udaje. Mówi o upadkach, Maria także odkrywa swoje demony przeszłości.
Narracja nie jest poprowadzona chronologicznie i nie ma wyraźnej struktury, co w moim odczuciu nie jest wadą. Czytając o dzieciństwie Jana Peszka i jego czułych opisach momentami można przenieść się do tego świata i współodczuwać. Dzieciństwo przeplata się z problemami alkoholowymi, małżeństwem, a przepisem na idealnie ugotowane jajko. I wszystko to ma swój sens, swój cel. Bo historia opisana jest przez kolorowe, kontrowersyjne osoby.
Samej Marii jest niewiele. Pełni tam rolę nieustępliwej dziennikarki, która musi poznać odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Zazwyczaj jednak ich wprost nie dostaje. Mimo wszystko rozmowa jest niesamowicie czuła, wiele razy artystka pyta o stan zdrowia ojca. Mam poczucie, że książka nie jest wyreżyserowana, a otulona prawdziwymi emocjami. Czuć troskę Marii oraz miłość, czy dumę ojca. Jest między nimi wyjątkowa więź, pomimo różnych perypetii życiowych.
Nie jest to klasyczna biografia ani wywiad rzeka. Spodziewałam się czegoś innego, ale pozytywnie się zaskoczyłam i przesuwałam kartkę za kartką. Przez książkę przemawia naturalność. Zabrakło mi odpowiedzi na współczesne pytania, w większości były to rozmowy o przeszłości, a teraźniejszość została pominięta. Nie uważam jednak, że zmarnowałam czas, czytając ją. Nie jest kontrowersyjna, ale jak wyżej zostały zacytowane słowa artystki — nie taki był jej cel.


