Półmetek lata zastaje nas bardzo różnorodnie, za sprawą nowej odsłony Billie Eilish czy Jessie Ware. Jest też wyczekiwany powrót Muse oraz duet, którego nie możecie przegapić. Przeczytajcie i posłuchajcie nowości, które pojawiły się w tym tygodniu, by zabarwić nam te wakacje!
Billie Eilish – TV
Billie, mimo eksperymentów muzycznych, zdecydowanie ma swój styl. Słychać go w utworze TV, choć brzmienie tego kawałka jest zdecydowanie bardziej akustyczne. Piosenka opowiada o smutnym początku zakochania i poświęceniu jednej strony, które wydaje się nie być odwzajemnione. Smutna, ale jednocześnie bardzo ładna.
Kwiat Jabłoni, sanah – Warszawa ja i ty
Duet (czy też trio?), którego ponowne spotkanie w studio było tylko kwestią czasu – Kwiat Jabłoni i sanah to chyba jedne z najgorętszych polskich artystów ostatniego czasu. Utwór pochodzący z nowego albumu rodzeństwa to cover Ireny Santor pod tym samym tytułem. Przyjemna aranżacja brzmiąca jakby była nagrana w czasach podobnych do oryginału, z delikatnym smaczkiem typowym dla tych muzyków.
Jessie Ware – Free Yourself
Prawdopodobnie wykażę się teraz wielką ignorancją, ale Jessie Ware kojarzyła mi się głównie z muzyką w rodzaju Wildest Moments – nieco rzewnej. Natomiast Free Yourself to kawałek zdecydowanie zaprzeczający mojemu myśleniu! Ile tu się dzieje! Piosenka brzmi jak hit dyskotek z początku lat 90 – w najlepszym tego słowa znaczeniu. Chyba mój faworyt w tym tygodniu.
Ofelia – Ariwederczi
Ciepły, chwytliwy kawałek, w którym Ofelia przewrotnie śpiewa o miłości do samej siebie. Dobrze widzieć, jak ta młoda artystka się rozwija. Gdybym miała decydować o radiowych hitach, Ariwederczi z pewnością byłby jednym z nich.
Panic! At The Disco – Middle Of A Breakup
Nie mogę powiedzieć, że jestem fanką zespołu, ale ich kawałki mają coś w sobie. Coś, co sprawia, że ich słuchanie sprawia przyjemność. Tak jest też z nową propozycją, którą Panic! At The Disco nam serwują. Elektryzująca, gitarowa piosenka o tym, co może się wydarzyć w trakcie rozstania dwojga ludzi czerpiących z życia garściami.
Macklemore, Tones and I – Chant
Do Macklemore’a mam sentyment od czasu Can’t Hold Us. Chant należy dać trochę czasu, aby się rozkręcił, ale warto! Melancholijny kawałek z dobrze dobranym gościem specjalnym. Brzmi nieco spektakularnie, nieco walecznie.
Stach Bukowski – Lubię szare
Ciekawa propozycja od zakochanego w klimatach retro rocka Stacha Bukowskiego. Ten alternatywny kawałek wpadnie w ucho fanom nowych brzmień w gitarowej muzyce.
Muse – Kill Or Be Killed
Dawno nikt tak bardzo nie czekał na nic jak świat muzyki na nowości od Muse. Od jakiegoś czasu zespół częstuje nas nagraniami, które mają ukazać się jako całość na płycie Wild of the People w sierpniu. To, co słyszmy dotychczas, tylko zaostrza apetyt na nowy album. Kill Or Be Killed to porządna dawka brzmień tak typowych dla Muse, jednocześnie tak oczekiwanych. Grupa nie zawodzi.
Monika Liu – Bossa
Jeżeli nie kojarzycie tego nazwiska, po prostu włączcie piosenkę. Brzmi znajomo? Nie, to nie Vanessa Paradis. To reprezentantka Litwy na tegorocznej Eurowizji, która tam zaprezentowała się ze strony fanki francuskiego brzmienia. Monika Liu wygląda jak Francuzka, śpiewa po francusku i tworzy francuską muzykę. Piękna, utrzymana w bardzo typowym stylu piosenka to potwierdzenie, że nie trzeba urodzić się w Paryżu, aby tworzyć le petit art.
VICTORIA – How To Ruin A Life
VICTORIA to młoda wokalistka, która tworzy popową muzykę z nieco elektronicznym tłem. Jej nowy kawałek brzmi jak połączenie radiowych hitów i tym się prawdopodobnie stanie. Niestety, przez to nie wyróżnia się niczym szczególnym.
Podsumowując, ten tydzień zaowocował w wiele muzycznych zaskoczeń, niektórych bardziej, niektórych mniej udanych. Macie swojego faworyta? Dla mnie to zdecydowanie Jessie Ware i Muse!


