Michał Szczygieł powrócił z nowym singlem! Podczas naszej rozmowy opowiedział mi nie tylko o samym utworze Adrenalina, ale też o towarzyszącym mu klipie, jego podejściu do wyzwań, zmian i tworzenia muzyki.
Przeczytajcie zapis wywiadu.
AM: Bardzo serdecznie gratuluję nowego singla! Skąd się wziął i jak powstawał?
Spotkałem się z producentami tego numeru czyli Liker$ Music. Przy okazji poznawania się i burzy mózgów wspomniałem o moich wypadach górskich, dzięki którym czuję adrenalinę i temat sam się nakreślił.
Chcieliśmy opisać w tym utworze właśnie takie emocje i stany, które o mnie stanowią i dzięki którym czuję, że żyję.
AM: Gdzie najłatwiej ci wejść w taki stan?
Na scenie. Ale w górach znajduję spokój. Potęga gór sprowadza mnie trochę do pionu. Wiem, że trzeba się pilnować, uważnie stawiać krok. Potęga natury, czy to góry, czy otwarte morze, albo potężne wiatry, przypominają mi, że nie jestem niezniszczalny.
Między odwagą, a brawurą jest cienka linia, którą łatwo przekroczyć, a brawura nie jest czymś pozytywnym.
AM: Mam wrażenie, że natura bardzo skutecznie pokazuje Nam nasze miejsce. Czasem zapominamy i wywyższamy się, a potem nagle stoisz na środku morza i myślisz “Boże, jestem taki mały!”
Dokładnie!
Adrenalina sama w sobie pewnie na otwartym morzu się pojawi, na przykład w czasie sztormu. Wtedy nie jest to nic innego jak przygotowanie organizmu do szybkich reakcji, aby móc się czegoś złapać albo uciec.
Wytwarza się też, kiedy mam przed sobą ważny koncert i chcę dać z siebie jak najwięcej. Wtedy pojawia się też stres i potrzebna jest właśnie umiejętność przekształcenia go w adrenalinę i działanie.
AM: A łatwo przychodzi Ci dostosowywanie się do warunków? Tak na scenie jak i w życiu?
Tak. Czerpię ze zmian. Lubię poznawać wszystko co nowe.
AM: Opowiedz mi troszkę o samym klipie, bo z nim też wiąże się trochę historii.
Klip był kręcony na Ibizie i zanim wyjechaliśmy dostałem infekcji ósemki, więc była to ciężka przeprawa. Na miejscu zostaliśmy wspaniale przyjęci, odwiedziliśmy świetne miejsca, piękne klify… Linia brzegowa Ibizy jest bardzo urozmaicona i naprawdę malownicza.
AM: Bardzo ładnie to widać w teledysku.
Dziękuję. Bardzo się cieszę.
Chcieliśmy uchwycić troszkę momentów obrazujących balansowanie na krawędzi i samą adrenalinę. Trochę tam skoków do wody, otwartego morza..
AM: Jest jakieś miejsce, które chciałbyś odwiedzić, a jeszcze nie miałeś okazji?
Islandia i na pewno Azja. Wszystko wskazuje na to, że to drugie marzenie uda mi się zrealizować już w przyszłym roku. Tajlandia, Wietnam, Kambodża…
Pewnie chciałbym też kiedyś przez dłuższy okres pomieszkać w drewnianej chatce na jakiejś egzotycznej wyspie jak najbardziej radząc sobie sam.
Uważam, że jestem na samym początku drogi poznania świata. Chciałbym podróżować, choć wiem, że jest to trudne dla moich najbliższych. Moje dalekie podróże to dla nich duży stres, choć nie wydaje mi się, bym specjalnie podejmował niepotrzebne ryzyko.
AM: Lubisz eksplorować, prawda?
Zdecydowanie. Chociaż czasem ciężko mi się zebrać, żeby gdzieś wyjechać.
Wynika to po części z natłoku pracy. Ostatnio dużo czasu spędzam w studio pracując nad muzyką, więc zasiedziałem się troszkę w Warszawie.
AM: Tę chęć eksplorowania widać też w muzyce, którą robisz. Dotknąłeś już sporej ilości gatunków.
Myślę, że z biegiem czasu jeszcze bardziej będę poszerzał ten gatunkowy wachlarz. Właściwie kiedy jak nie teraz? Testuję wszystko to, w czym w jakimś sposób się odnajduję, to co ktoś mi pokazuje..
Z chłopakami z Liker$ Music tworzymy kolejne numery. Otwierają mi głowę, pokazują swoje inspiracje. W zanadrzu mam dwa utwory, które na pewno zaskoczą słuchaczy, bo będą czymś zupełnie nowym w moim wydaniu.
AM: A jaka muza kręci Cię prywatnie?
Ostatnio szeroko pojęty pop z domieszkami hip-hopu. Wywodzę się z tej hip-hopowej subkultury. Będąc dzieckiem, głównie tego słuchałem. Na pewno trochę afro-trapu i afro-beatów, mieszanki r’n’b z popem. Myślę, że te “romanse gatunkowe” słychać w mojej muzyce.
Inspiruje mnie muza sama w sobie. Staram się mieć otwartą głowę i nie zamykam się właściwie na żaden gatunek, może pomijając disco-polo.
AM: To chyba fajnie było wrócić troszkę do rapu przy Planecie Próżnego.
Tak, to prawda. Nagrywaliśmy ten utwór chyba w 2019, więc trochę minęło od tego czasu. Bardzo się cieszę, że 2sty chciał mnie na swojej płycie.
AM: Jest jeszcze jeden fajny temat czyli Sky Session. Skąd wziął się ten pomysł?
Pomysły na tego typu projekt pojawiły się już jakiś czas temu. Jednym z najważniejszych dla mnie elementów tego wszystkiego jest granie na żywo. Mam wspaniały zespół, który serdecznie pozdrawiam, cudowne aranże koncertowe, które właśnie tam wykorzystaliśmy. Wybraliśmy trzy numery, zagraliśmy je w Warszawskim wieżowcu, na wysokości 190 metrów. Całość została nagrana telefonami z pomocą profesjonalnych operatorów, żeby pokazać, że się da.
Było to niesamowite doświadczenie. Chcieliśmy pokazać jak gramy na żywo i wybrać nietuzinkowe miejsce. Wtedy jeszcze było ono zamknięte, więc byliśmy pierwsi. Sesja trwała od rana do wieczora i bardzo dobrze ją wspominam.
AM: Czy teraz nagrywając nowy materiał zmieniło Ci się jakoś podejście do całego procesu, względem na przykład pierwszego albumu?
Na pewno jestem nieco bardziej sprawny i pewniejszy. Musiałem się trochę “odkurzyć” po paro miesięcznej przerwie w zeszłym roku. Daje sobie więcej luzu. Miałem tendencje do absolutnego ogromu poprawek każdego aspektu. Teraz jest ich już troszkę mniej, bardziej sobie zaufałem. Dzięki temu nowe utwory powstają troszkę szybciej, a jednocześnie mój warsztat poprawił się na tyle, że absolutnie nie odbija się to na jakości. Mam wrażenie, że jest nawet lepsza niż przy pierwszej płycie.
AM: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za wszystko co nadchodzi!
Dziękuję bardzo!
