Podróż do retro przyszłości z gwiazdą k-popu. Key – Bad Love, 2021 (recenzja)

Inne recenzje

Key po 2 latach przerwy powrócił w statku kosmicznym i nic go nie powstrzyma przed zabraniem nas w podróż na inną planetę – jego własną. 27 września ukazało się Bad Love, czwarty album w karierze artysty. Jest to pierwsza muzyczna nowość od czasu zakończenia przez niego służby wojskowej.

SHINee's Key drops an intro video & comeback schedule poster for 'Bad Love'  | allkpop

Mini albumy nie mają wielu zwolenników. Zawsze wśród fanów największe emocje wzbudza pełny album, uznawany za ten, który w pełni przedstawia kunszt artysty. Jednak Bad Love obala ten mit. Pomimo tego, że zawiera jedynie 6 kawałków, dzieje się na nim bardzo wiele. Key przenosi nas do swojego własnego świata tzw. Keyland. Pomysł ten narodził się aż 14 lat przed premierą, gdy jako 18-latek zadebiutował w k-popowym zespole SHINEe. Podczas aktywności grupowych Kibum (prawdziwe imię Key – przyp. aut.) angażuje się w procesy kreatywne tworzenia m.in. kostiumów czy okładek albumów, co nie jest codziennością w tym przemyśle. Sam jednak przyznaje, że dopiero przy Bad Love miał faktyczny wpływ na to jaką muzykę wyda.

Jaki jest tego rezultat? Album zdaje się aż krzyczeć “Kim Kibum”. Zręcznie łączy trendujące “ejtisy” z futurystycznym, sci-fi konceptem, wywołując w nas poczucie nostalgii za czymś, co tak naprawdę nigdy nie istniało. Jednak czy aby na pewno? Oglądając teledysk do tytułowego singla na pierwszy rzut oka widać szczególne inspiracje Davidem Bowie czy kinowymi przebojami jak np. Star Trek lub Joker, przez co nawet nowi słuchacze szybko odnajdą się w Keyland.

Jeszcze przed premierą albumu usłyszeliśmy pierwszy singiel promocyjny Hate that… – duet z wokalistką Taeyeon. Emocjonalny kawałek dzięki swojej prostocie odbiegał od dotychczasowego przebojowego image’u, co zwiastowało wiele niespodzianek. Jednak było to tylko wytchnienie przed tym, co nas czeka. Key znów postanowił zaskoczyć, łącząc klimatyczny duet wraz z sensualnymi rytmami rnb oraz – przede wszystkim – retrofuturycznym popem. Na szczególną uwagę zasługuje Helium, całkowicie wykonane w języku angielskim. Kibum sięga po odważne rozwiązania, łącząc słodkie falsetowe partie z surowymi ad-libami, tworzącymi klimat, który mianuje Helium wraz z Bad Love najmocniejszym utworem na albumie.

Do tytułowego singla dołączają Yellow Tape i Saturday Night, tworząc składankę, do której z pewnością bawiliby się w klubie bohaterowie Gwiezdnych Wojen. Mocne dance-popowe rytmy od razu porywają do tańca, szczególnie autorski kawałek Saturday Night, wręcz stworzony do słuchania w sobotnie wieczory. W warstwie lirycznej utwór wciąż ma klubowy klimat, jednak odpowiada to bardziej atmosferze “crying in the club”, opowiadając o sytuacji rozstania w czasie pandemii.

Po tanecznych brzmieniach Key wraca do melancholijnych dźwięków w Eighteen (End Of My World). To nie tylko zamknięcie albumu, ale też list do samego siebie, zbiór wszystkich obaw i emocji, jakich doświadczył od czasu debiutu. Dzięki zmianie atmosfery utwór wręcz prosi o zagłębienie się w warstwę liryczną autorstwa samego Kibuma. Po 14 latach planów w końcu spełniło się marzenie 18-latka, obecnie dojrzałego artysty, świadomego tego, w jakim miejscu się znajduje – w Keyland. Wraz z nim jest tam tysiące słuchaczy, w tym ja, głodnych nowych wrażeń, dzięki którym poznamy kolejne twarze Kibuma – a ich z pewnością ma on jeszcze wiele. Jeśli Bad Love to był dopiero początek – wręcz nie mogę się doczekać, co będzie dalej.

Key - Bad Love
  • Data premiery: 27 09 2021
  • Single: Hate that..., Bad Love
Najlepsze utwory: Bad Love
Hate that...
Helium
Eighteen (End Of My World)
Najsłabsze utwory: brak


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również

Key po 2 latach przerwy powrócił w statku kosmicznym i nic go nie powstrzyma przed zabraniem nas w podróż na inną planetę – jego własną. 27 września ukazało się Bad Love, czwarty album w karierze artysty. Jest to pierwsza muzyczna nowość od czasu zakończenia...Podróż do retro przyszłości z gwiazdą k-popu. Key - Bad Love, 2021 (recenzja)