Psychodeliczna feeria dźwięków. Modest Mouse – The Golden Casket, 2021 (recenzja)

Na nowy album Modest Mouse musieliśmy długo czekać, co już powoli staje się tradycją, a zespół jak zwykle musiał mierzyć się z wysokimi oczekiwaniami. Trudno nie spodziewać się czegoś ekstra od legend alternatywnego rocka. Nie tym razem. To nie jest album na miarę The Lonesome Crowded West czy The Moon & Antarctica.

Modest Mouse - The Golden Casket [CD]

Minęło już sześć lat od wydania Strangers to Ourselves, a to nie pierwsza tak długa przerwa między wydaniami Modest Mouse. The Golden Casket na pewno wyróżnia się z pozostałych dokonań grupy. Jest bardziej optymistyczny i ciepły w warstwie lirycznej. Miało być też zupełnie inne instrumentarium i filozofia nagrywania. Mniej gitar (Isaac Brock początkowo mówił o tym, że gitar na nowej płycie w ogóle nie będzie), więcej ściany dźwięku i warstw instrumentalnych według metody im dziwniej, tym lepiej. Skończyło się strasznym chaosem, w którym każda kolejna warstwa instrumentalna jest, jak kolejna szafka w zagraconym pokoju. Tego albumu nie słucha się dobrze, a podejście do sesji nagraniowych bez planu, tym razem okazało się nienajlepszym wyjściem.

Nie jest też tak, że album jest do niczego. Są dobre momenty. Np. Lace Your Shoes to znakomity przykład tego, jak przez te lata Isaac Brock życiowo dojrzał, jak pochłonęło go ojcostwo i wszystko, co się z nim wiąże. Fajny tekst i nieprzeszkadzająca muzyka, co na tym albumie nie jest regułą. Ta piosenka trochę przypomina mi Bones of Birds grupy Soundgarden w warstwie lirycznej, bo muzycznie jest oczywiście zupełnie innym kawałkiem. Dobre jest też We’re Lucky z tym, że w drugiej połowie znowu do głosu dochodzi głośne i niesłuchalne instrumentarium, które zaorało ten kawałek. Podobnie jest z Walking and Running – tutaj końcówka znowu brzmi, jak jazgot z niedomkniętego garażu grupki nastolatków. Okropne.

Transmitting Receiving to piosenka wyliczanka. Nie wiem, czy Modest Mouse chcieli dorównać Billy’emu Joelowi z jego We Didn’t Start the Fire, ale wyszło absurdalnie. Niektórzy doszukują się tutaj głosu przeciwko nadmiernemu zalewowi technologii we współczesnym świecie, ja tu słyszę jednak dość niezborny strumień świadomości. Jest też Never Fuck a Spider On The Fly (serio, taki ma tytuł) i cokolwiek Brock chciał tutaj przekazać, to jednak ta metafora nie jest jego szczytowym osiągnięciem. Muzyka? Trudno się tego słucha.

Zupełnie nieźle brzmi singlowy We Are Between, który niczym słuchacza nie zaskakuje i nie ekscytuje, ale jednak wpada w ucho. Jest jakiś przebłysk tego Modest Mouse sprzed 15-17 lat, który do swoich indie-rockowych korzeni dołączył szczyptę popu i rozgościł się w mainstreamie. W Japanese Trees mam wrażenie, że zabrakło odwagi, by zrobić z tego nowoczesny, elektroniczny numer z efekciarskim beatem. Album kończy się nostalgicznym Back To The Middle, który trochę nie pasuje do reszty i pewnie dlatego umieszczono go na ostatnim miejscu na trackliście. Dobrze, że ostatecznie nie wypadło, bo to ciekawy kawałek z fajnym gitarowym riffem, który może dobrze zabrzmieć na koncertach live.

Modest Mouse było zawsze dziwaczne. Ich muzyka była podszyta niepokojem, beznadzieją i depresyjnym spojrzeniem na świat, ale jednocześnie błyskotliwa lirycznie. Czerpali z tradycji Pavement czy Pixies i przed wybuchem popularności w 2004 r. nagrali naprawdę świetne płyty. Isaac Brock z każdym wydaniem ścigał się sam ze sobą i ciągle szukał nowych inspiracji. Kiedy sześć lat temu Modest Mouse wydali Strangers to Ourselves miałem wrażenie, że zrobili to z obowiązku. Artystycznie wypadło słabo, komercyjnie też. Wypadało coś nagrać po kilkuletniej przerwie (EP w 2009 r. i LP w 2007 r.), nie chcieli jednak odcinać kuponów po nieźle przyjętym i dość komercyjnym, jak na Modest Mouse, We Were Dead Before the Ship Even Sank. Aż dziw bierze, że The Golden Casket jest jeszcze słabszy. Szczerze mówiąc, jest najsłabiej w historii Modest Mouse.

Czytaj również

Na nowy album Modest Mouse musieliśmy długo czekać, co już powoli staje się tradycją, a zespół jak zwykle musiał mierzyć się z wysokimi oczekiwaniami. Trudno nie spodziewać się czegoś ekstra od legend alternatywnego rocka. Nie tym razem. To nie jest album na miarę The...Psychodeliczna feeria dźwięków. Modest Mouse – The Golden Casket, 2021 (recenzja)