Postaci Reni Jusis oraz jej twórczości raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. Jednak jej najnowszy album pod tytułem Je Suis Reni to mimo wszystko nieznane do tej pory oblicze tej wyjątkowej artystki. Co się zatem kryje za tym prostym francuskojęzycznym tytułem? Allons y on verra – przekonajmy się!

Parafrazując pewien znany filmowy cytat: „Album polskiego wokalisty z interpretacjami francuskich szlagierów? Odkrywcze!”. Nie mnie jednak oceniać artystyczne wybory rodzimego rynku muzycznego, gdy współcześnie można znaleźć na tym internetowym każdy rodzaj muzyki w praktycznie każdym funkcjonującym języku. Mimo wszystko, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w przypadku śpiewających Polek i Polaków pomysł wykonywania francuskich szlagierów jest dość znany, żeby nie powiedzieć całkiem oklepany. Dlatego też na wieść, że Reni Jusis stworzyła swój ‘francuski’ krążek, nie byłem szczególnie tym faktem poruszony. Co by jednak nie mówić, Je Suis Reni pozostawił po sobie zdecydowanie więcej przyjemności, jak trosk.
Je Suis Reni to najbardziej francuski ze wszystkich okołofrancuskich albumów kiedykolwiek. Nie spodziewajcie się, że Reni pokaże muzyczną Francję, jakiej do tej pory nie udało się Wam poznać samodzielnie. To jest autorska wizja Jusis, a słuchacz może jedynie się do tej celebracji przyłączyć. Bardziej francusko, w tym najbardziej sztampowym i staroświeckim stylu już być raczej nie mogło. Co prawda znalazły się na nim autorskie piosenki Jusis (Lawenda) oraz spolszczone wersje francuskich utworów (Kolor Cafe, Przypomnij Mi), jednak na nic się to zdało, gdy tą specyficzną jazzującą melodyjkę słychać od początku, do końca. Mimo wszystko, jest to melodia przyjemna, bo Je Suis Reni jest po prostu dobrze pomyślanym dziełem.
W zasadzie, poza wspomnianą już wtórnością tej konkretnej konwencji, nie sposób jest mi się do czegoś przyczepić. Jako, że są to interpretacje zagranicznych piosenek, ocena ich liryki jest najzwyczajniej zbędna. Jeśli chodzi o produkcję, ta jest wprost wyśmienita – melodie są proste, wdzięczne i przyjazne w odbiorze. Jest to czasem tak miłe, że z trudem przychodzi rozpoznanie, która piosenka aktualnie wybrzmiewa w głośnikach, tak Je Suis Reni hipnotyzuje mnie swoją lekkością i bezpretensjonalnością. Również sam głos Reni Jusis nie pozwala mi się przy tym krążku nudzić – świetnie sprawdziła się w roli klasycznej szansonistki z dawnych lat. Tym bardziej trzeba oddać Jusis to, że pomimo braku znajomości języka Edith Piaf, wypadła bardzo przekonująco jako wokalistka znająca go od podszewki.
Tak jak już wspomniałem Je Suis Reni to aż szesnaście piosenek. Wśród nich znalazły się zarówno bezpośrednie interpretacje znanych francuskich przebojów, jak i spolszczone wersje tychże, którym towarzyszą dodatkowe dwa utwory napisane przez samą Jusis. Jednak na płycie nie usłyszymy wyłącznie samej Reni, bo zaprosiła do współpracy również dwóch aktorów – Łukasza Garlickiego (La Rua Madureira, Przypomnij Mi, L’ete Indien) oraz Piotra Witkowskiego (Le Zou). Obydwaj panowie spisali się na medal w swoich wokalnych rolach, dlatego szkoda, że na Je Suis Reni nie znalazło się więcej takich duetów, bo dzięki temu album ten z pewnością jeszcze bardziej zyskałby na atrakcyjności.
Co do utworów, gdzie Jusis śpiewa solo – to, który spodoba się Wam najbardziej, będzie zależne wyłącznie od gustu, bądź aktualnego humoru. W zasadzie, brak tu utworów złych, bądź niedostatecznie dobrych, co jest mimo wszystko całkiem sporym osiągnięciem. Na przykład Comment Te Dire Adieu świetnie zaprasza do dalszej zabawy swoją luzacką melodyjką oraz słyszalnym w tle gwizdaniem. Romantyczne Jardin D’hiver cudownie buduje atmosferę błogiego lenistwa, nawet w te aktualnie upalne wieczory. No i jest też Lawenda – spokojna, przyjemna i w sam raz na letnie pogaduchy przy winie. Dla każdego, coś miłego, rzecz jasna w ramach francuskich szlagierów.
Je Suis Reni to zdecydowanie gratka dla każdego fana frankofońskiej piosenki w wykonaniu naszych rodzimych piosenkarzy. W dodatku jest to gratka bardzo przyjemna, bo zaprasza swoją prostotą oraz solidną produkcją. Reni Jusis pokazała, że muzyka płynie w jej żyłach, bez względu na to czy ta ma być tańca, czy do rozpływania się na swojej kanapie. Życzę sobie, by również i autorskie dzieła Jusis, były równie radosne, co ten album. Félicitations!
- Data premiery: 14 07 2021
- Single: Voyage Voyage, Lawenda
