Ciężko uwierzyć, że The Black Keys działają już 20 lat w branży muzycznej. Pomimo tak długiego stażu nie stracili oni entuzjazmu i pasji do grania. Kolejną dekadę otwierają składając hołd bluesowi Missisipi, jednak wciąż nie rezygnując z własnego brzmienia.
Dan Auerbach i Patrick Carney tworzą duet nie do pokonania, a najważniejszą cząstką, która ich łączy, to miłość do muzyki. Niejeden zespół mógłby im pozazdrościć pasji i wytrwałości w tym co tworzą. Choć Delta Kream to ich dziewiąty album, zespół nie zwalnia tempa i za każdym razem przedstawia coś nowego. Jednak czy któryś z nowych utworów powtórzy sukces Lonely Boy?

The Black Keys w tym albumie wracają prawdziwie do swoich korzeni, które wywodzą się z prawdziwego królestwa bluesa przy rzece Missisipi. Na płycie można usłyszeć prawdziwe klasyki tego gatunku, które zreinterpretował duet. Ilość pracy i serca włożona w ten projekt pokazuje jak wielką miłością darzą tę muzykę. To zbiór coverów, których Dan Auerbach i Patrick Carney nauczyli się grać, gdy byli młodsi, próba powrotu do miejsca, do którego kiedyś należały.
Na tej płycie szczególną uwagę poświęcili utworom Juniora Kimbrougha. Nie jest to pierwszy raz, kiedy jego postać pojawia się w twórczości muzyków, ale też pewnie nie ostatni. Nie jest to jednak odtwórcze powtarzanie tych utworów, tak jak zostały stworzone. Dan i Patrick przekładają te kompozycje na współczesne potrzeby słuchaczy, ale też dodają do nich cząstkę siebie.
Na pewno temu albumowi nie można odebrać tego, jak piękny, łagodny i spójny jest. Każdy dźwięk został idealnie dopracowany, słychać w nich też wielkie doświadczenie muzyków. Jednak przez to jak łagodny i gładki jest, żadna piosenka nie wybrzmiewa tak jak powinna. Słuchając całej płyty od początku do końca, nie da się zauważyć przejść między utworami, a każdy utwór wydaje się brzmieć wieczność. Powodem tego może też być brak zróżnicowania w instrumentach czy w brzmieniu, a wielka szkoda, bo gdyby lepiej je rozgraniczyć, każdy z utworów mógłby lepiej wybrzmieć.
Delta Kream jest niestety pozbawiona jakichkolwiek utworów, które miałyby szansę na powtórzenie sukcesów takich jak Lonely Boy czy Thighten Up. Pomimo tego, że pojawiły się single promujące ten album, żaden nie miał wystarczającej siły przebicia, ale wydaje mi się też, że jest to efekt zamierzony. Ta płyta jest bardzo prywatna i ważna dla jej twórców ze względu na sentymenty. Podróż do wspomnień, młodości, jest ważnym momentem dla Dana i Patricka. Stworzyli coś, co nie miało się podobać innym, nie przejmują się zdaniem większości, a stworzyli to, co naprawdę chcieli i na własnych warunkach. Jednak ciekawie jest obserwować, jak twórcy odkrywają przed światem to co jest tak intymne i prywatne, wręcz zapraszają nas na podróż do ich serca, ich początków. To co w tym albumie jest piękne i niezastąpione jest, to miłość artystów i serce, w które w niego włożyli.
- Data premiery: 14 05 2021
- Single: Going Down South, Crawling Kingsnake
