A to niespodzianka! Mery Spolsky – znana dotąd z tworzenia muzyki – ogłosiła, że wydaje książkę! Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj. Poznajcie szczegóły tego wydawnictwa.
Już 16 czerwca swoją premierę będzie miała książka Mery Spolsky! Artystka od kilku dni dodawała tajemnicze posty na swoje social media – wszyscy fani zastanawiali się o co chodzi, co będzie tą „niespodzianką”. Część z nich obstawiała nowości muzyczne, singiel, a może nawet album, a część z nich książkę – jak się okazało, to właśnie oni mieli rację!
Książkę zatytułowaną Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj już teraz, w przedsprzedaży, możecie zamówić poprzez tę stronę. Zamawiając właśnie poprzez Sklep z Muzyką otrzymacie książkę z autografem i gadżetami niespodziankami. Książkę będziecie mogli odebrać także osobiście, 11 czerwca – by skorzystać z takiej możliwości, musicie zaznaczać to podczas wyboru opcji dostawy przy składaniu zamówienia. Wtedy odbiór odbędzie się w godzinach 13:00-17:00 przy ul. Zwycięzców 15, w galerii Nanazenit w Warszawie.

Mery Spolsky zwykle pisze teksty, zamienia je w piosenki i prowokuje… głównie do myślenia. Tym razem jednak forma piosenek okazała się dla niej za ciasna i jedna z najoryginalniejszych artystek i tekściarek na polskiej scenie muzycznej postanowiła sięgnąć po formę książki. Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj to niepokorny debiut literacki Mery Spolsky, który na długo zapadnie Wam w pamięć. Przygotujcie się na nieposkromioną zabawę słowami i dzikie fikołki z wyobraźnią.
Marysia jest dwudziestokilkulatką i właśnie układa sobie życie. A raczej: porządkuje chaos w głowie. Narratorka zabiera nas na kolejne randki, poznajemy jej punkt widzenia na sprawy damsko-męskie. Podglądamy podstarzałą kobietę w barze, która ewidentnie szuka czegoś więcej niż jednonocnej przygody. Wspólnie zastanawiamy się, ile jeszcze czeka nas spokojnych dni wypełnionych filmami z Netflixa, pochłanianiem lodów i drapaniem zwierzaków po brzuchach. Wkurzamy się na absurdy codzienności, Instagram i zniekształcone życie zamknięte w kwadratach.

Teksty, wbrew przekornemu tytułowi, kipią nieskrępowaną chęcią życia. Jak mówi sama Mery:
Chciałabym tą książką zainspirować Was do robienia rzeczy po swojemu i odczuwania szalonej radości z życia wbrew temu, co mówi tytuł. Na ogół jestem uśmiechniętą osobą i tę energię czuć w tych tekstach. Jednak bywają dni, kiedy nachodzą mnie czarne myśli, potrafię szybko w siebie zwątpić i wręcz w kapryśny sposób znienawidzić to, co mam. Ten stan nazywam w głowie „Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj”. […] Wydaje mi się, że każdy z nas przeżywa takie skrajności i dlatego może utożsamiać się z tym tytułem. Wtedy przychodzę na ratunek ze swoimi opowiadaniami i wierszami, w których rezonuje mimo wszystko przekonanie, że życie jest fajne! Pozwalam trochę zajrzeć w głąb mojej głowy, ale robię to po to, aby potem usłyszeć lub przeczytać: „Ej, Mery, ja też tak mam!”.
Autorka pisze o chłopcach, których kiedyś kochała. Dziewczynach, które były jej przyjaciółkami. Rodzicach, którzy byli i są jeszcze kimś więcej. Oraz o tej najważniejszej relacji – z samą sobą, bo to przede wszystkim opowieści o świadomym wyznaczaniu własnych granic. O naginaniu zasad. W szerszej perspektywie to też arcyciekawy (auto)portret całego pokolenia współczesnych młodych kobiet.
I co Wy na to? Poznacie z chęcią Mery w nieco innej, nowej odsłonie?


