Z roku na rok na polskiej scenie muzycznej można zauważyć coraz więcej niezwykłych, młodych muzyków, którzy wnoszą coś zupełnie wyjątkowego do tej branży. Zdecydowanie do tego grona należy Dawid Grzelak, którego EPka miała premierę w marcu tego roku.
Dawid Grzelak jest człowiekiem wielu talentów. Od lat jego poczynania w sztuce wizualnej można było obserwować na jego social mediach. W marcu tego roku usłyszeliśmy jego pierwszą EPkę Rok od wydarzeń w Londynie. On jednak nie zwalnia tempa, dlatego podczas naszego spotkania zapytaliśmy się go o początki, plany na przyszłość i wiele więcej.
Nikola Nina Skopowska: Niedawno premierę miała twoja EPka Rok od wydarzeń w Londynie, co się kryje za tym tytułem?
Dawid Grzelak: Tytuł ten nie jest przypadkowy, chociaż powstał dość spontanicznie. Pierwotnie miałem na niego całkiem inny plan. Cały proces tworzenia materiału miał miejsce rok po moim powrocie z Londynu, gdzie pracowałem i mieszkałem podczas przerwy od studiów. Pojechałem tam, by zmienić otoczenie i poczuć w efekcie coś nowego. Ten wyjazd miał duży wpływ na mój aktualny sposób myślenia i tworzenia, a EPka jest w dużej części zapisem wydarzeń, które mnie tam spotkały i uczuć, które mi towarzyszyły.
NNS: Niestety jej premiera przypadła na tak ciężki czas, jakim jest pandemia. Jak sytuacja na świecie wpłynęła na Ciebie i promocje EPki?
Dawid Grzelak: Myślę, że pandemia koniec końców nie miała dużego wpływu na promocję EPki, ponieważ większość moich działań skupia się na social mediach. Przeszkodziła mi jedynie w powieszeniu moich plakatów na mieście. Jednak wykorzystałem je w inny sposób i rozwiesiłem je we własnym mieszkaniu, po czym zrobiłem im zdjęcia. Uważam, że wniosły trochę pozytywnej energii.
NNS: A jak ta sytuacja odbiła się na całą branżę muzyczną?
Dawid Grzelak: To jest ciężki temat. Jednocześnie uważam, że tę sytuację trzeba traktować bardzo poważnie i słusznie, że wprowadzono obostrzenia, ale też z ogromną przykrością obserwuję upadające przedsiębiorstwa i problemy finansowe ludzi wokół. Cała sytuacja zaskoczyła nas wszystkich na tyle, że nikt nie był w stanie się na nią jakkolwiek przygotować. Też wszystkie koncerty on-line są świetną inicjatywą, ale nigdy nie oddadzą emocji koncertu z udziałem publiczności. Jest zupełnie inaczej, gdy widzi się ludzie reakcje na żywo, a kiedy gra się materiał w salonie, dla wirtualnych odbiorców. Kamera też zdecydowanie bardziej stresuje.
NNS: W temacie koncertów. Miałeś okazję grać jako support na trasie Ralpha Kaminskiego, która miała miejsce na początku tego roku. Jak wspominasz to doświadczenie?
Dawid Grzelak: Było to cudowne doświadczenie i jednocześnie pierwszy raz, kiedy mogłem zobaczyć żywą reakcję słuchaczy na moją muzykę. Kiedy pokazuję swoją twórczość w Internecie, jedyna odpowiedź jaką mogę otrzymać, to polubienia i komentarze, za które jestem bardzo wdzięczny. Nie oddają one jednak energii, która bije z prawdziwych oczu, oglądających to, co robię w danym momencie. Okazało się też, że występowanie na scenie mnie nie stresuje, a wręcz wzbudza we mnie ogromną ekscytację. Nie wiedziałem czego się spodziewać, ale dzięki supportom otrzymałem bardzo dużo pozytywnej energii, która jeszcze bardziej napędziła mnie do dalszego tworzenia.
NNS: Ostatni support, który zagrałeś przed zakazem koncertów, odbył się 8 marca w warszawskim Palladium. Tam na scenie towarzyszyła ci osoba, która cały czas była wpatrzona w telefon. Skąd pomysł na taką oprawę wizualną swojego występu?
Dawid Grzelak: Chciałem w ten sposób skomentować zjawisko, które obserwuję wśród nas. Zamiast skupić się na sytuacjach tu i teraz, skupiamy się na tym, co dzieje się w naszych telefonach. Otrzymaliśmy wspaniałe narzędzia, które teoretycznie powinny ułatwiać nam kontakt z innymi, a sprawiły, że zamknęliśmy się na świat. Zauważyłem też, że niektóre osoby, będąc na koncercie, dokumentują każdą jego sekundę. Pamiętam mój pierwszy, samodzielny wyjazd z przyjaciółmi, gdy byłem jeszcze w liceum. Był to wyjazd na koncert The Neighbourhood w warszawskiej Stodole. Wtedy też chciałem upamiętnić prawie każdy jego moment i bardzo dużo nagrywałem. Jednak obejrzałem te nagrania tego samego wieczoru i już nigdy więcej. Nie miały one w sobie tego czegoś, co towarzyszyło mi w trakcie koncertu. Nie mam oczywiście nic do tworzenia pamiątek dla samych siebie, ale nagrywając całe koncerty, chyba duża ich część przelatuje gdzieś obok nas. Performansem Bartka chciałem zachęcić ludzi, by zaczęli patrzeć na świat, nie tylko poprzez telefon i jego aparat.
NNS: To chyba właśnie wina social mediów, które dały nam pozory bliskości, a jednocześnie przez nie oddaliliśmy się od siebie jako społeczeństwo, co kojarzy mi się z zinem, który stworzyłeś z rozmów na Messengerze ze swoją przyjaciółką, kiedy byłeś w Londynie.
Dawid Grzelak: To prawda. To był nasz komentarz do sytuacji, która nastała między nami w tamtym okresie. Zawsze mieliśmy bardzo bliski kontakt, który został zakłócony moim wyjazdem do Londynu. Zdjęcia i wiadomości, które do siebie wtedy wysyłaliśmy, stały się dla nas rodzajem pamiętnika. Kiedy zobaczyłem screenshoty z naszych rozmów w formie małej książeczki, pamiętam, że bardzo mnie to poruszyło. Z biegiem czasu zaobserwowałem niestety, że dużo więcej uwagi poświęcamy temu co jest w telefonie, niż kontaktowi z drugim człowiekiem w prawdziwym życiu. Internet nigdy nie będzie w stanie zastąpić relacji i rozmów twarzą w twarz.
NNS: Od czasu wydania EPki nie zwalniasz tempa i niedawno można było usłyszeć twój nowy singiel Lowcost. Czy masz w planach wydanie albumu w wersji fizycznej?
Dawid Grzelak: Taki moment z pewnością nadejdzie, ale nie wiem kiedy i w jakiej formie. Z resztą jak już kiedyś powiedziałem – nie zależy mi na docieraniu do mas. Chcę stworzyć coś, co będzie unikatowe i w pełni zgodne ze mną. Wszystko, co robię jest zawsze bardzo dokładnie przemyślane. W życiu prywatnym jestem pedantem, co przekłada się też na moją pracę i twórczość. Jako twórca wizualny, mam ogromną potrzebę tworzenia czegoś namacalnego, więc album też w swoim czasie się pojawi.
NNS: W mediach społecznościowych widzimy wiele twoich talentów. Skąd w tobie wzięła się potrzeba wyrażania się na tyle sposobów?
Dawid Grzelak: Kiedy byłem w liceum, chciałem zostać chirurgiem lub stomatologiem. Jednak w wakacje przed klasą maturalną uznałem, że potrzebuję tworzyć. W tamtym momencie najbliższa mi była fotografia, zacząłem więc tworzyć portfolio, dostałem się do Akademii Fotografii i od razu po maturze przeprowadziłem się do Warszawy. Dwa lata później, po powrocie z Londynu, dostałem się na Akademię Sztuk Pięknych, gdzie zacząłem rozwijać się w innych dziedzinach sztuki. Odkryłem, że o niektórych rzeczach łatwiej mi opowiedzieć poprzez inne formy wyrazu niż fotografia. Dzisiaj po prostu czuję swobodę w doborze medium do konkretnego tematu. Przykładem tego jest moja praca dyplomowa, która opowiada o niebinarności w abstrakcyjny, przez co dość neutralny sposób. Dzięki malarstwu mogłem skupić się bardziej na emocjach, niż na samym temacie. Myślę, że wybrany przeze mnie język malarski, otwiera też ogromne pole interpretacji dla odbiorców.
NNS: W swojej twórczości otwarcie mówisz o tym, że jesteś osobą nieheteronormatywną i wspierasz środowisko osób LGBT+. Spotkały cię z tego powodu jakieś nieprzyjemne komentarze lub sytuacje?
Dawid Grzelak: Na pewno gdzieś pojawiały się komentarze na ten temat, ale nie poświęcam im mojej uwagi. Napisanie czegoś negatywnego w Internecie nie jest żadnym wyczynem i nie robi to na mnie wrażenia. W moim rodzinnym mieście spotykałem się z wieloma przykrymi słowami, ale starałem się na nich nie skupiać. Próbowałem zrozumieć sposób myślenia tych osób, ale nie jestem w stanie pojąć agresji, która mu towarzyszy. Bardzo stresuje mnie obserwowanie sytuacji w naszym kraju, ale i na świecie. Martwi mnie narastająca przemoc względem osób LGBT+. Szczególnie, że tak wiele osób nie wie co tak naprawdę oznacza ten skrót, czy też symbol tęczy. Nie dziwi mnie, że osoby, które były przez całe życie poniżane, chcą z tym skończyć i domagają się głośno swoich praw. Stoję murem za wszystkimi, którzy o nie walczą, ponieważ to również sprawa moja i moich bliskich. Chciałbym jednak przede wszystkim być wsparciem dzięki mojej twórczości.
NNS: Ważne jest to, że mówisz o tym otwarcie, ponieważ wielu muzyków aktualnie boi się obrać stronę, stanąć w obronie mniejszości z lęku przez utratą słuchaczy czy fanów.
Dawid Grzelak: Trochę mnie dziwi, że artyści boją się obrać swoje stanowisko. Nie powinni się bać się, że niektórzy ludzie przestaną ich słuchać ze względu na poglądy, ponieważ w takim razie może nie są to słuchacze dla nich. Dzięki swojej twórczości artyści mają możliwość dotarcia do dużej grupy osób i powinni to wykorzystać dla tworzenia lepszego świata.
NNS: Znowu wychodzi to, że przez media społecznościowe nie potrafimy ze sobą rozmawiać i nie chcemy dopuścić myśli, że coś co uważamy może być błędne.
Dawid Grzelak: Dokładnie. Martwi mnie narzucanie przez social media takiego tempa, za którym ja nie jestem w stanie nadążyć. Wszystko dzieje się za szybko i często nie potrafimy korzystać z mocy, jaką nam dają te platformy. Uważam, że było tak w przypadku akcji Black Lives Matter, kiedy w pewnym momencie zostaliśmy zalani falą czarnych kwadratów, gubiąc ważne treści. Martwi mnie również agresja wśród osób grających do jednej bramki. Chociażby nie każdy może iść na protesty z różnych powodów i nie powinniśmy mieć do siebie nawzajem pretensji. Zaczęliśmy popadać w skrajności i szukać wroga tam, gdzie go nie ma. Niestety niejednokrotnie wśród przyjaciół.
NNS: Zmieniając temat: Jak wspominałeś, studiowałeś na Akademii Fotografii oraz na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Jak oceniasz edukację artystyczną i to jak są twórcy traktowani w społeczeństwie?
Dawid Grzelak: Uważam, że na każdej uczelni jesteśmy w stanie zdobyć wiedzę, jeśli tego chcemy. Najwięcej uczymy się, gdy tworzymy coś we własnym zakresie, a zadanie studiów polega na zmuszeniu nas do odkrywania nowych ścieżek w naszych głowach. Oczywiście o każdej uczelni można usłyszeć negatywne opinie, ale uważam, że nie ważne gdzie, ale ważne ile my z siebie damy i ile będziemy pracować. Na szczęście obracam się wśród osób, które traktują sztukę na serio i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Niestety wiem, że nie jest to norma. Często obserwuję, że zawód artysty nie jest traktowany poważnie i nadal można spotkać się z tym, że ludzie chcą otrzymać usługi w zamian za możliwość rozbudowania własnego portfolio, bo „przecież fotografia to bardziej hobby niż zawód”. Tego typu współprace, mają sens wtedy, gdy uznamy, że dają duże możliwości rozwoju i nauczenia się czegoś nowego. Słyszałem wiele argumentów brzmiących “Gdy będziesz muzykiem, to wylądujesz na ulicy”. Jak widać nie robiły one na mnie większego wrażenia. Tak naprawdę uważam, że każdy zawód jest ciężki i każdy tak samo obarczony jakimś ryzykiem. Przede wszystkim powinniśmy się nawzajem szanować i doceniać, co inni robią dla nas. Wiem, że tylko dzięki ciężkiej pracy będę mógł robić to, co kocham i bardzo cieszę się ze ścieżki, którą wybrałem.
NNS: Czego możemy się spodziewać od Ciebie w najbliższym czasie?
Dawid Grzelak: Na razie staram się nie wybiegać planami za daleko, ponieważ nadal nie wiemy co będzie się działo z powodu pandemii. Nie zwalniam tempa, nadal pracuję nad nowymi rzeczami i w najbliższym czasie można się spodziewać kolejnej premiery.
