Hani Rani jest artystką, której śmiało można nadać miano światowej. Można nawet zaryzykować stwierdzeniem, że za granicą jest jeszcze bardziej rozpoznawalna niż w rodzimym kraju. Pianistka zaprezentowała rok temu swój pierwszy, solowy projekt – Esja. Od premiery nie minęło dużo czasu, a na rynku ukazało się drugie wydawnictwo artystki – Home. Bez dwóch zdań jest to płyta przełomowa.

Muzyczna ścieżka Hani zaczęła się już w 2015 roku, kiedy w duecie z Dobrawą Czocher nagrała płytę z klasycznymi aranżacjami piosenek Ciechowskiego. Później założyła zespół tęskno, który ma na koncie jeden album nominowany do Fryderyka. Jednak dopiero w 2019 roku rozpoczęła swój własny projekt, bez żadnych ograniczeń. Otworzyło jej to drogę to światowego sukcesu i możliwości koncertowania w najokazalszych filharmoniach świata.
Od pierwszej zapowiedzi tej płyty, nowa droga Hani mocno mnie zaintrygowała. Dotychczas, jej muzyka była w głównej mierze instrumentalna. To sam dźwięk instrumentu wyrażał wszystkie uczucia i emocje. Niepotrzebne były tam słowa, choć zawsze chciałem usłyszeć te utwory z dodatkiem tekstu. Kiedy został wydany pierwszy singiel promujący – Leaving – byłem zachwycony. W końcu artystka dzieli się ze światem swoim kolejnym talentem, bo nie jest jedynie uzdolnioną pianistką, ale również wspaniałą wokalistką. Żal byłoby nie wspomnieć o przepięknym teledysku, który też stoi na światowym poziomie. Tutaj wszystko ze sobą harmonijnie współgra – fortepian, śpiew i obraz. Razem, robią niesamowite wrażenie, bo nic nie jest tam przypadkowe. Każdy dźwięk, każde słowo ma swoją rolę i symboliczne znaczenie, dlatego ważne jest odczytywanie tej płyty na wielu płaszczyznach.
Wydaje mi się, że to album o poszukiwaniu domu, ale i o jego budowaniu – w miejscach, które nie do końca na to wskazują, ale i w momencie, w którym może tego domu nie mamy, może za nim tęsknimy. Żeby coś zbudować, trzeba najpierw znaleźć właściwe miejsce, więc poszukiwanie jest częścią tego procesu – mówiła artystka.
Na album składa się trzynaście utworów. Instrumentale przeplatają się z piosenkami, tworząc spójną całość. Nie sposób nie porównywać Home do jej poprzedniczki, czyli Esji. O ile ta druga była surowa i oszczędna w środkach, nowy album jest powiewem świeżości. Odważną decyzją było dodanie warstw wokalnych, ale również innych instrumentów. To ryzyko się jak najbardziej opłaciło, bo powstało dzieło bogate i nie przebierające w środkach, choć nadal subtelne. Nostalgiczne, emocjonalne utwory wprawiają w swego rodzaju trans. Można by ich słuchać godzinami.

Gdy wejdzie się w świat Home, nie chce się z niego wychodzić. Kompozytorka zabiera nas w podróż przez trzynaście, zupełnie różnych, miejsc. Każde z nich przekazuje osobną historię, ma inny klimat i oprawę, lecz z pozoru odmienne piosenki mają wspólny mianownik. Nie jest to album łatwy w odbiorze, przeciętnego odbiorcę może nudzić, ale patrzenie na to jak na zwykły, mainstreamowy krążek jest błędem. Home to kwintesencja wrażliwości na piękno i prawdziwej sztuki, jaką jest muzyka. Sączą się z niej autentyczne emocje, wprawiające w stan kontemplacji. Jestem przekonany, że na żywo robi to jeszcze większe wrażenie, dlatego chciałbym choć raz usłyszeć Hanię, grającą w jakiejś filharmonii.
Hani Rani nie stoi w miejscu. Choć z łatwością może podążać ścieżką Esji i nadal osiągać ogromne sukcesy, cały czas poszukuje czegoś nowego. Efektem tych poszukiwań jest płyta Home, nagrana w dużej mierze w jej domowym studio. Stoi na światowym poziomie i jest czymś świeżym w polskim przemyśle muzycznym. W świecie, gdzie muzyka stała się produktem, reklamowanym wulgarnością i nagością, Hania przypomina nam, że prawdziwa sztuka potrafi obronić się sama i zawsze znajdzie wrażliwych, ciekawych odbiorców. W tym przypadku nie ma co mówić o syndromie drugiej płyty, bo nie dość, że jest zupełnie inna, to jest jeszcze lepsza od poprzedniej.
- Data premiery: 29 05 2020
- Single: Leaving, F Major, Home
