Trzeci studyjny album grupy Boston Manor z brytyjskiego Blackpool udowadnia, że ich poprzedni, znakomity krążek nie był wypadkiem przy pracy. Na GLUE muzycy mają dużo do powiedzenia, a nam wypada ich posłuchać.
Boston Manor grają wspólnie od 2013 roku. Ich pierwsze muzyczne kroki można było spokojnie włożyć do szufladki z napisem pop punk, stawiając ich obok takich grup jak As It Is, Neck Deep czy Kids In Glass Houses. Wszystko zmieniło się w 2018 roku, kiedy albumem Welcome to the Neighbourhood Boston Manor pokazali, że tak naprawdę grają w zupełnie innej lidze. Mroczny, wszechogarniający, momentami przygnębiający krążek może i został zbudowany na pop-punkowych korzeniach, sięgał jednak dużo dalej, do inspiracji grungem, alt-rockiem czy klasycznym emo. Całe szczęście swoim najnowszym albumem Boston Manor kontynuują obrany parę lat temu kierunek. GLUE zadaje trudne pytania i zostawia większość z nich bez odpowiedzi, jednocześnie serwując słuchaczom prawie godzinę doskonałej muzyki. Jakiej?

Wita nas garażowy rock singla Everything is Ordinary. W całości przepuszczony przez autotune’a eksperyment intryguje, sugerując, że Boston Manor nadal nie boją się podejmować odważnych decyzji. Dowodem na muzyczny rozwój zespołu jest także inspirowane brit-popem Plasticine Dreams, opowiadające o fałszywych obietnicach składanych aspirującym artystom przez przemysł rozrywkowy. Utwór to jeden z nielicznych momentów oddechu na płycie – cała reszta jest ciężką, szarą chmurą przygnębienia, praktycznie pozbawioną optymizmu.
Bolesną historię opowiada On a High Ledge. Frontman zespołu Henry Cox w młodości był świadkiem samobójstwa i to właśnie z tymi wspomnieniami rozprawia się w utworze, poruszając jednocześnie temat toksycznej męskości. W warstwie muzycznej kawałek to zręcznie budowana cisza przed nadchodzącą burzą.
Boston Manor nie unikają tematu trudnej miłości w jeszcze trudniejszych okolicznościach: You, Me & The Class War to świetnie skonstruowany kawałek z niesamowitą pracą gitar oraz sporą ilością screamo. Desperacką, przewrotną piosenką miłosną jest też Terrible Love – prawdziwie przeszywający utwór, który długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Henry Cox napisał go jako próbę zaakceptowania samego siebie, jednocześnie krytykując swoją potrzebę szukania akceptacji wśród innych.
Jednym z najmocniejszych punktów albumu jest Ratking – prawdziwa eksplozja rockowej energii, świetnie sprawdzający się jako singiel. Wszystko tutaj zagrało – zarówno warstwa muzyczna, jak i liryczna. W lepszych czasach Ratking zapewne będzie hitem występów na żywo. Doskonały jest również kawałek Liquid, do współpracy przy którym Boston Manor zaprosili Johna Floreani z “siostrzanego” zespołu Trophy Eyes. Gość wprowadza nieco subtelności do tej dość ciężkiej, ale jakże satysfakcjonującej propozycji.
GLUE to krążek bardzo spójny. Boston Manor zabierają nas na spacer po zachmurzonym, podupadającym mieście, pokazując nam zarówno jego brudne zakamarki, jak i turystyczne atrakcje. Chociaż album nagrany został na długo przed pandemią, jest świetnym soundtrackiem do obecnych czasów powszechnego niepokoju i przygnębienia. Momentami głośny i wściekły, momentami spokojny i zrezygnowany, ale przez cały czas na naprawdę wysokim poziomie, GLUE to jasny punkt w historii Boston Manor, który ukazał się w dość mrocznym okresie naszej historii.
- Data premiery: 01 05 2020
- Single: Liquid, Everything is Ordinary, Ratking, On a High Ledge, Plasticine Dreams
