Choć Justin Bieber nieudolnie próbuje zrobić na złość swojej byłej dziewczynie Selenie Gomez, styczeń zdaje się być mało ekscytującym miesiącem dla fanów muzyki, więc również i dla mnie. Dlatego też sięgnąłem po coś nietypowego jak na moje upodobania, a mianowicie nowe wydawnictwo samej królowej królowych, czyli RuPaula. Jako, że nie ocenia się książki i płyty po okładce, sprawdźmy, czy You’re A Winner, Baby przyprawi nas o szampański humor płynący ze słodkiego smaku zwycięstwa.
Co by nie mówić, producenci RuPaula potrafią skomponować porywające do tańca melodie, co w zakończonej nie tak dawno drugiej dekadzie XXI wieku nie było zjawiskiem nader powszechnym. Na dodatek melodie te w żadnym wypadku nie trącą myszką, ba, stoją na całkiem wysokim poziomie i myślę, że nie powstydziłaby się ich żadna pierwszoplanowa gwiazda popowej sceny. Dlatego też to muzyka jest największym atutem You’re A Winner, Baby i nie mam co do tego żadnych wątpliwości.
Niestety wraz z przyjemnymi dla ucha dźwiękami nie poszła sporządzona do nich treść. Już po samych tytułach jak Bring Back My Girls, czy Condragulations, można odnieść wrażenie, że zabrakło tutaj twórczej inwencji, wykorzystując znane wszystkim fanom programu „RuPaul’s Drag Race” powiedzonka. By tej mdłości było mało, zwrotki to zwykle czterowersowe standardy, a refrenami zostały kilkukrotne powtarzane tytułu piosenek, poprzedzone równie nieambitnymi melorecytowanymi zdaniami. RuPaul najwidoczniej nie ma artystycznej potrzeby poszerzania swojego katalogu o utwory, które powiedzą mi coś więcej o nim samym, niż o tym kogo skrupulatnie kreuje od dobrych 100 milionów lat.
Całe You’re A Winner, Baby mogę podzielić na trzy sekcje. Do pierwszej należą piosenki przyjemne i błyskawicznie wpadające w ucho, które reprezentują to, co najlepsze na nowym dziele RuPaula, a są to London oraz Condragulations. Dopracowane do ostatniej komputerowej nutki i dające ogrom satysfakcji z ich słuchania. W szczególności polecam London, który rzeczywiście ukazał mi wyjątkowość tego miasta oczami autora.
Druga grupa to piosenki kiepskie, które są tym, co najnudniejsze na You’re A Winner, Baby i muszę tutaj wymienić Bring Back My Girls oraz Blessed. Choć Bring Back My Girls zaczyna się całkiem interesująco, tak ostatecznie nie prowadzi mnie do niczego bardziej porywającego. Natomiast Blessed zawodzi od samego początku – nudne, wtórne i nieinspirujące, choć chyba miało być, wnioskując po tytule.
W trzeciej sekcji umieściłem piosenki, które pomimo całkiem sporej dawki miodności, zdają się po raz enty wykorzystywać znane już wszystkim muzyczne sztuczki. Birthday Song i Ruby Is Red Hot są utworami bardzo przyjemnymi i to tyle, co potrafię o nich powiedzieć. Również o I’m A Winner, Baby nie ma co za dużo opowiadać, gdy jego jedynym wyróżnikiem jest istnieje. Natomiast Super Sexy Lady to zmarnowany potencjał, gdzie inspiracja Princem to zbyt mało, by wspominać wyjątkowość tej piosenki przez następne lata.
You’re A Winner, Baby to wypełniony tanecznym materiałem albumik, który będzie radować swojego słuchacza, lecz tylko tego dobrze obeznanego z RuPaulem oraz jego artystycznymi wojażami. Jeśli szukacie czegoś ambitnego w wykonaniu jakiejkolwiek drag queen, to niestety nie ten adres i nie ten czas. W You’re A Winner, Baby chodzi wyłącznie o dobrą zabawę przy nieangażujących na dłuższą metę utworach i zainkasowaniu przez autora kilku zielonych banknotów.
- Data premiery: 10 01 2020
- Single: brak
