MENU

    Liryka, smutek i krzyk. The National wystąpili na warszawskim Torwarze. Relacja Izabeli Zadury

    The National to uwielbiany przez rzesze fanów zespół, który już na dobre zapisał się na kartach współczesnej muzyki rockowej. W ramach trasy koncertowej promującej album I Am Easy To Find grupa zawitała do Polski, gdzie wystąpiła na warszawskim Torwarze.

    Koncertu The National wyczekiwałam od lat – właściwie to od momentu, kiedy pierwszy raz usłyszałam Bloodbuzz Ohio, a następnie cały album High Violet. Utwory zespołu niosą ze sobą nastrój, którego nie jest w stanie wywołać żaden inny artysta. Niezwykle niski, liryczny głos wokalisty Matta Berningera, połączony z niezmiennie doskonałymi tekstami utworów bezbłędnie przenoszą słuchaczy w krainę smutku, wzruszenia, a zarazem inspiracji. Kiedy więc wreszcie udało mi się zaplanować wypad na koncert The National, moje oczekiwania były dość wysokie. Poniedziałkowy wieczór spełnił je mniej więcej w siedemdziesięciu pięciu procentach.

    Na początek warto wspomnieć o wizualizacjach, które towarzyszyły zespołowi na scenie i idealnie podkreślały nastrój utworów. Dobrane kolorystycznie światła zmieniały się z każdym kawałkiem, a scena za muzykami wyglądała jak pociągnięta co raz to nowym kolorem farby. Najbardziej za serce ujęły mnie wizualizacje podczas pierwszego utworu, You Had Your Soul With You, ukazujące na pozór przypadkowe fragmenty tekstów.

    Setlista była dobrana znakomicie. Zespół wykonał aż 24 utwory – muzycy byli na scenie przez ponad dwie godziny! Rzadko zdarza się oglądać aż tak długie występy, za co należy się The National ogromny szacunek. W świetle reflektorów znalazł się oczywiście album I Am Easy To Find, z którego oprócz wspomnianego już You Had Your Soul With You zespół wykonał między innymi takie utwory jak Rylan, Oblivions, Quiet Light, The Pull Of You, Light Years czy Not in Kansas. Oprócz tego, na setliście pojawiły się najpopularniejsze kawałki zespołu: Don’t Swallow The Cap, Bloodbuzz Ohio, The System Only Dreams In Total Darkness czy przejmująco smutne I Need My Girl. Muzycy okazali również szacunek swoim starszym utworom, grając Fake Empire oraz Slow Show z wydanego w 2007 albumu Boxer. Ciekawy (i długi!) był bis – oprócz klasyków Terrible Love i Mr. November, zespół postanowił na chwilę zwolnić i akustycznie wykonać Vanderlyle Crybaby Geeks. Cała publiczność odśpiewała utwór do akompaniamentu muzyków.

    Pod względem instrumentalnym muzycy The National sprawili się doskonale. Na albumie I Am Easy To Find w wielu utworach pojawiają się damskie wokale, zespół zabrał więc w trasę dwie panie – Pauline i Kate, które były świetnym wsparciem dla Matta Berningera. Tutaj docieramy do najsłabszego punktu koncertu, czyli do mocno dyskusyjnego wokalu frontmana zespołu. Berninger ma głos niski i zachrypnięty, i o ile w lirycznych, spokojniejszych utworach na żywo wypada dobrze, o tyle energiczniejsze i wymagające większego wysiłku momenty są dla niego nie do przeskoczenia. Artysta często znajduje się obok dźwięku, próbując nadrabiać charyzmą czy nawet przejmującymi krzykami. Nie każdemu musi się podobać taka metoda.

    The National postanowili przeznaczyć na szczytny cel pięć złotych z wartości każdego zakupionego biletu na koncert, i za to należą im się ogromne brawa. Berninger miał znakomity kontakt z publicznością i chociaż nie do końca podołał zadaniu wokalnie, nadal ucieszyła mnie możliwość wysłuchania tak wielu ważnych dla mnie utworów; w końcu idąc na koncert nie powinniśmy się spodziewać brzmienia żywcem skopiowanego ze studyjnych albumów.

    Izabela Zadura
    Izabela Zadura
    Poszukiwaczka wartościowych tekstów, propagatorka pop-punku, bywalczyni licznych koncertów.

    Ostatnio opublikowane