Zespół Noże znam już od dłuższego czasu, odkąd blisko dwa lata temu przypadkiem natknęłam się na utwór Gniew w wersji demo. Od razu wywarł na mnie spore wrażenie i zaostrzył apetyt na więcej. Z niecierpliwością więc czekałam na longplay, a ten swą premierę miał niedawno, bo 25. października. Zatytułowany po prostu Gniew i przyozdobiony intrygującą okładką zawiera dziesięć kompozycji, o których nie myślałam, że tak bardzo są mi potrzebne.

Nie żeby Noże grali muzykę przełomową i rewolucyjną. Oscylują raczej wokół oszczędnych, ale przeszywających na wskroś gitarowych brzmień, głęboko osadzonych na pograniczu rocka oraz post-punka. Znamy przecież masę wykonawców trudniących się podobną stylistyką. Niemniej jeżeli dołożymy do przestrzennych, mrocznych linii melodycznych interesujący i niebanalny wokal, a także rewelacyjne warstwy tekstowe, otrzymamy zestaw piosenek, obok którego raczej nie da się przejść obojętnie.
Tracklistę otwiera tytułowe nagranie, dość krótkie, ale bezbłędnie wprowadzające słuchacza w gęstą atmosferę albumu. Panują mrok, tajemnica, nomen omen gniew; poszczególne numery są pełne napięcia, oczekiwania, grozy. Tak skondensowana płyta – na której wszystko jest na swoim miejscu i nie ma miejsca na niepotrzebne elementy – naszpikowana emocjami i wrażeniami idealnie pasuje do obecnej pory roku. Zwłaszcza do nowoprzybyłego listopada, który zwykle obfituje w szare, długie dni. Gniew takie ponure godziny odpowiednio urozmaici.
Warto pochylić się nieco nad wspomnianą już warstwą tekstową utworów. Słowa Noży są bardzo wyrafinowane. Pełne metafor i niecodziennych konstrukcji językowych niezwykle łatwo zapadają w pamięć i krążą gdzieś po głowie, by owa głowa zrozumiała przesłanie, które zespół chce nam przekazać. Swoista gra językiem idealnie pasuje do melodii. Wersy są tak samo pogrążone w mroku, osnute niewiadomą, grozą i intrygą, co muzyka. Razem tworzą nierozerwalną, przemyślaną i konsekwentnie zbudowaną opowieść.
Na krążku nie znajdziemy delikatnych, typowo romantycznych kawałków. Pojawiło się co prawda przepiękne, wyważone Kora/Persefona, ale to wciąż kompozycja bardzo charakterna i wyrazista. Uwielbiam tutejszy wokal, niby nonszalancki i obojętny, jednak tak naprawdę operujący wieloma emocjami. Rozleniwione, lecz podminowane Error/Erros także należy do spokojniejszych momentów Gniewu. Mimo wszystko dominują tutaj porządne, mocne i dynamiczne numery, gdzie panowie nie szczędzą ani instrumentów, ani głosu. Złe wychowanie wyróżnia się świetnym refrenem i nabuzowanym wokalem; całym sercem uwielbiam z początku niepozorne, ostatecznie sugestywne i gęste Szkło; wieńczące całość Nowe Dynasy odznacza się dobrym jednostajnym rytmem, ubarwionym przestrzenną gitarą. Pozostałe kompozycje są równie udane, każda na swój sposób wyjątkowa i taka, o której można by długo dyskutować. Nie ulega jednak wątpliwości fakt, że wśród ostatnich premier Gniew wysuwa się na prowadzenie pod względem jakości.
W ferworze piosenek i ogólnie płyt koncentrujących się na elektronice i jej pochodnych, album opierający się głównie na czystych dźwiękach gitar zasługuje na wyróżnienie. Panuje deficyt podobnych brzmień, którego nawet nie byłam świadoma. Tymczasem Noże zgrabnie czerpią inspiracje z przeszłości, okraszają je nutką nowoczesności i dzięki temu osiągnęli efekt, jakiego można pozazdrościć. Pomroka Gniewu z pewnością trafi do wygłodniałych fanów cięższych (ale wciąż nie najcięższych) dźwięków. Pozostaję pod wielkim wrażeniem tego debiutu i mam nadzieję, że Noże zostaną docenieni i nie zagubią się gdzieś wśród innych nowych wydawnictw. Zasługują na jak największy rozgłos. Bezapelacyjnie.
- Data premiery: 25 10 2019
- Single: Złe wychowanie, Zbrodnie
Szkło
Error/Erros
