Zgodnie z naszą tradycją nowy tydzień rozpoczynamy muzycznymi playlistami naszych redaktorów. Tym razem możecie się dowiedzieć czego słuchają Katarzyna, Christian oraz Dariusz.
Katarzyna Mieszawska
Meute – You & Me
Od dłuższego czasu nie mogę uwolnić się od dźwięków elektro przedstawionych za pomocą instrumentów dętych. Meute czyli techno orkiestra dęta, to przede wszystkim duża dawka energii i świetnej zabawy. Panowie bardzo dobrze znają się na rzeczy i wiedzą jak rozbujać pełny klub czy festiwalowy namiot. 4 października będzie miała miejsce premiera drugiego wydawnictwa Meute, zaś w kwietniu tych 11 utalentowanych muzyków pojawi się aż w czterech miastach – z przyjemnością pojawię się na którymś z koncertów!
Mark Ronson feat. Lykke Li – Late Night Feelings
Chociaż ten kawałek miał swoją premierę w kwietniu, to wciąż bardzo często pojawia się na moich playlistach. To letnie, przyjemne brzmienie gitar, wokalizy, głos Lykke Li a w szczególności tekst, sprawiło, że drugi singiel z płyty Marka Ronsona LATE NIGHT FEELINGS stały się poniekąd moim małym, wewnętrznym hymnem wakacji 2019.
The Chemical Brothers – Eve of Destruction
Chociaż pierwsze 4 utwory z najnowszego krążka The Chemical Brothers, tworzą dla mnie całość przypominającą set DJski, to jednak otwarcie płyty No Geography polecam najbardziej – jeśli wejdziesz w ten kawałek, polubisz też dalszą część albumu . Współpraca The Chemical Brothers z Aurorą oraz japońskim duetem Ne-Ne to coś co porządnie potrafi utkwić w głowie. Uzależnia i z pewnością świetnie sprawdza się na klubowych parkietach.
Metronomy – Salted Caramel Ice Cream
Nasuwający mi na myśl hity z lat 80., singiel Salted Caramel Ice Cream, to naprawdę smakowity kąsek, który pysznie miesza ze sobą zabawę disco ze szczyptą bluesu oraz dodatkiem elektroniki. Taka karmelowo – słono mieszanka to pyszny deser, zarówno dla nowych jak i starych fanów Metronomy. Smacznego!
Kiasmos – Looped
Chyba najbardziej rozpoznawalny kawałek duetu Kiasmos to wprost idealne 6 minut na jesienne wieczory. Nostalgicznie, minimalistycznie i islandzko – za to właśnie lubię panów Ólafura Arnalds’a i Janusa Rasmussen’a.
Christian Cieślak
Taylor Swift – I Think He Knows
Choć to już miesiąc od premiery Lover, którego nie jestem najzagorzalszym fanem, tak niektóre świeżynki od Taylor Swift zostały ze mną do dziś. I Think He Knows nie jest najbardziej spektakularną propozycją z jej siódmego studyjnego krążka, a jednak pociąga mnie swoją minimalistyczną melodią i całkiem zabawnym tekstem.
Lana Del Rey – Cinnamon Girl
Norman Fucking Rocwell! to najlepszy album w dotychczasowym dorobku Lany Del Rey, zaś Cinnamon Girl to z pewnością jedna z jej najlepszych kompozycji kiedykolwiek. Nic dodać, nic ująć.
Melanie Martinez – High School Sweathearts
Jeśli chłop z rosnącymi na plecach włosami wzrusza się przy tej piosence, to znak, że jest utwór ewenement. K-12 to album poza wszelakimi muzycznymi kategoriami, tak jak pochodząca z niego piosenka High School Sweathearts. Napisana przez Melanie Martinez kompozycja bije na głowę wszystkie pseudo romantyczne kompozycje tego roku, a może nawet i ostatnich kilkunastu lat. Kocham <3!
Charli XCX – Warm ft. HAIM
Pierwszy kontakt z cieplutkim Warm, pochodzącym z nowego krążka Charli XCX pod tytułem Charli, był dość chłodny. Jednak z każdym kolejnym przesłuchaniem nabierał co raz to większych rumieńców, bym teraz nie mógł sobie wyobrazić bez niego mojej rozgrzanej do czerwoności playlisty. Cudowne letnie wspomnienia, tym piękniej brzmią przy Warm.
Gwen Stefani – Misery
Gwen Stefani pomimo skromnego solowego katalogu utworów, biorąc pod uwagę lata spędzone na scenie, to niektóre z nich to prawdziwe perły muzyki pop. Misery bezsprzecznie zajmuje w moim serduszku należne mu miejsce. Uzależniająca melodia, uroczo romantyczny tekst i dziwny, choć wykonany z klasą teledysk. Cudo!
Dariusz Kozera
Rachel Platten – Hands
Druga płyta Rachel Platten, podobnie jak jej debiut, nie podeszła mi przy kilku pierwszych odsłuchach. Dopiero z czasem zacząłem wracać do niej coraz częściej i częściej. Na albumie znajduje się jednak jeden utwór, który od pierwszego odsłuchu trafił prosto w moje serce. Szczerze powiedziawszy podziwiam Rachel za to, że w ogóle udało jej się nagrać tak ciężki i emocjonalny utwór. Z pewnością było to dla niej nie lada wyzwanie, a z drugiej strony ulga i sposób na przetrwanie po utracie bliskiej osoby.
Lana Del Rey – hope is a dangerous thing for a woman like me to have – but I have it
Nowa płyta Lany kupiła mnie w całości. Kawałek, który zamyka całą płytę, jest moim zdaniem nie dość, że idealnym zakończeniem, to dodatkowo perfekcyjnym podsumowaniem stylu w jakim nagrywa dziewczyna. Kompozycja wręcz doskonała.
Lindsey Stirling feat. Amy Lee – Love Goes On And On
Już za dwa dni po raz drugi uda mi się być na koncercie Lindsey Stirling. Wręcz nie mogę się doczekać tego wydarzenia, bowiem pierwszy koncert wywarł na mnie ogromne wrażenie i już wtedy miałem ochotę na więcej. Dodatkowo nowa płyta skrzypaczki jest zdecydowanie jej najlepszą, więc z ogromną przyjemnością posłucham utworów na niej zgromadzonych na żywo.
Camila Cabello – Liar
Przyznam szczerze, że z początku byłem zdecydowanie Team Shameless. Z czasem jednak coraz częściej zaczynałem wracać do kawałka Liar. Mam nadzieję, że na nowej płycie Cabello znajdzie się jeszcze kilka utworów nagranych w tym stylu. Oby któryś z nich otrzymał teledysk utrzymany w podobnych klimatach, bo trzeba przyznać, że w żartobliwych teledyskach Camila radzi sobie naprawdę świetnie.
Dreamcatcher – PIRI
Standardowo na koniec postanowiłem przygotować coś w wykonaniu koreańskiego artysty. Tym razem padło na zespół Dreamcatcher, którego styl opiera się na zdecydowanie mroczniejszym i mocniejszym stylu niż ten, w jakim nagrywa większość kpopowych grup.

