13.09. 2019 do sklepów trafi „Beneath the Eyrie” – nowy krążek amerykańskiego zespołu „Pixies”. Jednocześnie co tydzień wypuszczane są odcinki podcastu, który towarzyszy płycie. Jest to zapis czasu spędzonego przez członków zespołu nad komponowaniem płyty. W całym tym procesie muzykom towarzyszył dziennikarz – Tony Fletcher. Muzycy nagrywali piosenki w starym kościele, na którym gniazdo założyły sobie orły – stąd tytuł płyty „Beneath the Eyrie” czyli dosłownie „Pod Gniazdem”.
Jeszcze przed oficjalną premierą mieliśmy okazję przesłuchać album i porozmawiać o nim z muzykami. Zobaczcie, co nam powiedzieli:
Marta Umiejewska: Macie wyjątkową okazję obserwować zmiany w podejściu ludzi do muzyki z pewnego dystansu, ponieważ zrobiliście sobie dość długą przerwę. Jakie są wasze wrażenia? Tęsknicie za „starymi dobrymi czasami”?
Pixies: Obecnie niektóre gatunki i style różnią się znacznie od muzyki sprzed 30 lat. Rodzicom często nie podoba się to, czego słuchają ich dzieci. Chociaż nie wszystkie stare płyty lubię, cieszę się, że mam swoją kolekcję klasyków!
Marta Umiejewska: Czy porównujecie swoją pracę i siebie samych do tego, jacy byliście na początku muzycznej podróży?
Pixies: Wielu ludzi porównuje wczesne Pixies do tych obecnych. Zabawne jest to, że jako zespół w ogóle o tym nie myślimy.
Marta Umiejewska: Nowemu albumowi towarzyszy podcast. Dlaczego zdecydowaliście się go nagrać i dlaczego wybraliście taki format?
Pixies: Pomyśleliśmy, że będzie to unikalny wgląd w to, co Pixies robią jako ludzie w studiu. Mam płytę DVD grupy Rush, na której znajduje się nagranie trzech członków zespołu jedzących razem kolację. To najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem w wykonaniu Rush. Teraz rozumiem, co fan może wyciągnąć z tych podcastów. A podcast był idealnym narzędziem do tego celu, ponieważ mój pomysł na transmisję krótkofalową nie wypalił.
Marta Umiejewska: Przy nagraniach towarzyszył wam dziennikarz o imieniu Tony. Czy jego ciągła obecność była dla was uciążliwa?
Pixies: Na początku było trochę dziwnie z mikrofonami na żywo i Tonym w studiu. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiliśmy. Ale po krótkim czasie wszyscy poczuliśmy się całkiem komfortowo. Teraz mamy już wprawę w wystąpieniach publicznych!
Marta Umiejewska: Komponowaliście album z myślą o nowym pokoleniu fanów?
Pixies: W 2004 roku na Coachelli spłynęło na nasz występ morze dzieciaków, których nie było jeszcze na świecie, kiedy Pixies zaczynali grać, a mimo to znali słowa do wszystkich piosenek! To było surrealistyczne. Od tamtej pory nic się nie zmieniło. To nie nasza zasługa. Mamy spore szczęście, że słucha nas tak zróżnicowana publiczność. Nazwałbym nas The Grateful Dead of Alternative Rock!
Marta Umiejewska: Ludzie mają tendencję do kojarzenia utworów z pewnymi momentami swojego życia. Czy słuchanie „Beneath the Eyre” przywołuje wspomnienia z waszego wspólnego czasu spędzonego pod orlim gniazdem?
Pixies: Bardzo żywo pamiętam proces nagrywania. Może to dzięki klimatowi starego kościoła lub komfortowi związanemu z tym, że dobrze znałem materiał. Teraz, gdy słucham „Beneath the Eyrie”, widzę oczyma wyobraźni to pomieszczenie, a także słyszę szum wywołany przez kolonię wiewiórek, która zamieszkała między dachem a sufitem.
Marta Umiejewska: Co motywuje was do tworzenia muzyki?
Pixies: Granie na perkusji z Pixies to coś, co kocham. Chciałem grać w zespole od dziecka. Przy tej drugiej okazji znacznie bardziej to doceniam.
Marta Umiejewska: Czy czekacie z niecierpliwością na wydanie albumu?
Pixies: Zazwyczaj ten proces zajmuje miesiące. Krążek „Beneath the Eyrie” został nagrany w grudniu 2018 roku. Wydawnictwo ukaże się we wrześniu 2019 roku. Nie jestem niecierpliwy – raczej martwię się, czy pamiętam jeszcze piosenki, które nagraliśmy tak dawno temu!

