Rozpoczynamy trzeci tydzień sierpnia z wielką energią muzyczną. Dziś swoje ulubione utwory ostatnich dni prezentują Ada, Michał i Kuba.
Jakub Kopaniecki
Tarja – Tears in Rain
Pierwszy sopran fińskiego metalu nie pozwala nam zapomnieć o nadchodzącej premierze nowego albumu studyjnego. Tears in Rain jasno daje do zrozumienia, że Tarja tym razem nie ma zamiaru owijać w bawełnę i serwuje zaskakująco solidną porcję ostrego brzmienia, okraszonego niezmiennie przeszywającym, operowym wokalem. Czyżby zapowiadał się jeden z lepszych krążków pani Turunen?
Caravan Palace – Supersonics
Electro swing pozostaje dla mnie jednym z najbardziej niedocenionych gatunków muzyki popularnej, kropka. I chociaż nie wróżę powtórki sukcesu Lone Digger, Francuzi z Caravan Palace swoim nowym singlem nie zawiodą i zagorzałych fanów, i nowych słuchaczy – jest figlarnie, jest retro, jest i odrobinę psychodeliczne, z mocną nutą dyskotek lat 90-tych. W skrócie, bardzo apetycznie!
Royksopp – Rescue (Lost Tapes)
Lost Tapes to niezwykle zaskakujący cykl, zwłaszcza dla osób znających norweski duet ze swoich największych przebojów, szczególnie tych z towarzyszeniem niepowtarzalnej Robyn. Aż dziesięciominutowy Rescue to utwór muzyczny z krwi i kości – zróżnicowany, hipnotyzujący, łączący sprawnie patos na miarę Vangelisa z noise’em od HEALTH. Zero słów – maksimum wyrazu.
Madonna – I Don’t Search I Find
Skoro Królowa Popu dopiero co świętowała swoje 61 urodziny, a kurz po premierze nowej płyty jeszcze nie opadł, na tapetę wziąłem warty zostania singlem kawałek I Don’t Search I Find. Brzmi jak wyjęty żywcem z Erotici, gęsty jak powietrze wypełniające rozświetlone neonami wnętrze klubu w sobotnią noc, tajemniczy, seksowny i niezwykle kobiecy. Jedna z wielu perełek wypełniających Madame X.
Stachursky – To Moja Droga
Twórczość Jacka Stachursky’ego nie wymaga komentarza, to prawdziwy fenomen polskiej sceny muzycznej. Nad jej walorami artystycznymi można dyskutować, ale nie można odmówić furory, jaką zrobiła wśród polskich internautów, darzących ją niemal mistyczną czcią. Nowy utwór Stachurskiego to, klasycznie, prawdziwa chłosta i w kategoriach guilty pleasure, pozycja obowiązkowa!
Michał Szum
Pezet – Intro
Nowy Pezet – tyle w temacie. Jaram się od momentu premiery pierwszego singla i pierwszych zapowiedzi Muzyki współczesnej. Raper obiecał materiał, który będzie spójnym konceptem i choć już teraz utwory Obrazy Pollocka i Intro brzmią świetnie, nie mogę się doczekać, gdy przyjdzie do konfrontacji ich z kontekstem całej płyty!
Ania Karwan – Ferries
Ania regularnie próbuje przebijać się do mainstreamu: raz z lepszym skutkiem, innym razem wychodzi jej to nieco gorzej. Jednak kilka lat temu natrafiłem na coś, co było czystą muzyką: niezakłóconą poprzez blaski fleszy czy echo wielkich sal koncertowych. Ten utwór wpadł na mnie ponownie, dość nieoczekiwanie, kilka dni temu, przy porannej kawie. I tak kurczę… nie chce się odczepić.
Dinosaur Pile Up – Blackfoot
Nieco mocniejsza propozycja od wyluzowanych wyspiarzy z Dinosaur Pile-Up, jest dobrą opcją na koncertowe wojaże. Poznałem ich już kilka lat temu, przy okazji koncertu innych wariatów – Royal Republic – i od razu przypadli mi do gustu. Kontakt z publiką w połączeniu z mocny, gitarowym sznytem, jest mieszanką idealną!
Marnik – Up & Down
Propozycja wprost z lokalnych siłowni, gdzie ostatnimi czasy robi wielką furorę! I muszę szczerze przyznać, że mnie również pochłonął ten bit, więc nieraz towarzyszy mi on, gdy jest jakieś żelastwo do przerzucenia ;)
Milli Vanilli – Girl You Know It’s True
W ramach powrotu do przeszłości, dziś piosenka, która stała się powodem największego skandalu w historii nagrody Grammy. Jej autorem jest zespół Milli Vanilli, który nie jest autorem ani nie wykonał ani jednej nutki z poniższej piosenki, a mimo to… zgarnął najwyższy muzyczny laur. Jak to możliwe? Po szczegóły odsyłam do tego krótkiego dokumentu https://www.youtube.com/watch?v=gcQ0oeEelBs
Adrianna Małolepszy
Adam Lambert – Comin’ in Hot
Wszyscy wciąż czekamy na nowe wydawnictwo Adama Lamberta, którego premiera na szczęście zbliża się już wielkimi krokami. Muszę przyznać, że od momentu wydania, singiel Comin’ In Hot towarzyszy mi dość często w chwilach, gdy potrzebuję zastrzyku energii.
Ten beat uzależnia, a endorfiny wydają się wytwarzać ze zdwojoną prędkością, kiedy słyszę ten kawałek.
Beyonce – Spirit
Kolejny utwór dzięki, któremu moje serce bije ostatnio szybciej, ale jednak w troszkę innym sensie. Instrumentalny, wokalny i produkcyjny rozmach i moc Spirit sprawiają, że przez moje plecy przebiega lekki dreszcz. Do tego fantastyczny tekst, który sprawdza się idealnie zarówno sam w sobie jak i w kontekście fabuły Króla Lwa.
Gdy słuchając podkręcam głośność, utwór dostaje skrzydeł i niesie mnie za sobą.
Avril Lavigne – Crush
Nie mogę się uwolnić od tego delikatnego, wręcz kruchego, emocjonalnego, sensualnego kawałka. Istnieje wokół niego jakaś ulotna aura, która niesamowicie do mnie przemawia. Może to te smyczki? Może głos Avril tak bardzo przepełniony emocjami, że chcąc nie chcąc wpadamy w ten ulotny nastrój? Jedno jest pewne, Crush jest utworem, do którego wracam najczęściej z albumu Head Above Water. Znacznie częściej niż to przewidywałam zaraz po premierze.
Noah Cyrus – July
Mówiąc o ulotnej aurze i wyjątkowym klimacie nie sposób nie wspomnieć, o utworze, który właśnie tym całkowicie skradł ostatnio moje serce i zawładnął moją głową.
July i jego delikatne, lekko folkowe dźwięki w połączeniu z hipnotyzującym wokalem i melancholijnym tekstem sprawiają, że rzeczywistość wokół mnie na chwilę przestaje istnieć. Jest to utwór bardzo wyjątkowy, który zostanie w mojej pamięci i głośnikach na długo.
Jessie Mueller – She Used To Be Mine
Na zakończenie dziś coś sprzed kilku lat. Pochodzące z Broadway’owskiego musicalu Waitress She Used To Be Mine w wykonaniu Jessie Mueller to prawdziwa perełka, którą ostatnio odkryłam.
Utwory musicalowe z zasady mają za zadanie być integralną częścią historii odgrywanej na scenie. Popychać naprzód fabułę, lub jak jest w tym przypadku odkrywać przed widzem i słuchaczem uczucia i wewnętrzne rozterki bohaterów.
She Used To Be Mine w tym kontekście jest klasą samą w sobie, a niesamowite wykonanie Jessie jeszcze pogłębia poczucie, iż przeżywane przez postać dylematy są naszymi własnymi.
Utwór porusza mnie ogromnie i wyciska łzy z moich oczu jednocześnie zachwycając.


