A co gdyby założyć, że w życiu każdego człowieka istnieją tylko dwie emocje: miłość i strach? Idąc dalszym tokiem rozumowania – wszystkie pozytywne emocje pochodzą z miłości, a te negatywne ze strachu? Z takiego założenia wyszła Marina Diamandis, która czwarty studyjny album – „Love + Fear” postanowiła podzielić na dwa rozdziały.
Chwilę po wydaniu płyty Froot, Marina Diamandis ogłosiła, że musi zacząć żyć pełnią życia i po siedmiu latach ciągłej pracy pójść na zasłużony odpoczynek. Artystka ogłosiła, że nie jest to pożegnanie na zawsze – tylko krótka przerwa w karierze muzycznej. Finalnie fani musieli czekać aż cztery lata na premierowy materiał. Cztery długie lata, w których działo się naprawdę wiele. Wokalistka porzuciła przydomek „And The Diamonds”, podróżowała po całym świecie i w najdalszych zakątkach świata szukała inspiracji, które pozwoliłyby jej na napisanie kolejnego albumu.
Przyjemnie słyszeć nawiązania do poprzednich albumów. No More Suckers (guilty pleasure) i Karma to utwory wypisz wymaluj z The Family Jewels – pod względem lekkości i frywolności tekstu, To Be Human to melodyjnie Immortal w ulepszonej wersji 2.0 z Froot.
Gdyby ocenić Love + Fear jedynie pod kątem liryki, to wyraźnie można zauważyć ogromny progres. Marina Diamandis umocniła warsztat pisarski. Oceniając same teksty – to najlepszy album w karierze wokalistki. Niezwykle dojrzały, ambitny, mądry. Artystka zadaje wiele pytań, na które stara się udzielić odpowiedzi. Płyta składa się z zapisków dojrzałej kobiety, która zauważa, że człowiek w każdym miejscu na świecie jest taki sam. Podkreśla wyraźnie, że trzeba żyć w zgodzie ze sobą i ze światem, a szczęście jest kluczem do sukcesu. Wszystkie złote myśli zostały podane w sposób niedosłowny, nienachalny. Marina podkreśla także jak ważna jest miłość i strefa komfortu. Wokalistka bawi się trochę w nauczyciela, trochę w mędrca i trochę w coacha. Love + Fear to materiał z przesłaniem, lekcją, w której każdy znajdzie coś dla siebie. To miejsce dla duszy. Po odpowiednim wsłuchaniu się w teksty, na pewno wielu zastanowi się nad swoim życiem, a być może wprowadzi w nim zmiany.
Biorąc pod lupę jedynie linię melodyjną i produkcję materiału zawartego na Love + Fear, widać, że Marina Diamandis nigdy nie brzmiała tak źle. To najgorzej skomponowany i wyprodukowany album w całej jej dyskografii. Nawet Froot wypada przy nim o wiele korzystniej – a sporo można mu zarzucić. Należy podkreślić, że stawiając to wydawnictwo w opozycji do całego rynku muzycznego – jest dobrze. Po prostu dobrze. Jednak od Mariny i od tak długiej przerwy oczekuje się czegoś więcej.
Odniosłem wrażenie, że artystka chciałaby pozostać w swojej alternatywnej otoczce, ale też chciałaby przebić się do komercyjnego słuchacza. Artystka nie sprawdza się w płytkich, popowych i wygładzonych do granic możliwości melodiach jak True czy You. Największą zaletą albumu są minimalistyczne produkcje, w których Marina zachwyca od początku kariery muzycznej. Niektórzy producenci chcieli na siłę udowodnić, że Marina Diamandis będzie w stanie zachwycić starych fanów i zgarnąć nowych, tymi niedoszlifowanymi, miałkimi produkcjami, które nijak pasują do jej wokalu. Jednak są też tacy znawcy swojego zawodu, którzy odpowiednio potraktowali artystkę i stworzyli niebanalne, nieszablonowane i zachwycające kompozycje. Tutaj brawa dla BROODS, Joella Little i Alex Hope – z którymi mogłaby stworzyć jeden z najlepszych albumów dekady. Emotional Machine to utwór, w którym dotyka nowych terenów muzycznych i zachowuje swoją oryginalność. Podobnie jest z Handmade Heaven i eksperymentalnym Believe In Love. Można też zostać przy szablonowych, wzruszających balladach – To Be Human i Soft To Be Strong, pokazując jakim głosem włada wokalistka.
Marina powinna usiąść na chwilę i zastanowić się, czy w takim kierunku powinna podążąć jej dalsza kariera muzyczne. Czy wyjście ze strefy komfortu w jej przypadku się sprawdziło. Konkluzją płynącą z tego wydawnictwa jest stwierdzenie: mniej znaczy więcej. Nie zmienia to faktu, że każdy słuchacz powinien przysiąść na chwilę i posłuchać płyty, która skłoni go do kilku głębszych refleksji. Teksty są tu na najwyższym poziomie. Marina Diamandis w tej kwestii przerosła samą siebie. Jednak gdyby nie przesłanie, sięgnięcie do artystycznych wyżyn piśmienniczych i kilka wyróżniających się kompozycji, płyta po przesłuchaniu od razu przeszłaby w niepamięć.


![10 najlepszych, nowych utworów minionego tygodnia [28.04] 10 najlepszych, nowych utworów minionego tygodnia [28.04]](https://allaboutmusic.pl/wp-content/uploads/2017/12/zestawienie-all-about-music.jpg)