MENU

    „Polska pink punkowa królowa jest tylko jedna” czyli o koncercie Agnieszki Chylińskiej w Toruniu. Relacja Łukasza Jaćkiewicza i zdjęcia Doroty Kutnik

    Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie xki8bFk.jpg

    Agnieszka Chylińska przyzwyczaiła nas już do koncertów na najwyższym poziomie. Tak było i w Toruniu, gdzie rozpoczęła się kolejna odnoga trasy Pink Punk Tour.

    Bardzo się cieszę, że jest ktoś taki jak Agnieszka Chylińska na polskiej scenie muzycznej. W ciągu 25 lat zbudowała sobie pewną i autentyczną ścieżkę muzyczną, po której stąpa do dziś. Nie boi się eksperymentować, nie boi się wyrażać swojego zdania. I choć nie wszystkie muzyczne utwory jej autorstwa mi się podobają, to trzeba przyznać, że na żywo potrafi zrobić show, o którym wielu może póki co zapomnieć. Nie potrzebuje tu fajerwerków, rac i zbędnych rzeczy. Wystarczy tylko ona, jej głos i zespół, bez którego także nie było by takiego sukcesu.

    Choć trasa promuje nową płytę, to Agnieszka konsekwentnie nie zapomina o swoich wielkich hitach, które wylansowała przez ostatnie kilkanaście lat. Dzięki temu widz i słuchacz w ciągu 1,5 godziny przenosi się w jej świat mówiący o wielu ważnych aspektach życia, które przeżyła. Nie jest w tym monotematyczna i patetyczna, umie postawić na swoim. Nieodłącznym elementem jej show są również fani i trzeba przyznać, że zgromadziła ich przez te lata naprawdę dużo. To oni potrafią przez cały koncert śpiewać jej największe przeboje, klaskać, skakać, bawić się. To oni są z nią na dobre i na złe, podróżują z nią na każdej trasie koncertowej.

    Cieszy mnie również, że wciąż jest sobą. Zawsze sympatyczna, czasami wręcz wciąż trochę zawstydzona długimi owacjami po każdej piosence. Widać, że wciąż ją to wszystko cieszy i nie jest znudzona życiem w ciągłej trasie.

    Z czym wróciłem do domu? Z dobrymi emocjami i wspomnieniami, przeczuciem, że jeszcze się na pewno na jej koncertach pojawię. No i ze zdartym gardłem, ale to wiecie jak to jest na jej koncertach.

    Ostatnio opublikowane