MENU

    Zmienia aranżacje, dodaje instrumentale, bawi się swoją muzyką czyli o koncercie Krzysztofa Zalewskiego w Toruniu. Relacja Łukasza Jaćkiewicza i zdjęcia Doroty Kutnik

    Nie byłem na koncercie od dwóch miesiący. Dla jednych to normalność, ale dla takich jak ja to istna tragedia. Złą passę przerwał Krzysztof Zalewski.

    Trochę obawiałem się tego koncertu. Gdy Krzysztof ogłosił trasę, pomyślałem sobie, że pewnie sobie ten koncert odpuszczę. Nie przyjeżdża bowiem z nowym materiałem, a wybrzmieć ma przekrojówka tego, co do tej pory wydał. Coś a’la best of, choć ciężko to tak zdefiniować, gdyż Krzysiek nie nagrał jeszcze tylu płyt. Z tego powodu też podchodziłem do jego koncertu z pewnym dystansem.

    Dość jednak narzekania, bo moje przypuszczenia okazały się nieprawdziwe. Krzysiek choć nie przywiózł do Torunia zbyt wielu nowych piosenek, to nadrobił wszystko i wszystkim czym się dało. Wokalista nie odegrał piosenek, w wielu przypadkach starał się choć częściowo zmienić aranżację, dodać dodatkowy instrumental czy inaczej coś zaśpiewać. To jest proszę Państwa dowód na to, że nie stoi w miejscu i wciąż poszukuje czegoś nowego. To jest także potwierdzenie tego, na jakim wysokim poziomie artystycznym jest w tym momencie. Publiczność była zachwycona co było widać po głośnych owacjach, wspólnym śpiewaniu i krzykach. A było nas naprawdę sporo. Wielki klub Od Nowa był praktycznie wyprzedany tego wieczora, więć brawa należą się także organizatorom koncertu.

    To co przykuło moją uwagę to premierowy, anglojęzyczny utwór, który wybrzmiał podczas koncertu. W zapowiedziach mieliśmy obietnicę, że Zalewski będzie testował nowe utwory i słowa dotrzymał. Cieszę się, że tak ciepło został przyjęty przez publiczność, bo to naprawdę dobry utwór.

    Na trasie Zalewskiego jeszcze kilkanaście miast. Jeśli wahaliście się jak ja, uwierzcie, że nie będziecie żałować.


    Ostatnio opublikowane