Ivy Levan – FUCC IT (2019), recenzja Christiana Cieślaka

Inne recenzje

Obraz może zawierać: 1 osoba, zbliżenie

Przepis na dobrą epkę jest moim zdaniem dość prosty. Maksymalnie pięć utworów, każdy z nich musi być wyrazisty oraz wyróżniający się na swój własny sposób, aby był wstanie funkcjonować jako samodzielny singiel, tworząc wspólnie prawdziwą fantazję zamkniętą w dwudziestu minutach. W przypadku nowego dzieła Ivy Levan to z wielkim żalem muszę powiedzieć, że jest to coś, co, parafrazując tytuł, mogę mieć gdzieś, choć z różnych względów bardzo tego nie chcę.

Kilkoma zdaniami wstępu, Ivy Levan to amerykańska wokalistka, której losy śledzę praktycznie od samego początku jej artystycznej działalności. Jej pierwsza epka Introducing The Dame z 2013 oraz debiutancki krążek No Good z 2015, to moim zdaniem jedne z najciekawszych, najbardziej niedocenianych i nieznanych krążków muzyki pop XXI wieku. Łącząc koncepcję prostych popowych piosenek z stylistyką lat 20, country, jazzu oraz blue-eyed soulu, stworzyła niezwykle intrygujące muzyczne dzieła, które niestety nie zyskały popularności na którą z pewnością zasługują. Ostatnim akcentem w jej dotychczasowym dorobku był udział w dość chłodno przyjętym remake’u słynnego musialu „The Rocky Horror Picture Show”, stworzonym przez stację Fox w roku 2016. Od tamtej pory, słuch o Ivy Levan zupełnie przepadł i sądziłem, że już nigdy o niej nie usłyszę, a jednak pod koniec 2018 roku na jej profilu na platformie Spotify pojawił się zupełnie nowy utwór.

Her, bo tak się nazywa, niestety, pomimo, że ewidentnie nawiązuje do dotychczasowej twórczości Levan to kompletnie brakuje mu tej wyjątkowej energii oraz buty, którą pokochałem za sprawą Introducing The Dame, czy No Good. Podobne uczucia żywię do drugiego opublikowanego utworu z FUCC IT, czyli When I Get Home. Teoretycznie dobrze znane mi dźwięki oraz stylistyka, a wszystko to zmieszane z dość obskurnym bitem, tworząc bardzo konfudującą kompozycję, którego okładka dodatkowo potęguje to nieprzyjemne uczucie. Trzecim w kolejności był Alive, który mnie zaskoczył i to całkiem pozytywnie. Prosta, efektowna ballada, rodem nieco z Eurowizji, nieco z Disney’owskiej bajki, zupełnie niewpisująca się w dotychczasowy entourage Levan, co jest moim zdaniem stosunkowo ciekawym posunięciem.

Co do pozostałych dwóch utworów, które możemy usłyszeć na FUCC IT, czyli Flood My Mind oraz Nothing Matters With You, to mam z nimi podobny problem, jaki mam wobec Her oraz When I Get Home. Po pierwsze brakuje mi w nich „tego czegoś”, choć produkcyjnie, muzycznie oraz tekstowo są na całkiem przyzwoitym poziomie. Po drugie, pomimo ich wielokrotnego odtworzenie, to ciężko mi przyszło ich zapamiętanie, chociażby nawet za sprawą samego tytułu.

Patrząc całościowo na FUCC IT to trudno mi znaleźć jakiś punkt wspólny między piątką utworów się na nim znajdujących, poza tym, że wykonuje je Pani Levan. Brak tu jakiegokolwiek klimatu, muzycznie jest co najwyżej w porządku, a charakteru jest stosunkowo niewiele w porównaniu z innymi dziełami Amerykankami. Mówiąc wprost, pięć odklejonych od siebie piosenek, które zostały wydane na jednym wirtualnym krążku. Tylko tyle albo aż tyle, biorąc pod uwagę blisko czteroletnią artystyczną przerwę.

Moim zdaniem, najnowsze dzieło Ivy Levan to niestety bardzo przeciętny powrót jednej z moich najukochańszych wokalistek XXI wieku. FUCC IT to rozczarowanie, na szczęście krótkie, więc równie krótko będę o nim pamiętać. Jeśli jednak pomimo tej dość srogiej recenzji, jesteście zaciekawieni wcześniejszą twórczością tej wyjątkowej wokalistki to ręką na sercu polecam wam Introducing The Dame oraz No Good, a może inaczej, niż ja spojrzycie na FUCC IT.

Ivy Levan - FUCC IT
  • Data premiery: 25 01 2019
  • Single: brak
Najlepsze utwory: Alive
Najsłabsze utwory: Flood My Mind


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Christian Cieślak
Christian Cieślak
Skromnie nieskromny dziennikarz muzyczny oraz kulturalny, który już od 5 lat sieje swoje opinie w redakcji All About Music. To mój sposób na dzielenie się ogromną miłością do muzyki całego świata, a w szczególności tej wymykającej się gatunkowym podziałom i prowokującej do myślenia.

Czytaj również

Przepis na dobrą epkę jest moim zdaniem dość prosty. Maksymalnie pięć utworów, każdy z nich musi być wyrazisty oraz wyróżniający się na swój własny sposób, aby był wstanie funkcjonować jako samodzielny singiel, tworząc wspólnie prawdziwą fantazję zamkniętą w dwudziestu minutach. W przypadku nowego dzieła Ivy Levan...Ivy Levan – FUCC IT (2019), recenzja Christiana Cieślaka