Kilka utworów z albumu Sick boy mogliśmy usłyszeć już na początku tamtego roku. I choć ich tytuły nie brzmią zbyt pozytywne (wystarczy spojrzeć na Everybody hates me), to gwarantuję, że ich klimat jest jak najbardziej imprezowy. Właśnie tego można było się spodziewać po The Chainsmokers – dużej dawki muzyki elektronicznej, która będzie królować w klubach lub rozgłośniach radiowych.
Czy tak faktycznie jest? Wystarczy spojrzeć na statystyki na Spotify, które wyglądają całkiem przekonująco. Najmniej znany utwór został puszczony „tylko” ponad sześć milionów razy. Chociaż przy 253 milionach odtworzeniach singla Sick Boy to faktycznie słaby wynik. Tytułowy kawałek osiągnął bardzo dużą popularność na całym świecie. W wielu krajach utrzymywał się na listach przebojów, a w sześciu z nich pokrył się złotem. Z pewnością można zaliczyć to do sukcesu. I tak jak pierwszy album The Chainsmokers zyskał raczej niepochlebne recenzje – tak po wypuszczeniu tego utworu oczekiwania wzrosły. A skoro poprzeczka została zawieszona dość wysoko – to pozostało ją utrzymać. W pewnym stopniu nawet się to udało.
Co prawda wiele razy spotkałam się z negatywnymi opiniami na temat duetu, ale mam wrażenie, że idą w lepszą stronę. Faktycznie większość ich utworów jest do siebie zbliżona, ale nowego albumu wciąż słucha się całkiem przyjemnie. Wiele można zawdzięczać współpracy z innymi muzykami. Muszę przyznać, że dobór artystów na featach wyszedł bardzo dobrze. Wszyscy trafnie wpasowują się w klimat. Jak się okazuje, czołowe nazwiska z list przebojów nie są w ogóle potrzebne. Weźmy za przykład moją faworytkę – Winonę Oak, która zaśpiewała w utworze Hope. Jej barwa głosu jest oryginalna i zwracająca uwagę. Osobiście liczę na to, że usłyszę ją w wielu przebojach. Przy okazji dostarcza nam swego rodzaju powiewu świeżości na płycie.
A skoro jesteśmy przy temacie nowych rozwiązań, to zaskoczyły mnie dwa utwory: Siren oraz Save Yourself. Dostajemy przy nich sporo dubstepu, którego raczej nie spotykamy w piosenkach duetu. Jednak brzmienie w stylu Skrillexa nie jest strzałem w dziesiątkę i niespecjalnie pasuje do reszty płyty. Sama preferuję raczej radiowe klimaty, dlatego zostanę właśnie przy nich. W tym momencie muszę wyróżnić Emily Warren, która już wcześniej współpracowała z grupą. I szczerze mówiąc na tej płycie brzmi zdecydowanie lepiej niż na poprzedniej. Na tyle, że nie potrafię oderwać się od Side Effect. Ta piosenka z pewnością może królować na parkietach.
I jeśli celem płyty Sick Boy było właśnie rozkręcanie imprez, to moim zdaniem zostało to osiągnięte. Bo, powiedzmy sobie szczerze, przy muzyce elektronicznej i tanecznej raczej nie zwracamy takiej uwagi na teksy. W tym wypadku przedstawiane odczucia artystów na temat miłości i otaczającego świata schodzą raczej na boczny tor. Pierwsze skrzypce gra po prostu ogólne brzmienie. Co prawda do ideału jeszcze trochę, ale moim zdaniem progres The Chainsmokers jest wciąż widoczny – oby dalej było tylko lepiej.


